Spotkałem się jakiś czas temu z tezą, że w polskim przeżywaniu polskości za dużo jest cierpiętnictwa. Jeden pisarz stwierdził nawet, że w polskości za dużo jest obnoszenia zbitej dupy na sztandarze. Dziś Wam powiem dlaczego za mało w nas cierpiętnictwa. ZA MAŁO.

Celebrowanie sukcesów

Zewsząd słyszymy, że nie wolno koncentrować się na celebrowaniu porażek, bo to nienormalne i cierpiętnicze, smutne, etc. Jest w tym wiele prawdy – bo ciężko się nie zgodzić z tym, że celebrowanie czegokolwiek na smutno, czy raczej – bez werwy, po prostu nie ma sensu i świadczy o tym, że celebracja jest sztuczna 🙂

Jednak sztuczność, brak ducha w celebracji nie musi dotyczyć tego, czy celebrujemy sukces, czy porażkę. Karykaturę celebracji sukcesów mieliśmy w PRLu i w zasadzie w każdym ustroju tego typu, gdzie entuzjazm był nakazany ustawą 😉

O tym, że jestem zwolennikiem celebrowania sukcesów niech świadczy fakt, iż od 9 lat organizuję bal Noc Wolności:

Czego próbujemy?

Polska jako grzeczny uczeń pouczany przez wszystkich dookoła (no i brzydka panna na wydaniu) oczywiście przyswaja sobie od dawna, że celebrować porażek nie wolno, więc za bardzo nie ma koncepcji na obsłużenie tematów takich jak Katyń, Wołyń, rozbiory, etc. W zasadzie poza Powstaniem Warszawskim od 2004 roku, odkąd powstało Muzeum i poza Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych, który od niedawna przyciąga uwagę – nie celebrujemy żadnych porażek, a sukcesów za bardzo jeszcze nie potrafimy. Jeden Marsz Niepodległości wiosny nie czyni. Zresztą i tak zbieramy za niego cięgi 🙂

Jednym słowem – na wesoło jeszcze nie umiemy, na smutno już i jeszcze też nie.

Mistrzowie celebrowania porażek

Tymczasem dojrzały człowiek powinien umieć zarówno się cieszyć, jak i płakać. Choć z celebrowaniem kojarzą nam się głównie Amerykanie, którzy potrafią wszystko świętować na wesoło… to jednak nie jest to jedyna metoda 🙂 Jest bowiem takie państwo, które zresztą osiąga na arenie międzynarodowej sukcesy, które swój sukces zbudowało na… celebrowaniu porażki! I to porażki gigantycznych rozmiarów.

Zastanawiasz się co to za państwo?

Tak, tak, to Izrael. Izrael zbudował swoją współczesną tożsamość na spektakularnej porażce, jaką był Holokaust i to czyni swoją przewagą narracyjną na arenie światowej.

To jak? Warto celebrować porażki? Przede wszystkim – warto zdecydować kim na arenie międzynarodowej chcemy być. Jak na razie nie potrafimy ani opisać swoich sukcesów, ani porażek. Mimo iż jedne i drugie to materiał na narracje klasy światowej.

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily