Był kiedyś taki czas, gdy chciało mi się dyskutować. Bywało, że zarywałem noc, bo na któryś z forów ktoś ze znajomych nie miał racji, a ja byłem jedynym, który mógł mu to uświadomić. Te czasy jednak się skończyły. Mam nadzieję, że bezpowrotnie.

Dlaczego, Gnyszko, ach dlaczego?

W czasach, gdy chciało mi się dyskutować, wychodziłem z założenia, że zmieniam w ten sposób świat, uświadamiając komuś jakieś błędne przekonanie, albo lukę w rozumowaniu. W związku z tym, że – także naukowo – interesowała mnie logika formalna, żyłem w przekonaniu, że ludzie dyskusje traktują jak dochodzenie do prawdy, analizując zarówno przesłanki, na które się powołują, jak i schematy wnioskowania, które na nich przeprowadzają. Miałem rację. Dlaczego jednak ten zwyczaj porzuciłem?

Dyskusja jako rytuał

internetDość szybko się przekonałem, że mało kto dzieli ze mną pasję do falsyfikowania, szukania przesłanek, albo błędów w rozumowaniu. Dyskusje dzisiejsze to sytuacje społeczne, bardziej niż logiczne, z całą rytualnością, jaką to ze sobą niesie. Co mam na myśli? Kto dyskutuje w necie, ten wie. Kto nie dyskutuje – niech przeczyta powyższe zdanie jeszcze raz ;P W dyskusjach chodzi dziś o rytuał, nie ćwiczenie mózgu na drodze do prawdy.

E, tam – narzekasz

Jasne, że narzekam i idę o zakład, że tak bywało w każdych czasach, skoro w każdych czasach narzekano na te, które są obecnie. Nie twierdzę, że dzisiejsze są szczególnie irracjonalne, być może są nieco bardziej przemądrzałe (ludziom z nadmiaru informacji wydaje się, że wiedzą więcej), ale twierdzę po prostu, że wreszcie to do mnie doszło. Bogu dzięki, że przed trzydziestką! 🙂 Ileż czasu zaoszczędzonego dla tylu spraw!

Kiedy dyskutuję?

Gdy to jest konieczne, albo możliwe, a ja mam właśnie na to ochotę. Sytuacje konieczne, to te w których trzeba publicznie dać świadectwo i wyraz jakiemuś ważnemu przekonaniu. Możliwe to te, gdy rozmówca mając inne zdanie potrafi dyskutować. Rzadko się tak zdarza, i to bynajmniej nie dlatego, że ludzie są głupi, niedouczeni, albo uważam ich za idiotów, tylko dlatego, że nigdzie nie nauczyli się dyskutować, a już tym bardziej nikt poza pierwszym miesiącem matematyki w liceum, kiedy wypełniali jakieś zerojedynkowe tabelki, nie uczył ich logiki i nie wlał w nich pasji w tym zakresie. A więc ostatecznie ludzi, których nic nie obchodzi dyskutowana teza, tylko uzasadnienie, które za nią stoi i geneza jego powstania. Zapamiętajcie – uzasadnienie jest ważne, nie teza. Tymczasem ludzie uwielbiają przerzucać się tezami, aż do momentu, gdy ktoś poczuje, że został przekonany 😀 Tak, dzisiejsze dyskusje to właśnie emocjonalne spektakle.

Dobra, ale co ma z tym wspólnego Ukraina?

Przyglądając się ponadmiesięcznemu medialnemu spektaklowi pt. Euromajdan, zdałem sobie z tego sprawę. Co obserwowałem? Nie mówię o mediach, choć i te zachowywały się bardzo ciekawie, ale o tablicach moich znajomych na facebooku. Ludzie, którzy za pewnik (na podstawie jakich przesłanek?) uznawali absurdalność i niemożliwość istnienia instytucji prowokatorów podczas Marszów Niepodległości, z marszu przyjęli do wiadomośći, że takowi istnieją wokół Majdanu i nazywają się tituszkami. Ci sami znajomi, którzy nie chcą słyszeć w polskim kontekście o jakichkolwiek obcych agentach, tropią z przekonaniem tych ruskich, którzy mieszają ponoć w ukraińskiej polityce. Więcej nawet! Także ci, dla których obecność na pierwszej Nocy Wolności oznaczała poparcie dla ONRu, teraz nie wahają się wskakiwać na scenę Majdanu i krzyczeć banderowskie hasła 😀 Czy muszę dodawać, że dyskusja w tym zakresie, choćby podanie wątpliwości co do powyższych elementów, nie jest możliwa? Nie, nie muszę.

Dlaczego na większość dyskusji szkoda czasu?

Uwaga, zdradzam wielki sekret, dzięki któremu zaoszczędzicie nerwy, czas i będziecie żyli długo, szczęśliwie i w pełni sił witalnych. Większość dyskusji warto omijać szerokim łukiem, bo… nie macie wystarczającej liczby wystarczająco przesłanek, by stawiać jakiekolwiek tezy. Na tym nie koniec! Nie mamy także wystarczająco danych do tworzenia dobrych analogii, nie mówiąc o sposobach wnioskowania. Jednym słowem – nie mamy kompetencji, nie mówiąc o wpływie. Warto zdać sobie sprawę, że nie ma się kompetencji i wpływu – z tego płynie pokój serca 🙂 Dlatego przestałem dyskutować o rzeczach, o których de facto nic nie mogę powiedzieć, zamieniając to zajęcie w modlitwę o te sprawy i o dyskutujących.

Co z miłością bliźniego?

Pamiętajcie, przykazanie miłości bliźniego mówi o tym, by kochać go jak siebie samego. Jeśli sami jesteśmy nieukami, bo nie znamy się na tym, o czym dyskutujemy, to ważny sygnał, by zamiast drażnić bliźniego, wziąć się za naukę, bo chyba za słabo kochamy swój intelekt 🙂 A jeśli siebie nie kochamy, brak nam miary do kochania innych. Kto o tym nie pamięta, kończy potem jako narzekający maruder. Serio.

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily