Są takie dyskusje, które mają status odwiecznych. Od zaraniu dziejów ludzie dyskutują np. o tym, czy social media sprzedają, albo o tym czy reklama telewizyjna z celebrytą ma sens. Postanowiłem dziś zająć się jednym z tych odwiecznych dylematów ludzkości. Czy networking działa?

źródło: petardy24.pl

Maile z Łukaszem

Do tego wpisu skłonił mnie Łukasz, z którym mailowałem na powyższy temat. W odpowiedzi na któryś z newsletterów Łukasz napisał:

Networking jest ok, ale bez przesady. Doceniam znaczenie spędów, ale uważam, że dużo lepiej działają precyzyjnie stargetowane rozmowy w cztery oczy, gdzie reprezentowane są dwa biznesy z konkretnym interesem, nie trzydzieści. Czasem dobrze wiedzieć kto jest na rynku, ale szybki risercz pozwoli Ci na to samo, nawet szybciej.
Wiem, że teraz networking odmienia się przez wszystkie przypadki, a ludzie prześcigają się w wymyślnych jego formach. Tylko w ciągu ostatniego miesiąca uczestniczyłem w tego typu eventach w ramach jakiegoś meczu, na pokładzie samolotu, jachtu do zadań specjalnych, zamknięty na pół tygodnia w luksusowym hotelu i na polu golfowym (nie licząc klasyków rozsianych po knajpach i centrach konferencyjnych). I co? I nic. Pośmialiśmy się, podjedliśmy, popiliśmy. Miło było.

Dlaczego Łukasz ma rację?

Gdy to przeczytałem, aż przyklasnąłem z radości. Łukasz napisał to, co ja mam do powiedzenia o większości form networkingu, które są dostępne na rynku. Rzeczywiście dzisiaj co drugie spotkanie sili się na bycie networkingowym, a rozrzucanie wizytówek po przypadkowych ludziach zaczyna uchodzić za byzmesowom, netłorkyngowom alchemię sprzedaży. Otóż, nie! Networking przede wszystkim opiera się na zaufaniu.

Zaufanie – skąd je wziąć?

Zaufanie to niezbędny element kapitału społecznego, którego wysoki poziom, jak głosi teoria, ułatwia robienie interesów, poprzez minimalizację kosztów transakcyjnych (konieczność ubezpieczenia się na okoliczność nierzetelności partnera).

Dlaczego miałbyś zaufać człowiekowi, z którym łączy Cię tylko to, że jesteście razem w jednym miejscu o tej samej godzinie? OK, łączy Was to, że stać było Was na wejściówkę… ale to za mało, prawda? To za mało, by polecić człowieka dalej, albo poświęcić parę godzin na to, by pomóc mu w biznesie. Są zatem dwie drogi – albo poczujecie chemię i nawiążecie relację, która kiedyś się rozwinie i być może czymś zaowocuje, albo… samo wydarzenie będzie tak skonstruowane, że pozwoli na pewną dozę zaufania już na wstępie.

Na tym polega różnica między grupami inkluzywnymi i ekskluzywnymi.

Tak, jesteśmy ekskluzywistyczni

Gdy zakładałem Towarzystwa Biznesowe w 2010 r., od początku przyjąłem, że muszą to być grupy ekskluzywistyczne. Nie w sensie snobizmu, ale właśnie warunków wstępnych szerszych niż tylko możność dokonania opłaty abonamentowej. Warunki te, to nie tylko uczciwość i brak kompromitujących historii biznesowych na koncie… ale także szacunek do pozytywnego wkładu, jakie chrześcijaństwo wniosło w cywilizację łacińską. Tak, w efekcie oznacza to, że znaczna większość naszych Członków to katolicy, ale mamy również konserwatywnie nastawionych do życia ateistów. I to jest niesamowicie twórcze zresztą 🙂

Ten ekskluzywizm powoduje, że obdarzamy się zaufaniem o wiele szybciej… przez co o wiele szybciej robimy ze sobą biznes. Dokładnie tak, jak to kilka miesięcy po otwarciu pierwszego Towarzystwa powiedział jeden z mówców warszawskiego TEDx’a, stawiając tezę, iż grupy ekskluzywistyczne działają szybciej.

Tak musi być. Facet ma rację. – pomyślałem wtedy.

Teraz wiem, że obaj mieliśmy rację 🙂

Oczywiście tak pojęty networking nie oznacza całkowitej eliminacji ryzyka i wyzbycia się zasady ograniczonego zaufania. Bynajmniej. To raczej tak jak ze znajomością karate. Nie gwarantuje ona zwycięskiej potyczki na ulicy, ale znacznie zwiększa prawdopodobieństwo posadzenia na kolanka przeciwnika, który chciał tylko pożyczyć parę zeta.

Kiedy networking nie działa?

Właśnie wtedy gdy nie ma przede wszystkim zaufania. Zdarza się jednak, że nawet, gdy ono jest… to na eventach networkingowych pojawiają się ludzie, którzy nie mają woli współpracy. Albo to tłuste koty, które nie mają parcia na rozwój biznesu i przychodzą w celach towarzyskich, albo ludzie którzy wierzą w magię. W magię pojęcia networkingu i wierzą, że działa ono automatycznie z chwilą rozdania przypadkowym ludziom naszych wizytówek. Pisałem o tym już wcześniej, więc nie będę tematu rozwijał.

Tak to też wytłumaczyłem Łukaszowi. Odpisał:

Długofalowe relacje tworzy się, jak dla mnie, wyłącznie przez współpracę. (…)

Przyznaję, dobrze się je nawiązuje przez współpracę. Ale dobry, rzetelny i oparty na merytoryce networking daje możliwość przyspieszenia tego procesu 🙂 Łukasz go chyba nie zaznał, bo napisał:

Dla mnie networking jest zbliżony do szkoleń. Modne sposoby na kolejne okołobiznesowe usługi, których nastąpiła gwałtowna inflacja. Kiedy powie się „sprawdzam”, okazuje się, że większość szkoleń i spotkań networkingowych jest bezwartościowa, a jest ich tyle, że robią złą prasę tej skromnej mniejszości, która naprawdę ma sens.

Tutaj w pełni się zgadzamy i doceniam to, że Łukasz zobaczył tę skromną mniejszość, do której zaliczam Towarzystwa. A o tym, że to prawda niech świadczy to, że wciąż niekiedy trafiam na skojarzenia networkingu z cudownymi garnkami, MLM-ami i wielkimi eventami motywacyjnymi z panem z Ameryki, który przyjechał uczyć tubylców biznesu (co wyśmiałem kiedyś tutaj) 🙂

A jakie są Wasze doświadczenia w tej dziedzinie?

P.S. Kto zgadnie jaki związek z tematem ma ilustracja, otrzyma nagrodę 😀

P.P.S. Moja książka na ten temat już jest do kupienia! KLIKNIJ >>>

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily