1 maja. Majówka. Gryl. Pyfko. Słoneczko. Tymczasem za oknem szaro, trawa mokra po wczorajszym deszczu, chmurki leniwie płyną po niebie. W telefonie połączenie ze słonecznym Nowym Sączem, skąd Rafał ubolewa, że u nas nie ma pogody. O nie! Przecież dziś jest najlepsza pogoda, jaką można sobie wymarzyć!

Co lubię?

Muszę Wam się przyznać, że uwielbiam pogodę, której ludzie zwykle nie znoszą. Szarość, wilgoć, może nawet burza, to najlepsza dla mnie pogoda nie tylko do wypoczynku, ale i pracy. Dlaczego? Nic mnie wtedy nie rozprasza, nie razi w oczy i mogę oddać się swoim największym rozrywkom – czytaniu, pisaniu i myśleniu.

Nawet sport dobrze się uprawia w taką pogodę, bo człowiek nie poci się nadmiernie, walcząc oprócz własnej ociężałości – także ze skwarem, ale i  dlatego że po deszczu jest czym oddychać. To dlatego pewnie świetnie czułbym się w Szkocji, albo Finlandii.

Pogoda jest zawsze, głupcze

To, co mnie zawsze denerwowało (oprócz rytualnych narzekań dorosłych na to, jak dzieciom ciężko – co opisałem we wpisie pt. Tego musisz oszczędzić swoim dzieciom), szczególnie na wakacjach, to ciągłe dyskusje o pogodzie. O tym, że już się przejaśnia, o tym, że dziś źle i pochmurno, o tym, że znowu pada, albo o tym co zapowiadali i o tym, że jest pogoda, albo brak pogody. Tymczasem – jak wiemy z lekcji geografii – pogoda jest zawsze, bo jest ona zbiorem poszczególnych parametrów, a nie tym jednym, jedynym ulubionym przez obserwatora tejże pogody.

Ale to akademicki aspekt ciągłych ludzkich dyskusji o pogodzie. Istotniejsze jest co innego. To mianowicie, że dyskusje o pogodzie i uzależnianie swojego nastroju od jej aktualnych parametrów, to typowe dyskutowanie i tracenie energii na rzeczy spoza naszego obszaru wpływu. Kompletnie jałowy obszar działania, co świetnie opisał Covey w 7 nawykach…, które zawsze polecam. Po prostu szkoda czasu i energii na dyskutowanie o niezmienialnym. A już tym bardziej szkoda życia na uzasadnianie swojego złęgo albo dobrego humoru tak błahymi rzeczami jak temperatura, natężenie światła słonecznego, czy wilgotność.

Nasz dobry humor powinien się brać ze świadomości bycia dziećmi Bożymi. Koniec i kropka.

Przykład dzieci

Bardzo pod tym względem pouczający przykład dają dzieci. W ciągu ostatnich 4 lat nie słyszałem od moich potomków narzekania na pogodę. Nie można wyjść, bo pada? Nie ma sprawy, poukładamy klocki i też będziemy się cieszyć. Wyjdziemy na rower? Super, będziemy się ścigać. Podejrzewam, że dzieci narzekania na pogodę uczą się od zblazowanych dorosłych, którzy o każdą swoją porażkę gotowi są oskarżyć cokolwiek, na co nie mają wpływu.

Piękna pogoda!

Piękna pogoda!

Co na „niepogodę”?

Przyjmijmy jednak, że dopiero zdobywasz się na tę dojrzałość i niezależność nastroju od pogody. A może Twoje dzieci już się nauczyły na nią marudzić. Na pewno będziesz potrzebował narzędzi do pokazywania, że tzw. niepogoda też może być fajna. Tych narzędzi pewnie mnóstwo leży na Twojej półce z książkami, albo półkach Twoich dzieci, bo oczywiście o tym, że na YouTube – już pewnie wiesz i wolałbyś wrócić do stanu, gdy Ty wiesz, a dzieci jeszcze nie. Dobrym rozwiązaniem są planszówki, albo wizyta w miejscach, takich jak otwocka kawiarnia Graj Cafe – gdzie jest ich mnóstwo. Wybrałem poniżej parę, które wyglądają interesująco:

Jeśli…

… jest dla Ciebie odkrywcze to, co napisałem – zacznij uniezależniać się od pogody już dziś. Wyjrzyj za okno i uciesz się ze słońca, deszczu, albo śmierdzącego ogniska, które rozpalił sąsiad. Chociaż nie… za ognisko ochrzań sąsiada. Na to jednak masz wpływ 😀

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily