No właśnie. Byłem na prapremierze filmu „Pilecki” i po wyjściu z kina wsiadłem do samochodu poruszony. Tydzień później obejrzałem jedną z ostatnich wersji „Historii Roja”. Samochodu na parkingu podziemnym szukałem tym razem przez dłuższy moment, pewnie też z poruszenia.

#GnyszkaRecenzuje
To już druga recenzja filmu na Gnyszkoblogu. Poprzednio pisałem o Noem. Właśnie zdałem sobie sprawę z tego, że od czasów Noego chyba nie byliśmy w kinie… 😉
No cóż, są dwa powody takiej sytuacji. Po pierwsze – nawet gdy wyjedzie się do Teściów, położy spać dzieci wcześniej, to i tak jedyne co zostaje, to spacer po wrocławskim Rynku i ewentualnie konsumpcja. Ostatnie filmy właśnie zaczęli grać pół godziny temu.
Po drugie – mi naprawdę szkoda życia na głupoty. Bieżąca produkcja filmowa wyświetlana w kinach jest tak prymitywna, że wolę zostać w domu i choćby się przespać. Wolę śnić, a potem realizować własne wizje, niż truć sobie umysł cudzymi. Jednym słowem – dużo na tym blogu recenzji nie poczytacie 😛

Pilecki – wady
Zacznijmy od tego, że po trailerze spodziewałem się filmu fabularnego. W końcu postać boahatera, o którym powstało zylion książek tego się domaga. Tak, wiem, na afiszu stało jak byk, że to nie będzie Rambo 15, ale z taką nadzieją szedłem do kina na pokaz przedpremierowy. Zamiast tego mamy mieszankę Teatru Telewizji z filmem z wakacji. Nie mówię tu o niczym innym, niż jakości obrazu i bogactwie scen. Rekwizyty – wiadomo, kwestia budżetu. Jakość obrazu – pewnie sprzętu użytego do nagrywania, ale pewnie i montażu. Czyli budżet. Do tego jeszcze wrócimy.

To pierwsza i zarazem ostatnia wada filmu. Dla niektórych – jak już zdążyłem się zorientować – dyskwalifikująca. Co do jednego z krytykami filmu się zgadzam – ta produkcja nie podbije świata.

Pilecki – zalety

> Marcin Kwaśny

Największą zaletą filmu jest odtwórca roli Rotmistrza – Marcin Kwaśny. Człowiek wyjątkowy, które mam przyjemność od nieco ponad sześciu miesięcy znać… i którego mam nadzieję ugościć za niecały miesiąc na Nocy Wolności jako Gościa Honorowego. Podziwiam Marcina jako człowieka, a kto zna Jego historię, wie dlaczego.

Jednak nie dlatego uważam, że Pilecki nie byłby dobry, gdyby nie Kwaśny. Po prostu Marcin ma warsztat, doświadczenie, którego zabrakło innym aktoromw filmie. Kto wie, być może też ładunek emocji i osobistych przeżyć, który włożył w rolę był nieporównywalnie większy, niż w przypadku reszty obsady. Marcin wymiótł i basta!

> Wycieczki szkolne

Zaletą filmu jest także to, że bez problemu odnajdą się na nim wycieczki szkolne nawet te z podstawówki. Dlaczego? Mimo tego, że reżyser opowiada w filmie i o miłości, i o Auschwitz… to nie ma w tym obrazie ani seksu, ani przemocy. Nawet jeśli to wynik braku budżetu, to dla popularyzacji postaci Rotmistrza to bardzo dobrze! I z tego, co widzę po tagu #Pilecki na Instagramie, wycieczki walą do kin, a uczniowie odkrywają tę postać.

> Auschwitz

Sposób, w jaki pokazany jest obóz, to mistrzostwo niedopowiedzenia. Jeśli chcecie się dowiedzieć jak pokazać piekło bez wypruwania flaków, obcinania głów, czy chociażby pokazywania nieludzkich scen – pójdźcie na Pileckiego. Sceny i tak wbiją Was w fotel, ale przynajmniej pamięć będzie zdrowsza.

> Miłość

Podobnie jak z przemocą, jest i z seksem. Miłość małżeńska Pileckich i rodzicielska pokazana jest z wielką subtelnością. Tak wielką, że ciężko się nie wzruszyć przy scenie pożegnania Państwa Pileckich w 1939 r., gdy Witold żegna się słowami:

Do zobaczenia za dwa, trzy tygodnie.

Naturalność tej sceny zadziałała na mnie tym bardziej, im bardziej zdawałem sobie sprawę z tego, że niebawem moje dzieci będą w wieku małych Pileckich, gdy ich Ojciec szedł na wojnę. I tak samo jak moje – były słodkie, radosne i beztroskie.

> Archiwalia

Choć spodziewałem się fabuły, to jednak wsad archiwaliów mi się podobał. Film z wizyty syna Rotmistrza na Białorusi, w Sukurczach, sceny gdy lokalni rolnicy wspominali Witolda Pileckiego, którego znali jako dzieci, albo rówieśnicy (babuszka orietnująca się, że kołysała syna Rotmistrza, gdy ten był dzieckiem, albo chłop oddający książkę, którą Rotmistrz pożyczył jego ojcu przed wojną!), albo wspólne śpiewanie pieśni patriotycznych w miejscu, gdzie doszło do filmowego pożegnania… to wszystko sprawiło, że czułem się bliżej tego Bohatera, niż zwykle. Bliżej, bo oto widziałem nie tylko syna, który Go wspomina, ale całe mnóstwo ludzi, którzy opowiadali o zwykłych, codziennych sytuacjach.

Marcin Kwaśny jako Witold Pilecki

Marcin Kwaśny jako Witold Pilecki

Pilecki – podsumowanie

Najczęstszym zarzutem, który słyszę w związku z filmem, to to, że teraz przez najbliższe lata nie powstanie żaden film o Witoldzie Pileckim, bo jeden właśnie powstał i w dodatku słaby – przez szczupłość budżetu. Że lepiej byłoby poczekać i za parę lat zrobić lepszy. Zazwyczaj bliska jest mi ta perspektywa, ale nie tym razem. Uważam, że film jest wystarczająco dobry i dobrze spełnia podstawową rolę, czyli danie świadectwa.

Oczywiście, żałuję że twórcy filmu nie trafili do mnie, do Gnyszka Fundraising Advisors na etapie gromadzenia budżetu, może dzięki naszej pracy dysponowaliby dwu-, albo czterokrotnie większym budżetem. Jak pokazuje doświadczenie – na pewno. Jednak nie to jest ważne. W marcu światło dzienne ujrzy Historia Roja, która miała 10 000 000 zł budżetu, z czego prawie 400 000 zł zebraliśmy społecznościowo. Ludzie zobaczą jak może wyglądać film historyczny, by mógł podbić kina na całym świecie. Bo rzeczywiście porównanie obu filmów pod względem rozmachu wypada bardzo źle dla Pileckiego. I może wtedy będzie dobry moment na to, by z podobnym rozmachem nakręcić film o Rotmistrzu? Ktokolwiek miałby pisać scenariusz i go reżyserować – ja zgłaszam swoją gotowość.

A Wy idźcie na Pileckiego, zanim skończą go grać w Waszym kinie. Warto wynagrodzić tych, którzy go nagrali, warto wzruszyć się i zainspirować Witoldem Pileckim. A hollywódzką fabułę prędzej, czy później i tak nagramy! Moim zdaniem Rotmistrz wybrałby się do kina i byłby zadowolony.

Post scriptum

Wiecie co jest najfajniejsze? To, że na Nocy Wolności spotkacie i Marcina Kwaśnego, i Jerzego Zalewskiego, który reżyserował Historię Roja. Aha… no i najprawdopodobniej także syna Rotmistrza, co jest tu najważniejsze. W jakim kontekście? Zobaczycie na balu!

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily