„Noe”, czyli jak zmarnowałem czas i pieniądze

W życiu młodych małżeństw jest tak, że niekiedy przyjeżdża teściowa i jeśli potomstwo jest już na tym etapie życia, że może zostać pod opieką dziadków, to to robi, a młodzi idą w tango. Co robią? Np. sprzątają szafy, porządkują garaże, myją samochody, albo idą do kina. Tak też i my z Oleńką zrobiliśmy wczoraj.

Sprzątanie

Na początku wzięliśmy się za sprzątanie. I wiecie co? Nagle okazało się, że świat rzeczywiście dąży do entropii, a gdy się ten trend odwróci, to człowiekowi od razu lżej i świat wydaje się prostszy, bardziej przejrzysty i w ogóle. W nagrodę znalazłem bucik ze swojej wczesnej młodości. Prawda, że ładny?

Gnyszkobucik :-)

Gnyszkobucik 🙂

To taka nagroda za cierpliwe sprzątanie.

Film, dlaczego tego nie grają?

Kobieta w ciąży, to zjawisko tyleż specyficzne, co nieprzewidywalne. Pomijając ludowe podania o śledziach z czekoladą, trzeba być przygotowanym na inne zachcianki w rodzaju kina właśnie. Tak też było i tym razem, choć na końcu języka miałem właśnie propozycję czytelniczą. Życzenie Żony jest jednak najwyższym rozkazem, dlatego zabrałem się do szukania odpowiedniego filmu. Te, na które polowałem (Jack Strong, Wilk z Wall Street) okazało się – jak zwykle zresztą – że schodzą z afisza i grane już są w podrzędnych przysłowiowych Pierdziszewach. W Cinema City w Jankach został nam de facto tylko Noe, autorstwa reżysera z nazwiska podobnego do nikogo. Widziałem zwiastun, robił dobre wrażenie. Wstępny typ padł właśnie na Rasela Kroła i jego towarzyszy.

Facebooku, pomóż

Jako, że recenzji filmów nie czytam, poprosiłem o pomoc Facebooczan. Raczej jednogłośnie odradzili film, ale postanowiliśmy z Oleńką zaryzykować chociaż dla efektów specjalnych, o których słyszałem, że są najlepsze od czasów Akademii Pana Kleksa. Żartuję, fama szła, że efekty na najwyższym poziomie i ostatnie osiągnięcia w tym zakresie można sobie włożyć na półkę z Reksiem i Misiem Uszatkiem.

Reklamy

Najmocniejsza część całego filmu. Dzięki nim wiemy, że przez najbliższy rok, poza Powstaniem Warszawskim z premierą w maju nie ma na co iść. Co poza nim? To ciekawe, ale w czasach, w których na powrót znać realność świata i relacji międzynarodowych (Krym), najczęściej powstające filmy, to te o transformersach, spidermenach i innych pajacach, jak to określa mój Tata.

Aha, na wyróżnienie zasługuje reklama jakiegoś filmu, którego dystrybutorem jest Solopan, a która nie mówi nic o filmie, tylko o Solopanie. Jeśli producent się do niej dołożył, to współczuję.

Fabuła

Zacznijmy od tego, że każdy kto choć trochę orientuje się w Starym Testamencie, po pierwszym kwadransie był nieco zażenowany. OK, ja rozumiem, to nie jest ekranizacja Pięcioksięgu, ani nawet film z National Geographic, ale po kiego grzyba tytułować film tak, by kojarzył się z konkretnym człowiekiem i tradycją? Przecież mogli go nazwać np. Zdzisław. Wojownik sprzed wieków który zbudował megakajak. Równie chwytliwe (prawda?), a nie wprowadza w błąd takiego misia jak ja.

Gdyby móc to streścić, wyszłoby mniej więcej tak:

Był sobie Noe, któremu potomkowie Kaina zaciukali ojca. Koleś uszedł z życiem, miał ładną żonę i dwóch synów, a potem trzeciego. Pewnego dnia Bóg zesłał mu sen, w którym objawił, że ukarze świat potopem. Troszkę nie rozumiał jak podejść do tematu, więc przypomniał sobie, że przecież ma dziadka, Matuzalema, który wcześniej był Hannibalem Lecterem. Spakował więc rodzinę i poszedł poszukać dziadka, po drodze musząc walczyć z mnóstwem przeciwników, poznając olbrzymy, które są upadłymi aniołami unurzanymi w lawie, jak lody kręcone w polewie czekoladowej i w sumie są dobre. Dochodzi w końcu do góry, na której mieszka Matuzalem, wbija na herbatę z młodszym synem, wcześniej zawiązując sztamę z gigantami i przycinając komara po herbacie widzi, że musi zbudować arkę. Rozmawiają też o jagodach. Potem jest cud i wyrasta las, z którego ją zbuduje, co odczytuje jako Boży znak. Aha, jeszcze wcześniej uratował dziewczynkę, która później zgwałci mu syna i urodzi siostry bliźniaczki. To ważne wbrew pozorom. Budują sobie zatem arkę, synowie rosną w międzyczasie, najstarszy dobiera się do uratowanej dziewczynki i nawet jest szansa na seks oralny w krzakach, ale jednak do niego nie dochodzi. Arka w międzyczasie się prawie zbudowała, z całego świata przychodzą zwierzaki, giganty pomagają arkę budować, ale źli kolesie od Kaina podnoszę łeb, bo kończą im się zasoby naturalne. Postanawiają zjeść kogo się da spośród siebie, na końcu zabić Noego z rodziną i uratować się na Arce od potopu. Oczywiście nie udało im się to, bo Potop nastąpił wtedy, gdy już wchodzili do Arki, a poza tym giganci ich przeganiali, co im się nie do końca udało, ale przy okazji dzięki temu, mimo że potępione przez Boga, dostały się do nieba. Wszyscy idą do piachu, czy raczej pod wodę, poza szefem tych od Kaina, który wszedł na Arkę psim swędem przez dziurę i znalazł sobie sprzymierzeńca w Chamie, synu Noego, który się wkurzył na ojca, bo ten pozostawił świeżo poznaną dziewczynę na zadeptanie przez tłum biegnący na Arkę. A on miał wobec niej plany… dogłębnego poznania w sensie biblijnym (a jakże!). Uwaga, w międzyczasie Ila, którą uratowali w lesie spotyka Matuzalema, który szuka jagód na szejka, a który uzdrawia ją z niepłodności. Gdy wracając spotyka Sema, swojego miłośnika, który już wcześniej chciał jej pokazać swoje płciowe skille, rzuca się na niego i… no właśnie. Reżyser oszczędził nam szczegółów. To dobrze, być może byłyby tak żenujące jak efekty specjalne. Arka płynie, w międzyczasie ten od Kaina razem z Chamem chcą zabić Noego, ale oczywiście to Noe zabija dziada, a Cham udaje że nic nie wiedział. Aha, jeszcze Sem chciał zabić Noego, a Noe jego świeżo narodzone córki, własną Żonę i być może jeszcze kogoś, bo w międzyczasie stał się personifikacją współczesnego faszysty-prolifera zaślepionego we własne dogmaty do tego stopnia, że morduje w imię miłości. Jednak połączone siły feminizmu i ekologii wybiły mu te bzdury z głowy. Musiały, choć facet w gruncie rzeczy był weganinem i ekologiem. Innymi słowy, Noe uwierzył, że musi uratować siebie z rodziną tylko po to, by potem umrzeć, po to by na ziemi pozostał raj dla zwierząt i roślin. Dlatego chciał zabić córki Sema. Żona jednak uświadomiła tępemu religiantowi, że jego dzieci też mają prawo do szczęścia i zagroziła rozwodem. Kolo się potem załamał, chodził po plaży jak Ferdek Kiepski, bo jednak uważał, że źle zrobił że wszystkich nie pozabijał, ale Ila, żona Sema, uświadamia mu, że zrobił dobrze, może wracać do całej rodziny i że w sumie Pan Bóg tak chciał, a nawet jeśli nie, to nie ma co się stresować.

Tak, wiem, że to być może spłaszczone streszczenie, ale inaczej nie umiałem. Przeżyłem ciężki zawód, żałuję tych prawie 100 zł, które wydałem, a na dodatek zimny sos serowy był niedobry.

Noe od pasa w dół

Noe od pasa w dół

Efectos especiales

O efektach specjalnych można napisać tyle, że wiały srogim dziadostwem rodem z filmów z wesel z lat 90-tych. Nawet efekty z Narni, które ponoć są słabe, były lepsze. Przykład? Rodzina Noego biegnie po żwirze w kierunku góry Matuzalema, a tym widzisz, że w studiu mieli chyba słabego bluboksa i nie dograli oświetlenia z obrazem, na który ich potem nałożyli.

Podsumowanie

Żeby nie było, że czas był tylko zmarnowany, choć tak naprawdę był, dodam tylko, że zaciekawiło mnie parę aspektów psychologii Noego: kwestia przekonania o tym, żeby reszty nie wpuścić na Arkę jako dylemat moralny, czy chociażby wytrwanie w postanowionej wizji w obliczu buntu własnej rodziny. Nic nowego, bo już Abraham miał podobnie, ale co tam – znajdźmy choć jeden pozytywny element w tej produkcji.

Ostrzeż swoich znajomych, by nie poszli na ten wykwit holiłódzkiego synkretyzmu i udostępnij ten tekst na swojej tablicy 🙂

Zostaw komentarz