Zauważyłem „niepokojącą” prawidłowość. Od dłuższego czasu mam w pracy coraz mniej czasu na pracę. Coraz częściej natomiast cały dzień spędzam zupełnie inaczej. Zebrałem parę obserwacji i doświadczeń, żebyście Wy nie musieli się dziwić tak jak ja na początku. Nie ma za co 😉

Wracasz już?

Wchodzisz do biura rano i zaczyna się karuzela. Spotkania projektowe z Zespołem, spotkania z Klientami, Partnerami, spotkania z potencjalnymi Klientami… i w pewnym momencie, gdzieś między 16:00 a 17:00 telefon od Żony z magicznym pytaniem:

Wracasz już? 🙂

I aż chce się odpowiedzieć:

Kochanie, ale ja jeszcze nie zacząłem pracy!

Ale w sumie przecież pracowałeś, prawda?  No właśnie. Równocześnie zaś do odpisania sterta maili, do oddzwonienia lista telefonów, etc. Jeśli doświadczasz takiego stanu, masz powód zarówno do radości, jak i niepokoju.

Radość

Jeśli więcej pracy spędzasz na koordynowaniu pracy operacyjnej Zespołu, inspirowaniu swoich ludzi do działania i przekraczania własnych barier, to znaczy że Twoja firma wchodzi w ten etap rozwoju, w którym za chwilę nie będziesz kojarzył nowo rozpoczynanych projektów, a Twój wyjazd na wakacje przestanie być źródłem wstrząsu dla wszystkich, łącznie z rodziną, która sama będzie się plażowała, bo Tatuś w hotelu nieustannie gasi pożary. Jest jednak pewien mały problem po drodze. I albo go rozwiążesz, albo on rozwiąże Ciebie.

Problem

W okresie przejściowym, gdy z jednej strony spędzasz mnóstwo czasu na rozmowach ze swoimi ludźmi, omawiania błędów i wymyślania sposobów ich uniknięcia w przyszłości, a z drugiej cały czas nie wszystko jeszcze możesz zdelegować i część operatywki robisz sam Twoja doba zacznie mieć 48 godzin. Zapomnij o tym, że to będzie wyglądało inaczej. Oczywiście, że nie będzie. Nic co dobre nie jest za darmo (poza Łaską Bożą), dlatego i na kolejny stopień rozwoju firmy wdrapiesz się okupując to nieprzespanymi nocami, późnymi powrotami i chodzeniem po mleko dla maluchów na autopilocie. Nie da się inaczej rozwinąć Zespołu, podobnie jak nie da się inaczej wychować Syna, niż poświęcając im czas.

Zaraz, zaraz, Panie Gnyszko!

Pewnie mi powiesz, że to oznacza brak work-life balance. Oczywiście, że oznacza. A co sobie myślałeś? Trzeba było pójść do pierdla, albo psychiatryka, żeby mieć work-life balance, a nie firmę otwierać 😉

Work-life balance to typ idealny, zapamiętaj to raz na zawsze i staraj się go osiągać, ale nie w momentach przełomowych. Dlaczego? Wyobraź sobie, że zaniedbujesz pracę operacyjną, poświęcając się tylko rozwojowi Zespołu. Skutek – bieżące przepływy, które cały czas w większości generujesz Ty, przestają Was utrzymywać, a rozwój Zespołu i zwiększone dzięki temu przychody rosną dwa razy wolniej, niż przy winku zakładałeś. Teraz nie stać Cię nawet na winko i zastanawiasz się przy kranówie kogo zwolnić najpierw. Z drugiej strony, spróbuj zaniedbać rozwój zespołu, dając się pochłonąć operatywce. Za chwilę zaczniesz sam siebie pytać po jakiego grzyba zatrudniłeś tylu nierobów, którzy nie zarabiają sami na siebie, mimo że siedzą w biurze po 8 godzin 5 dni w tygodniu od paru już lat. Gonienie za work-life balance w momencie przełomowym, gdy jedyne czego trzeba to zaciśnięcia zębów, kończy się tym, że tracisz szansę na jakikolwiek work-life balance w przyszłości. Bo czeka Cię albo bankructwo, albo 24-godzinny zachrzan i robienie wszystkiego za wszystkich. Pamiętaj – niepokonanie progu rozwojowego na czas oznacza konieczność poniesienia znacznie większych kosztów pokonania większego progu w przyszłości. Podobnie jak niezabicie Hitlera np. w 1938 r. kosztowało na przestrzeni lat 1939-1945 zyliard razy więcej, choć skutek dla austriackiej gnidy był ten sam.

Inspiracja

Bezpośrednią inspiracją do tego wpisu, był spicz p. Pawła Kastorego, CEO Grupy DDB, prelegenta naszej konferencji, o której pisałem wczoraj. Powiedział wprost, że zespołowi trzeba poświęcać czas, rozmawiać z ludźmi, rozumieć ich motywacje, marzenia, by wspólnie realizować coraz śmielsze projekty. Nie ma jeszcze nigdzie w sieci nagrania z konferencji, ale i tak polecam wywiad, który przeprowadziłem z p. Pawłem przed wydarzeniem:

Radzę

Jest jeszcze jedno ryzyko. Takie, że spotykając się z ludźmi stracisz czas. Dlatego w najbliższym wpisie przedstawię Ci gratisowo kilka kroków, które trzeba wykonać, by odbyć owocne spotkanie 🙂

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily