W tym tygodniu poznaliście nowy rodzaj wpisu na Gnyszkoblogu, czyli raport z pola walki. Dziś pora na kolejny rodzaj, czyli Chwalę i Hejtuję. W ramach tej serii będę opisywał wzloty i upadki małych i wielkich firm, z którymi miałem do czynienia jako… interesariusz 🙂Co to znaczy interesariusz? Wyjaśnię na przykładzie np. elektrowni. Jeśli dla niech pracujesz, jesteś jej pracownikiem. Jeśli dostarczasz jej koks – jesteś dostawcą. Jeśli z kolei pośredniczysz w sprzedaży prądu, który wytworzyła – jesteś kontrahentem. Jeśli prąd kupujesz – jesteś konsumentem. A co jeśli… do żadnej z tych klas nie należysz, a np. wdychasz spaliny, które ona produkuje, albo patrzysz na jej brzydkie kominy z okna, czy wreszcie jesteś ojcem szwagra syna jej pracownika, któremu pożyczyłeś pieniądze i czekasz na spłatę? Wtedy jesteś klasycznym interesariuszem, a każdy z wymienionych wcześniej jest po prostu szczególnym rodzajem interesariusza. Dobra, jak na wstęp – wystarczy.

Orange

  • Chwalę Orange:

za to, że panie na infolinii potrafiły przeanalizować moje rachunki i zaproponować inną taryfę, na której oszczędzę ok. 50% kosztów miesięcznych. Niebywałe! Dbają o moją kieszeń zamiast o swoją, czym wzbudzili moją autentyczną wdzięczność. Powaga.

  • Hejtuję Orange:

za to, że naciągnęli mnie na głupią ofertę, która polega na tym, że dostałem za złotówkę tablet* i internet mobilny do końca świata i jeden dzień dłużej za 15 zł, które teraz wynosi dwadzieścia kilka złotych, albo i więcej. Dlaczego hejtuję? Bo to, co dostałem, to jakieś skrzyżowanie pralki z fiatem 126p, podobno firmy Lexmark. Zawiesiło się przy pierwszym uruchomieniu, działa wolno jak Commodore i waży prawie tyle, co pierwsza komórka mojego Taty z początku lat 90. Po trzech próbach współpracy wywaliłem strucla na ostatnią półkę szafki z archiwaliami, a w salonie Orange dowiedziałem się, że liczydełko wycenione jest na prawie 3 000 zł, jest nieodłącznym elementem oferty na internet mobilny, której zerwanie będzie mnie kosztowało ponad 2500 zł. Rozumiecie? Orężu, nie kompromituj się takim naciągactwem… Skwitować to można tylko staropolskim rzeczownikiem denotującym kobietę mającą problemy ze swędzeniem w okolicach dolnych stanów podpępkowia. Mać!

strucel z Oręża

strucel z Oręża

GetResponse

  • Chwalę GetResponse:

Moje ulubione narzędzie newsletterowe. Chwalę za działający czat z żywym konsultantem, super funkcjonalności, możliwość uruchamiania autoresponderów, odmianę imion, wysoką dostarczalność. W skrócie – po prostu ulubione narzędzie.

  • Hejtuję GetResponse:

Wbrew pozorom wcale nie podpadli mi tym, że mnie skasują, ale tym, że w odróżnieniu od Oręża chwalonego wyżej, nie pofatygują się odezwać do mnie i zaproponować po kilku latach współpracy zmiany limitu rekordów w bazie na wyższy, by zadbać o mój portfel, tylko – w związku z tym, że moje bazy liczą od niedawna 10 024 rekordy, a ja mam limit 10 000 subskrybentów… kasują mnie z automatu co miesiąc 280 zł brutto za co? Za przekroczenie limitu 🙂 Mimo, iż mniej miesięcznie kosztuje sam ten limit. Innymi słowy – wolą mnie łoić za 24 subskrybentów mocniej, niż za 10 000 pierwszych. Logika iście urzędnicza.

Aha, no i ciągle aplikacja mobilna rozwala kodowanie polskich znaków w mailingach. Zgłosiłem to w lipcu i zostałem miło obsłużony, ale problem chyba nie został rozwiązany. Wbrew pozorom chwalba przeważa tu nad hejtem, ale nie wiem na ile mi jeszcze tej miłości wystarczy 😉

Empik

  • Chwalę Empik:

Za to, że mają tak szeroką ofertę, że znalazłem w niej książkę, której nigdzie nie było, tj. Cel: Patton. Ksiązkę o gen. Pattonie i jego zagadkowej śmierci.

  • Hejtuję Empik:

Hejtuję zaś Empik za to, że mimo iż na książkę ponoć miałem czekać 3 dni, czekałem dłużej, przez co moje zamówienie nie dotarło przed 31 grudnia, a taki był plan (tak, mieliśmy obejrzeć filmy o gen. Pattonie w Sylwestra). Co więcej – okazało się, że tej książki, która spowolniła przesyłkę… jednak nie ma na magazynie 😀 Później zaś napisali mi, że Empik w łaskawości swej odesłał moje zamówienie do magazynu, bo zachorowałem i nie odebrałem w terminie, o którym być może napisali małym druczkiem w regulaminie, którego nikt nie czyta… ale za to żadnemu mistrzowi marketingu nie przyszło do głowy, by wysłać mi maila parę dni przed terminem z pytaniem, czy przypadkiem nie dopadł mnie półpasiec i nie chciałbym opóźnić odbioru. Tym bardziej, że… zapłaciłem z góry. Teraz czekam na zwrot pieniędzy, który oczywiście trwa dłużej niż miał.

Empiku, jak potrzeba pomocy z mailingami, to walcie do GetResponse po narzędzie, a do nas, do Pracowni Synergii po kopirajting 🙂

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily