Kilka dni temu minęła kolejna rocznica śmierci Jana Pawła II. Dziś już świętego – Sanot Subito 🙂 Ku zaskoczeniu wszystkich – okrągła, piętnasta! Tak, tak, piętnaście lat minęło od czasu, gdy – na oczach całego świata – powoli, powolutku, odchodził. Nie ma chyba osoby, która nie pamiętałaby co wtedy robiła i gdzie była. I ja wszystko dobrze pamiętam, ale nie tylko to! Pamiętam też gdzie byłem w nadchodzących dniach. I były to dziwne dni, które spędziłem w Belgii.

Śmierć

Dobrze pamiętam ostatnią Niedzielę Palmową Papieża (tak, w dalszym ciągu, gdy mówię Papież raczej mam na myśli Jana Pawła II – zarówno o Franciszku, jak i Benedykcie XVI zawsze mówiłem po imieniu papieskim) i ten wyjątkowy Wielki Tydzień, w czasie którego codziennie z wypiekami na twarzy i nadzieją na wieści o powrocie do zdrowia, czekałem na serwisy informacyjne. Byłem wtedy w liceum, a internet jeszcze nie był tak szybki jak telewizja. Przynajmniej dla mnie.

Dobrze pamiętam moment śmierci. Byliśmy wtedy wszyscy w domu, na przemian to modląc się, to patrząc w serwisy informacyjne. Gdy zaczęły bić dzwony, wszystko stało się jasne. Ojciec odszedł. Ja zaś musiałem skończyć pakowanie, bo na drugi dzień jechałem do Belgii.

Wygrałeś konkurs, to teraz jedź

Do Belgii – wraz z kilkoma, albo i kilkunastoma osobami pojechałem na zaproszenie pewnego europosła, którego konkurs na esej wygrałem. Pamiętam, że pisałem o wkładzie Polski w Europę i było coś o wąsach i pierogach. Pamiętam, że esej był błyskotliwy, ale nie mam pewności, czy dziś nie oceniłbym, że był jednak żenujący. Nieważne.

Wyjechaliśmy popołudniu i jechaliśmy całą noc. Tej nocy – ubrany w czerwoną koszulkę z białym orłem, którą kilka lat wcześniej kupiłem na wyjazd do Anglii – dowiedziałem się od pijanego asystenta europosła, który turlał się po autobusie rozbujanym niczym statek na wzburzonym morzu, że noszenie godła na piersiach to oznaka faszyzmu. Koleś ewidentnie był prekursorem, bo w tych czasach to jednak była rzadka teza 🙂

Dziwna żałoba w Belgii

Na miejscu uderzyły mnie dwie rzeczy. Po pierwsze to, że Belgowie mieli to wszystko czym żyliśmy od tygodni w Polsce – centralnie tam, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę. Bez cienia przesady. Po drugie to, że także belgijski Kościół – czy raczej to co wówczas z niego jeszcze istniało – miał to głęboko w tym samym miejscu. Zamknięte kościoły zarówno w godzinę śmierci, jak i dzień później. To był dla mnie szok.

The Guardian

Dodatkowym szokiem była dla mnie okładka Guardiana i główny artykuł numeru, poświęcony Janowi Pawłowi II. Oczywiście wiedziałem, że w Polsce mamy Urbana, który nie przebierał w słowach, gdy mówił o Papieżu, ale wydawało mi się dotąd, w moim naiwnym licealnym rozumku, że koleś jest jednak – wyjątkowo obleśnym, to prawda – ale jednak ewenementem. A tymczasem okazało się, że to reprezentant Zachodniej Europy pełną gębą 😀

Oto bowiem przeczytałem w Guardianie, że Jan Paweł II był typowym wytworem polskiej manii, która kiedyś przejawiała się w szarżowaniu czołgów – na koniach i z szablami. Tak autor opisał uporczywe odstawanie Jana Pawła II od współczesnego świata – nie jako Chrystusowe bycie znakiem sprzeciwu, ale jako spolaczkowienie. Co więcej – stwierdził, że oto umiera zbrodniach, mający na rękach krew ofiar AIDS w Afryce. Tak, tak. Autor dowodził, że katolicka nauka o seksualności sprzyja roznoszeniu HIV. Celowo nie rozwijam tej argumentacji, bo jest oklepana jak worek treningowy Rockyego.

Dziwna żałoba w Polsce

Nie brałem więc zupełnie udziału w zbiorowym poruszeniu, jakim była żałoba w Polsce. Wróciłem wprawdzie po dwóch, albo trzech dniach, a więc szybko, jednak najciekawsze mnie ominęło. Uderzyło mnie jednak to, że niedługo po tych wypadkach mieliśmy w Polsce (dobrze kojarzę, że po, a nie przed?) wysyp głośnych zdrad powołania kapłańskiego: od o. Bartosika, przez ks. Węcławskiego, aż po tego jezuitę, którego nazwiska nie pomnę.

Poruszająca to była żałoba, ale i dziwna.

P.S.

Rzuciłem teraz okiem w mój tomik i wiersz pt. habemus papam, który myślałem że stworzyłem po śmierci Jana Pawła II, napisałem jednak pół roku przed. Poczytajcie na fotce poniżej. Po darmowy fragment tomika zapraszam na www.maciejgnyszka.pl/wiersze, a po wersję papierową do mojego sklepu.

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily