Pierwsza transakcja z Synem – czego uczy?

Dzieci należy wychowywać, a nie z nimi handlować. To bardzo ważna zasada, która w polityce znana jest jako z terrorystami nie ma negocjacji. Stosuję się do niej, a jakże. Mimo to, bywają czasem sytuacje, gdy z dzieckiem warto zawrzeć kontrakt, by uczyć je kupieckiej rzetelności. Pierwsza próba już za mną. Bardzo udana!

To było tak…

Mam taki zwyczaj, że regularnie co tydzień wysyłam kartki bez okazji do różnych osób, by po prostu okazać swoją przyjaźń i adresatom sprawić przyjemność. W ogóle, to lubię pisać kartki, o czym już kiedyś pisałem we wpisie pt. Dlaczego zawsze warto wysyłać kartki po Świętach, a nie przed?. No więc właśnie był taki weekend ostatnio, kiedy w poniedziałek czekała mnie wysyłka kartki, a równolegle Maksio bardzo aktywnie pomagał mi skupiać myśli i pracować nad nową książką.

Nie klikajcie w ten obrazek, bo poznacie super książkę dla dzieci!

Nie klikajcie w ten obrazek, bo poznacie super książkę dla dzieci!

Jako, że faktycznie zamierzam ją napisać i jako żywo nie mogę równocześnie objaśniać Pierworodnemu świata, a Czytelnikom arkanów networkingu – wpadłem na pomysł! Na pomysł zawarcia transakcji.

Deal

Już wcześniej zauważyłem, że Maksio dużą atencją obdarza nie tylko wizytówki, paragony i inne poważnie wyglądające papiery (jak ja za młodu ubóstwiałem druczki z Poczty), które nazywa dokumentami, a oprócz nich także monety – postanowiłem to wykorzystać. Tydzień wcześniej sam poprosił mnie o dwie monety, chcąc umieścić je w skarbonce, więc poszedłem za ciosem.

Zaproponowałem dwie kolejne monety w zamian za piękne przyozdobienie kredkami kartki. Pokazałem granice, w których powinien znaleźć się rysunek i jako prawdziwy mecenas sztuki – wręczyłem mojemu Caravaggiowi zapłatę. Swoją drogą, to nie pierwszy raz, gdy Maksio ozdabia kartki na moją prośbę, jednak po raz pierwszy w modelu transakcyjnym. Jakież było moje zdziwienie, gdy po raz kolejny uzmysłowiłem sobie różnicę między transakcją, a wymianą uprzejmości (o której pisałem w swojej książce o fundraisingu, którą niezmiennie polecam). Maksio bardzo szczegółowo zaczął dopytywać o moje preferencje:

– Tato, a chciałbyś czarną trawkę na tym rysunku? Bo mi bardzo dobrze wychodzi czarna trawka! A ma być z wodą? A pokaż jeszcze w którym miejscu powinien być obrazek, etc.

Zadanie zostało wykonane z nawiązką! Kartka została pomalowana cała. Calusieńka, nawet miejsce na adres – toteż musiałem ją zapakować do koperty, a adresatowi skrobnąć jeszcze list.

Zwracam uwagę jednak na tę małą zmianę. Jeszcze nigdy przy malowaniu dla mnie kartek Maksio nie prowadził tak gruntownego badania potrzeb. Po prostu brał z radością kredki, albo długopis i malował, dopóki on albo ja stwierdziliśmy, że dzieło jest gotowe. Gdy w grę weszły pieniądze, zaczęło być dla niego o wiele bardziej istotne to, jakie są moje potrzeby.

P.S. do Maksia w przyszłości

Maksiu, jeśli za wiele lat przeczytasz to w internecie, wiedz, że byłem z Ciebie dumny i jeśli dziś już nie interesuje Cię, czego chcą Twoi klienci – natychmiast zmień postępowanie 🙂

Zostaw komentarz