Dziś musisz napisać swoją mowę pogrzebową!

Inspiracją do napisania tego krótkiego wpisu był ostatni weekend. Ci, którzy śledzą mnie w mediach społecznościowych wiedzą, że upłynął on pod hashtagiem: #MOCPoland. I rzeczywiście, trzy dni z dr Jeh Shyan Wongiem po raz kolejny uświadomiły mi wagę meditatio mortis. Co ma myślenie o śmierci do wchodzenia na giełdę? Ano ma i to wiele.

Śmierć

Asumptem do rozważań na temat śmierci, celu w życiu i ambicji, była dla dr. Wonga śmierć własnej mamy. Przyszła nagle i to w najgorszym – jakby się wydawało – momencie w życiu. Nie będę się tu wdawał w szczegóły, ale był nią przybity długo po pogrzebie (swoją drogą, dowiedziałem się przy okazji o pięknym chińskim zwyczaju mycia ciała matki przez najstarszego syna, na znak wdzięczności za mycie dzieci, gdy były niemowlęciami). Wówczas mądry człowiek polecił mu napisanie listu do matki, gdzie powiedziałby wszystko to, co miał zamiar powiedzieć jeszcze za życia, ale nie zdążył. Na tym zadanie się nie kończy – po napisaniu, list powinien zostać spalony.

I rzeczywiście, to pożegnanie nie tylko odniosło dobry skutek, ale i uświadomiło wagę życia, które może zakończyć się nagle i czasu, który mamy do wykorzystania tu i teraz.

king-1847623_1280

Mowa pogrzebowa

Niewiele później, nasz bohater postanowił spisać… mowę pogrzebową na własny pogrzeb. Taką, jaką chciałby, by na pogrzebie odczytano – i by była adekwatna do jego życia. By rzeczy, za które chciałby być po śmierci wychwalany, rzeczywiście miały miejsce w życiu. To swoją drogą podobno popularne ćwiczenie na poważnych studiach, Oxfordach i innych Cambridgeach.

Uświadomienie sobie swoich aspiracji życiowych – bo przecież za ich realizację chcielibyśmy być po śmierci doceniani – to bardzo poważne wyzwanie, gdy idzie o ich realizację. Nie da się bowiem zabrać za osiąganie celów, gdy się ich nie zna – prawda?

Nie ma czasu

Gdy już je sobie spiszemy – na przykład właśnie w mowie pogrzebowej, która opisze nasze życie rodzinne, uczuciowe, ale i umysłowe, czy biznesowe – szybko przychodzi myśl, że nie ma czasu. Nie to, że czas jest krótki – bo nie wiadomo jak długi nam jeszcze pozostał – ale przychodzi refleksja, że po prostu nie ma czasu do stracenia. Że każda chwila jest ważna, ponieważ do zrobienia zostało bardzo wiele. I tu mi się przypomina mój tekst sprzed jakiegoś czasu o tym, dlaczego nie mam czasu – który jest z tym stylem myślenia bardzo zbieżny.

Tym bardziej cieszę się, gdy dostaję wiadomości takie, jak ta poniżej:

Fajnie! :-) #GnyszkaInspiruje

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Maciej Gnyszka (@maciejgnyszka)

Cieszę się, że zainspirowałem :-)

Zostaw komentarz