Dziś 1 marca, od paru lat obchodzony jako Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Zacząłem go jak każdy piątek – śniadaniem Towarzystwa Biznesowego Warszawskiego. Co te dwie rzeczy mają ze sobą wspólnego? Wbrew pozorom – bardzo wiele!

Zacznijmy od tego, że nie mam – niestety – w rodzinie żadnego z Żołnierzy Wyklętych. Moi Dziadkowie byli odrobinę za młodzi, by się dołączyć (mimo, że obaj zdobywali Berlin, ba! poznali się jeszcze w okopach), bo do wojska trafili młodo już z obowiązkowego zaciągu II Armii. Pradziadkowie zaś – a wśród nich Stanisław, który z Syberii wrócił do Polski na piechotę, dał bolszewikom łupnia w 1920 i umarł w wieku 103 lat – byli wówczas już w raczej za starzy na wojaczkę.

Mimo to, do żołnierzy antykomunistycznego podziemia mam duży sentyment i stosunek nader osobisty.

Pamiętam badania terenowe do rozprawy habilitacyjnej Michała Łuczewskiego, które miały miejsce w powiecie limanowskim – w Żmiącej. To wyjątkowa wieś z wielu względów, krótki jej googling wyjaśni dlaczego. Żmiąca i jej okolice były teatrem działań mjr. Józefa „Ognia” Kurasia. W ramach badań miałem przyjemność zagospodarować część gospodarstw i przeprowadzić w nich zarówno ankiety (które były bardziej badaniem ilościowym), jak i pogłębione wywiady (klasyczna jakościówka). Dzięki nim miałem okazję poznać dogłębnie ludzi, którzy nie tylko pamiętają działalność żołnierzy Ognia, ale ich dziadkowie, wujowie i inni członkowie – nawet oni sami nimi byli. Zdziwiłby się jednak ktoś, kto sądziłby, że Żmiąca jest jednomyślna w ocenie tamtej straceńczej, wspaniałej walki. Wieś jest bowiem podzielona do dziś. Spacerując po żmiąckich polach z Oleńką, która w pewnym momencie do mnie dołączyła, uświadomiłem sobie istotę tego kawałka naszej historii.

Uświadomiłem sobie ogromne zmęczenie, jakiego doświadczali Polacy u schyłku wojny. Prawie 6 lat udręki z bestialskimi okupantami! SZEŚĆ LAT. To przecież czas od narodzin dziecka do pójścia do zerówki – w dzisiejszych czasach prawdziwa wieczność! Żołnierzom Wyklętym przyszło podjąć męską decyzję o konsekwentnej wierności przedwojennej Polsce w warunkach wielkiego głodu jakiejkolwiek stabilizacji, nawet namiastki normalności. Tę namiastkę dali komuniści, którzy w międzyczasie okazali się stać po „właściwej” stronie geopolityki. Mimo to, gdy wokół rosły szkoły, przychodnie, słupy telegraficzne i inne namiastki normalnego życia… Oni wytrwali aż do połowy lat 1960-tych! Gdy ostatni z nich ginął z rąk czerwonych katów, mój Tata zaczynał już szkołę podstawową… Dopiero dziś mamy stuprocentową pewność, że to była walka nie do wygrania, bo poza Nimi nikomu na świecie znów nie chciało się umierać za Gdańsk. Ale z ich punktu widzenia wcale nie było to takie oczywiste! I za tę wierność należy im się wieczna chwała.

Co to wszystko ma wspólnego z biznesem? Na pierwszy rzut oka niewiele. Jednak dziś w drodze na śniadanie Towarzystwa Biznesowego Warszawskiego myślałem o tym, że dziś ja i moi koledzy mamy do wygrania kolejne bitwy. Przede wszystkim – niezliczone bitwy o własne dusze. Bo jeśli wojny o swoją duszę nie wygramy, to przegraliśmy na całej linii. Ale nie na osobistej pobożności i świętości świat się kończy. To podstawa, ale jest jeszcze świat zewnętrzny, który trzeba zmieniać w myśl dewizy Omnia instaurare in Christo. Dlatego powstały Towarzystwa Biznesowe – by poprzez sukcesy biznesowe, zdobywanie klientów, udziałów w rynku, innowacje… vulgo by poprzez zwiększanie zasobności własnych portfeli móc zmieniać Polskę w dobrym kierunku. Tutaj krew się nie leje, można nawet spać we własnym łóżku, a nie w leśnym szałasie… jednak pokusa łatwizny, pójścia na kompromis, spoczęcia na laurach jest równie duża.

Na śniadaniu kilka razy pojawił się dziś temat Żołnierzy Wyklętych. Życzę sobie, swoim Koleżankom i Kolegom z Towarzystwa, żeby – podobnie jak Im przed 60 laty – chciało się walczyć do końca. Walczyć o kolejne kontrakty, otwierać nowe projekty, zdobywać nowych klientów, odbywać kolejne spotkanie, by poprosić kogoś o pomoc w zdobyciu rynku, śrubować wydajność zespołów, próbować kolejną metodę promocji, ryzykować zatrudnieniem kolejnych ludzi, ciąć koszty i leni, jeśli to konieczne z odwagą której często nam brakuje. Tak jak historia po latach przyznała Im rację, tak my musimy wiedzieć, że jeśli skrewimy… niestworzenie z samych siebie porządnej klasy średniej i wyższej oraz tuzina katolickich milionerów wypomną nam przyszłe pokolenia 🙂

P.S. Nie muszę dodawać, że dzisiejsze święto, to wymarzona okazja do tego, by wesprzeć swoim datkiem produkcję „Historii Roja”?

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily