Don’t assume, bejbe!

Byliśmy ostatnio z Oleńką we Wrocławiu. Nie spakowaliśmy kosmetyczki. Tzn. spakowaliśmy, ale jednak tak, jakbyśmy nie spakowali. Dzięki temu po raz kolejny przekonałem się o słuszności zasady don’t assume.

Dyjalog

[Wrocław]

– Maciuś, gdzie spakowałeś kosmetyczkę.

– A w walizce nie ma?

– Nie ma.

– Sprawdzę w samochodzie i plecaku.

(…)

– Hmmm… nie ma nigdzie.

– OK, widocznie gdzieś ją zostawiłeś w domu.

[Dom]

– Oleńko! Znalazłem kosmetyczkę. Była w torbie!

Nauka bliższa

Oleńka przeglądając naszą torbę, nie sprawdziła zewnętrznej kieszeni. Kosmetyczka była tam. Dzięki temu mieliśmy parę dodatkowych czynności, kosztów, oraz radości z tego, że kupiłem sobie wreszcie maszynkę do golenia na żyletki, jak za dawnych lat 🙂 Oczywiście przez przypadek, myślałem, że to jednorazówka i nawet cena nie wyprowadziła mnie z błędu.

Na czym polegał błąd? Błąd polegał na tym, że założyłem, iż Oleńka ma rację, twierdząc że w walizce nie ma kosmetyczki. W oparciu o to założenie, które przecież łatwo było sprawdzić podjąłem kolejne działania. Założenie należało uprawdopodobnić w myśl zasady: Ufać znaczy kontrolować 😉 Oczywiście Żonie należy ufać bezgranicznie bez względu na wszystko.

Nauka dalsza

Nie pisałbym o tym, gdybym chciał powiedzieć, że warto sprawdzać wszystkie opcje, gdy się czegoś szuka. Luźne podejście do własnych założeń, to temat istotny w biznesie. Dzięki jednemu z Klientów Pracowni Synergii poznałem pewną zasadę powiązaną z angielskim akronimem. Chodzi o:

Don't assume

Don’t assume

zasadę Don’t ASSUME, because when you assume, you make an ASS out of U and ME. Tłumacząc z lendgłydża, chodzi o to, że gdy coś zakładasz, robisz dupę z siebie i tego, o kim coś zakładasz.

Dlaczego nie zakładać?

O co chodzi? Długo nad tym myślałem i doszedłem do wniosku, że nie chodzi o to, by nie zakładać niczego w zupełności, ale by nie zakładać tego, co można łatwo sprawdzić. To nie tylko groźne w życiu prywatnym, gdy często mylnie zakładamy, że ktoś powiedział coś niemiłego chcąc nas obrazić, albo nie przyszedł tam, gdzie się go spodziewaliśmy, dlatego że… Ale takie myślenie jest bardzo często obecne w biznesie – zarówno wśród właścicieli i kadry zarządzającej, jak i pracowników. Zarówno w odniesieniu do relacji międzyludzkich, jak i międzyfirmowych. Przykłady:

– zakładam, że klient nie kupił mojego produktu, bo (cena za wysoka/rynek słaby/wpisz tu cokolwiek),

– zakładam, że klient spóźnia się z płatnością, bo (jest złym człowiekiem/chce mi pokazać miejsce w szeregu/wpisz tu cokolwiek),

– zakładam, że brak odpowiedzi na ofertę oznacza jej (odrzucenie/analizowanie/wpisz tu cokolwiek),

– etc.

Każdy z tych przykładów, a można je mnożyć i mnożyć, to w efekcie strata czasu i pieniędzy, której można by uniknąć jednym telefonem! Oferty ciągnące się miesiącami, faktury opłacane miesiącami, sprzedaże które idą jak krew z nosa… to wszystko najczęściej w którymś momencie opiera się na mylnym, tchórzliwym założeniu.

Często zdarza się nawet tak, że nasze założenia uważamy za tak pewne, że jako pewne je komunikujemy. Dlatego warto zawsze spytać samego siebie i kogokolwiek, kto informuje nas o jakimś złym obrocie sprawy firmowej:

Skąd to wiesz?

Odpowiedź inna, niż:

Spytałem dlaczego i powiedzieli mi, że…

jest nieważna. Dlatego dobrze radzę.

Just print it

Wydrukujcie sobie w biurze duży napis Don’t assume. Pomoże zaoszczędzić wiele czasu, pieniędzy i uniknąć piramidalnych nieporozumień 🙂 A więc keep calm, and…

keep

Jeśli ten wpis okazał się przydatny, oczywiście możesz go udostępnić poniższymi przyciskami 🙂

Zostaw komentarz