Można na ten temat powiedzieć na wiele sposobów. Wprost, nie wprost, na okrętkę i nie owijając w bawełnę. W tym poście wybrałem sposób na wprost. Co Was będę okłamywał, powiem Wam dlaczego ja uwielbiam listopad i dlaczego sami musicie zacząć lubić ten miesiąc. Sorry, Winnetou.

Melancholia

Zacznijmy od tego, że nazwa mojego ukochanego miesiąca wzięła się od opadania liści. Nie wiedzieliście? Serio? No, to już wiecie. Stomil wziął się ze stu mil, człowiek człowiekowi człowiekiem, emu emu emu, a listopad, to taki liści opad. Hehehe. Śmieszne.

Ale w listopadzie wielu wrażliwcom wcale nie jest do śmiechu. Czują się przytłoczeni zółknięciem i opadaniem liści. Zapachem grzyba w lesie. Wilgocią zewsząd wdzierającą się do pomieszczeń i do serduszek. Więdnięciem kolorowych do niedawna kwiatów… Nie mówiąc już o wspomnieniu wszystkich świętych, czy dniu zadusznym i obowiązkowej wizycie na cmentarzu. Miejscu pełnym ludzi niezastąpionych. Zarówno tych leżących, jak i stojących. Aha, no i jeszcze tych spopielonych.

Tymczasem ja w tej atmosferze rozkwitam niczym kwiat paproci, sekretna purchawa schowana pod liściem, o której istnieniu wie tylko zaprzyjaźniony żuk gnojarz 😉 Gdy tylko słonca robi się mało, a ludzie ze zwykłej hipochondrii zaczynają odczuwać depresję, ja rozkwitam i budzi się we mnie prawdziwy lajon! Rrrrrrrau!

Dlaczego?

Bo uważam, że życie to poważna sprawa, a nie puszczanie baniek mydlanych, a żeby je dobrze przeżyć, trzeba mieć czas na zatrzymanie się i myślenie. Bo bieg na orientację bez orientacji, to bieg co najwyżej po artretyzm 🙂

Duch

Dlatego na jesieni zawsze staramy się porobić coś dla ducha. Byliśmy w Niepokalanowie jakieś 3 tygodnie temu, zorganizowaliśmy już jeden Dzień Skupienia z ks. Pawlukiewiczem, a teraz bierzemy się za kolejny. Ten charyzmatyczny kapłan, mimo że przygnieciony krzyżem choroby – dosłownie przygnieciony – potrafi obudzić w uczestnikach tych dni skupienia najlepsze rzeczy. A późniejszy spektakl wystawiany przez aktorów pod wodzą Marcina Kwaśnego podnosi to na jeszcze wyższy poziom. Nie do końca rozumiem tych, którzy już byli i idą kolejny raz… chociaż w sumie rozumiem. Nie wiadomo jak długo ks. Pawlukiewicz będzie miał siłę głosić, więc każde słowo – tym bardziej wypowiedziane na żywo – jest na wagę złota, ale poza tym rzeczywiście w każdej kolejnej konferencji porusza inne obszary. Bogactwo niewyczerpane!

Kongres

W zeszłym roku zorganizowałem po raz pierwszy Kongres Patriotyzmu Ekonomicznego. Wiem, wiem, przaśna nazwa, ale lepszej nie mamy, może w przyszłym roku ją doszlifujemy. Tak, czy inaczej – gdy przygotowywałem pierwszą edycję i zastanawiałem nad prelegentami, i zupełnie tak samo i tym razem – uświadomiłem sobie, że to taka impreza organizowana przeze mnie dla znajomych. Jako prelegenci występują na nim właściciele, albo zarządzający imponujących polskich firm, albo ludzie którzy mają coś ważnego do odkrycia przed polskimi przedsiębiorcami. I przytłaczająca większość z nich to… moi znajomi 😀

Jako uczestnicy – w sumie w dużej mierze, to też znajomi 😀 Mogę tak powiedzieć, jeśli mój telefon liczy sobie kilka tysięcy imiennych rekordów, a Kongres jest imprezą dla maksymalnie 200 osób, prawda? Oczywiście wśród uczestników są ci, którzy o wydarzeniu dowiedzieli się z reklamy, albo szeptanki, natomiast w mojej opinii, to bardzo rodzinna impreza. W myśl zasady: Gnyszka connecting people.

I na tym mi właśnie zależy – by tkana cierpliwie przez Towarzystwa sieć społeczna wzbogaciła się o nowe oczka i nowe połączenia między oczkami. Każde takie spotkanie, to szansa w tym kierunku. A jeśli to wzbogacimy o transfer wiedzy… hohohoho! Wyniki będą porażające Zresztą rzućcie okiem na reportaż z zeszłego roku:

Noc Wolności

Ósmy raz w tym roku robimy też bal z okazji święta odzyskania Niepodległości. Ponawypisywałem się na ten temat już wiele razy, ale powtórzę. Moim zdaniem polskość to elitarność. Dosłownie, a nie w przenośni. Nie wiem, czy jestem polskim mesjanistą, ale jestem przekonany, że polskość to wyjątkowość.

By tę świadomość budować, świetnym narzędziem jest właśnie elegancki bal, na którym tę świadomość można celebrować i poczuć się… no właśnie, wreszcie poczuć się nie jak parias Europy i świata, a jak Polak, jak Sobieski pod Wiedniem, Włodkowic w Konstancji, czy Szpilman w ONZie, albo Jan Paweł II w Kongresie.

Kurczę, uwielbiam tę imprezę i moje dzieci też ją uwielbiają, bo uczestniczą co roku 🙂 Obczajcie sobie na www.NocWolnosci.pl 🙂

Zagranice się budzą

W listopadzie w tym roku mamy też wielkie przebudzenie zagranicy. 5 listopada spotykają się w Wilnie przedsiębiorcy chcący powołać do życia Towarzystwo Biznesowe Wileńskie, 15 listopada analogiczni ludzie, ale w Rzymie (i jest to zarazem ostatni dzień rekolekcji, o których za moment), po tej dacie w niedużej odległości ponownie spotkają się mieszkańcy Lwowa o biznesowych skłonnościach… a 6 grudnia, choć to już nie listopad – spotkanie otwarte w Londynie. Zawrót głowy? Bez przesady. Spokojnie – św. Maksymilian tymi samymi narzędziami i w tym samym czasie zrobiłby przynajmniej dziesięć razy więcej 🙂

Roma? Si, claro!

No właśnie, od roku listopad też kojarzy mi się ze św. Maksymilianem, bo w zeszłym roku po raz pierwszy zorganizowaliśmy Międzynarodowe Rekolekcje dla Przedsiębiorców Max Retreat. Rok temu towarzyszył nam kard. Raymond Leo Burke, w tym roku w tej roli zastąpi go kard. Gerhard Mueller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary. Choć do wydarzenia został niecały miesiąc, to już teraz mogę powiedzieć, że skład wygląda na mocno międzynarodowy, choć Polacy będą stanowić większość uczestników. Przejść się śladami św. Maksymiliana po Rzymie, który był dla niego miejscem, w którym powstały zarówno wynalazki (etereoplan), jak i wielkie idee, takie jak Milicja Niepokalanej, czy Rycerz Niepokalanej – to niesamowite!

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily