Dostałem ostatnio od Was sporo maili. Nadzwyczaj dużo, oczywiście w związku z wpisem na temat przygotowań do wojny. I muszę powiedzieć… że serce roście! Ruskie wejdą i nadzieją się na naprawdę dobrą partyzantkę.

może kiedyś takie lekcje będą obowiązkowe i nie będą polewką z podstarzałego peowca? foto: bielsko.info

może kiedyś takie lekcje będą obowiązkowe i nie będą polewką z podstarzałego peowca?
foto: bielsko.info

Oddajmy głos P., który jest najlepiej przygotowany:

„(…) ja mam święty spokój. Mieszkam na wsi, mam pięć hektarów ziemi, osobną (poza budynkami) piwnicę-schron ze studnią głębinową w środku. Konia – hucuła (bardzo wytrzymały), kilka jednostek broni (m.in. XXX, gładkolufowy XXX). Dziś zamówiłem 1000 szt. XXX (…) swój spirytus (do odkażania), opatrunki, zapasy zywności (przetwory domowe). Nawet miód mam własny.”

Pewne zamieszanie odczuwa K. i jak zwykle trafnie zauważa parę ciekawych rzeczy ogólnych:

Jeszcze nie wiem jaki mam przydział mobilizacyjny, czekam na papiery, ale mam nadzieję, że będą potrzebne teoretycznie tylko.
Nie wiem co mogłabym zrobic by przygotowac się do wojny, jest mi trudno sobie wyobrazic cokolwiek, z pewnoscia to co posiadamy przestanie miec takie znaczenie jak ma dzis gdy myślimy tylko teoretycznie o zagrożeniu. Do wojny nie da się z pewnością przygotowac psychicznie i nie da się zabezpieczyc przed skutkami tejze.
Ale dobrze, że Pan się nad tym zastanawia.
Poza tym ludzie żyją w dziwnym przeświadczeniu że czasy wojen mamy już za sobą i że teraz to już tylko wieczny pokój, bo przecież w końcu XXI w. jakie to złudne.

Przytomnie słaby punkt mojego tekstu zauważa M.:

Załatw sobie lepiej broń na bazarze, bo jak wojna przyjdzie, to żadna kamizelka nie uchroni twojej żony przed gwałcącymi ruskami.

No, ale ja wciąż twierdzę, że lepiej mieć podczas wojny nie tylko flanelowe ubranka, ale i kevlarowe także.

M. rozpoczyna przygotowania:

Dzieki, Macku!

Zainspirowales nas do przygotowan. Zastanawialam sie juz dawno nad tym tematem – tez w kontekscie tego, co robic jakby wojna juz wybuchla (poza noszeniem kamizelki i zjadaniem zapasow). W harcerstwie nie bylam, w wojsku tym bardziej, a nikt chyba nie prowadzi szkolen przygotowujacych cywili do zycia w warunkach wojennych. Temat wart tzw. rozkminienia.

Dodam tylko, że szkolenia dla cywili poza systemem szkoleń wojskowych istnieje. Na myśl przychodzi mi na przykład Stowarzyszenie FIA.

Jednak bank rozbija ponownie K.:

Maciek, Maciek – oczywiście przeczytałem Twój wpis i zastanawiam się tylko, czy wozisz ze sobą te hełmy i kamizelki kuloodporne na wypadek, gdyby wojna zastała Cię poza przydomowym/przyfirmowym (?) magazynem z zapasami schowanymi w bunkrze. 😉

No dobrze – dosyć drwin. Jako osoba wychowana 5 kilometrów od granicy z Ukrainą i posiadająca rodzinę w bezpośrednim sąsiedztwie możliwego rejonu konfliktu, śledzę wydarzenia za Bugiem i zastanawiam się, co z tego wszystkiego wyniknie. Pierwsze wspomnienia mojej Babci, które wryły się też w moją pamięć, dotyczą nocy w zbożu podczas ludobójstwa na Wołyniu. Mam nadzieję, że psychopaci z Prawego Sektora będą jednak niezdolni do powtórzenia tego, co ich przodkowie zrobili w latach 40-tych minionego wieku. A ruscy? Nie jestem prorokiem, ale naiwnością byłoby twierdzić, że „dziś jesteśmy już w Łunii czy NATO i nic nam nie grozi”. Jak się przygotowuję? Trenuję sambo – system bojowy ćwiczony przez Specnaz. Szlifuję rosyjski (bo może i werbalna komunikacja z wrogiem przyda się „w razie co”). A ponadto? Żony i dzieci nie mam – więc ten wymiar troski mi odpada (niestety, a może i dosyć fortunnie w tym układzie?). Wyciągnąłem z teczki książeczkę wojskową (…) I staram się pracować, dopóki możemy koncentrować się na sprawach codziennych.

Rację zatem ma Maleńczuk, grożący tajemniczemu Vladimirowi dekapitacją. Wejdzie, to wyleci na kopach:

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily