Ojcu Ziębie w odpowiedzi

Kto by pomyślał, że niewinny wywiadzik, wywiaduńcio wręcz, wywoła taki rezonans. W jednym z ostatnich numerów „Rzeczpospolitej” znalazła się polemika o. Macieja Zięby z moim wywiadem, o którym pisałem ostatnio.
Swoją odpowiedź wrzucam dopiero teraz, bo dopiero teraz po licznych wojażach, których mam już serdecznie dosyć, uzyskałem w miarę stabilny dostęp do komputera.

rz

Zacznijmy od przypomnienia, że w zasadzie sam bym chętnie polemizował z tym wywiadem w kształcie, w którym się ukazał. Pisałem o tym, naswietlając na blogu jego niefortunną genezę.

Ojciec Maciej polemizuje jednak z czymś zupełnie innym, niż sam bym polemizował. Otóż, mój szacowny imiennik stawia tezę, jakoby moje rozumowanie (o tym, że niebawem katolicy będą mieli prawo się w Polsce zbuntować) było narażone na subiektywizm i kryterium oceny tego, czy podatki są legalne oraz sprawiedliwej wysokości widzi w… orzeczeniu sądu 🙂 Jak dowodzi – żyjemy w demokratycznym państwie prawa – dlatego takie rzeczy rozstrzygać powinny sądy, a moje tezy podsycają tradycyjną nieufność Polaków do państwa. Jeśli źle zreferowałem tok rozumowania, proszę o korektę.

Zgadzam się z o. Maciejem w tym, że powszechny brak zaufania w Polsce jest problemem. Właśnie dlatego sam dwoję się i troję, by generować kapitał społeczny gdzie się da. Mimo to uważam, że życie społeczne nie musi wcale polegać na upupianiu obywateli przez urzędników, którzy forsują pogląd że to co nielegalne jest automatycznie niemoralne. Sądzę, że w najlepszym razie może być nieetyczne, a wpływ obywatela na Państwo odbywa się również poprzez bojkot.

Bo czym innym jest kapitał społeczny, a czym zupełnie innym jest moralne spojrzenie na legitymizację władzy. Jeżeli moje Państwo za moje pieniądze zabija niewinnych nienarodzonych obywateli… jeżeli to Państwo pod pozorem dbałości o moje bezpieczeństwo stawia na dobrej drodze nagle ograniczenie do 40 km/h, a zaraz potem fotoradar… to takie Państwo zaczyna spełniać definicję św. Augustyna, którą w jednym z wykładów przypomniał Benedykt XVI. Zacytował on mniej więcej zdanie:

„Państwo bez moralnego fundamentu zamienia się w bandę zbójców, którzy łupią obywateli”.

I ocenę tego należy zostawić sumieniu, a nie… Lewiatanowi (na marginesie propozycja o. Macieja narusza przywołaną przez Niego rzymską zasadę – bo wówczas Państwo ma sądzić w sprawie o sobie samym). Podobnie jak postawę pierwszych chrześcijan wobec Cesarstwa, albo XX-wiecznych katolików względem totalitaryzmów (chociaż tutaj akurat doczekaliśmy się encyklik). Po to człowiek ma rozum, Łaskę i sumienie, by w takich sprawach sądzić i wedle sądu działać.

Ale myślę, że to jednak pozorna różnica miedzy nami i w tu mamy szansę się zgodzić. Ojciec Maciej dopuszcza bowiem obywatelskie nieposłuszeństwo. Jednak jedynie wówczas, gdy ma ono głośną formę, zamiast cichego protestu. Ciekawe rozróżnienie, ale nie wiem czy ma wpływ na istotę rzeczy. Jeżeli dziesiątki tysięcy obywateli po prostu przestanie przestrzegać głupich przepisów, zamiast wynajmować lobbystów i agencje PR, a Lewiatan owych regulacji nie wyegzekwuje… to taka strategia również może prowadzić do zmiany systemu prawnego. Dlaczego głośny sprzeciw zmienia tutaj ocenę moralną sprzeciwu wobec Państwa? Nie wiem. Może ktoś z Was ma pomysł?

Na marginesie zaś dodaję:

  • pozdrowienia dla o. Macieja, bo dawno się nie widzieliśmy,
  • podziękowanie Temuż za polemikę,
  • przeprosiny Czytelnikom za nieskładność, bo pisałem na oparach paliwa mózgowego 😉

Zostaw komentarz