A Ty… jak przygotowałeś się do wojny?

Chyba największe napięcie związane z sytuacją na Krymie mamy za sobą. Chyba, że nie mamy i niespodziewane nastąpi znienacka i zastanie Cię z ręką w nocniku. Jesteś gotowy?

Zacznijmy od tego, że…

wiszę Wam zaległe podsumowanie tygodnia i całego lutego w ramach wojny 2014. Będzie. W następnym wpisie. Weekend był ciężki i się nie wyrobiłem, bywajet.

Poza tym, należy na wstępie stwierdzić, że wojny nikt się nigdy nie spodziewa.

1939 – czego nas nauczył?

Niczego 🙂 I nie mówię tu o jakimś poziomie państwowym, militarnym, albo społecznym, tylko jednostkowym. Każdy z nas żyje w przekonaniu, że dzisiejsze wojny toczą ze sobą roboty, a w ogóle to tak naprawdę hakerzy w cyberprzestrzeni… i jest to jeden z powszechnych mitów w Europie, podobnie jak przekonanie o tym, że gospodarka jest oparta na wiedzy. Kiedyś jeszcze zmasakruję na blogu te mity, ale teraz przejdźmy do rzeczy.

To przekonanie jest bzdurne. Wojna polega na zabijaniu, także cywili. Nie wierzysz? Przypomnij sobie zamachy bombowe z Londynu, Madrytu z ostatnich lat, albo dziejącą się kilkanaście lat temu wojnę w Jugosławii. Masz mocne nerwy – obejrzyj zdjęcia z tamtego okresu. To się działo paręnaście lat temu nieco ponad tysiąc kilometrów od Twojego domu. Podrzynanie gardeł, strzelanie do domu, który chwilę temu postawiłeś i pijany tynkarz ci go otynkował.

Image by © Antoine Gyori/Sygma/Corbis © Corbis. All Rights Reserved.

Image by © Antoine Gyori/Sygma/Corbis © Corbis. All Rights Reserved.

Krym coś mi przypomniał…

Myślę tu o dziennikach Zofii Nałkowskiej z przełomu lat 30. i 40., które czytałem w liceum. Sierpień 1939? Sielanka, wakacje, w gazetach coś tam piszą o debilu z Niemiec, malarzyku, który przecież nie zdecyduje się na konfrontację z całym światem. Przegrałby w dwa dni zmieciony przez Francję i Wielką Brytanię. Aha… wszystko trwało 5 lat, trzeba było zaangażować do tego USA i dodatkowo kol. Stalin pokazał ciekawe oblicze. Koszt tej niespodziewanej zawieruchy: kilkadziesiąt milionów ludzi. Ile to jest 5 lat? Nie wiem ile Ty masz, ale w skali mojego życia to jest nieco mniej niż 20% mojego życia. Dużo. Dużo dłużej, niż 2 dni. Gdy nastąpiła inwazja, nadal nikt nie wierzył, że to długo potrwa. Ale co najważniejsze – nikt z cywili nie był na to przygotowany.

Wybucha wojna, co robisz?

Uciekasz. Aha, uważaj – lotniska obstawione ludem koczowniczym, drogi też, lotnictwo już zaczyna wszystko bombardować. Każdy chce teraz uciec, bo to oczywiste wyjście. A zatem mało kto ucieknie. Reszta zostanie i będzie żyła pod okupacją, albo podczas wojny obronnej. Jak jesteś do tego przygotowany? Nie mówię o broni, ale chociaż o hełmach i kamizelkach kuloodpornych, które obronią Ciebie i rodzinę przed zabłąkanymi odłamkami, rykoszetami, albo kulami jakiegoś debila, który ze stresu, głupoty, albo z innego względu zacznie strzelać do cywili. Jasne, że nie masz. Dziś ich nie kupiłeś, a w czasie wojny nie dasz rady kupić. No, może na czarnym rynku jakieś pokiereszowane egzemplarze za niebotyczne pieniądze.

Zapasy paliwa, wody, jedzenia – masz? Halo, halo. Stacje benzynowe, sklepy i Tesco24 nie będą działały 🙂 Gazu i prądu też może nie być. Jasne, kupisz sobie agregat i czajnik na ogień zamiast elektrycznego. Aha, uważaj, Allegro też już nie będzie działało. Co wtedy? Przypomnisz sobie o Gnyszce i tym wpisie. I nawet będziesz chciał mi pogratulować, ale Fejs też już nie będzie działał.

Kontrariański styl życia, czyli jak się przygotowaliśmy

Kupując w zeszłym tygodniu kevlarowe hełmy i kamizelki kuloodporne IV klasy dla siebie i Rodziny doszedłem do wniosku, że fajnie jest być kontrarianinem. Nie tylko na giełdzie. To z reguły jest tańsze – bo robisz wyprzedzające ruchy. Przede mną jeszcze tylko zwiększenie rezerw wodnych i spożywczych. Najwyżej hełmy i kamizelki się nie przydadzą, dzieci będą miały się w co przebrać na bal przebierańców, a rezerwy zjemy i wypijemy. Spoko. A Ty? Jak się przygotowałeś do wojny?

Na wszelki wypadek…

Gdyby brakowało Ci pomysłów, co warto mieć, powyżej znalazłem parę ciekawych, legalnych rzeczy. Śmieszków, którzy czują dumę ze znajomości różnicy między kałasznikowem i wiatrówką, uprzejmie zapytowuję co jest lepsze – gołe ręce, czy gołe ręce i wiatrówka? 🙂

 

Zostaw komentarz