Wokół list stu najbogatszych narosło wiele mitów. Wielu marzy o tym, by się na nich znaleźć, inni z kolei stroną od tego, żeby dziennikarze interesowali się stanem ich portfela, a najwięcej z kolei odbiorców tego typu zestawień z kolei w ogóle nie rozumie tego, co czyta. Niedawno na listy 100 najbogatszych Polaków przebojem wszedł Piotr Szulczewski. Opowiem Wam o tym.


Bogactwo

Pisałem już trochę (a konkretnie we wpisie pt. Gdy ktoś mówi, że prowadzisz wirtualny biznes, a Twoje ceny są z kosmosu) o tym jak relatywnym pojęciem jest wartość w biznesie – zarówno w odniesieniu do ceny dóbr i usług, jak i zakumulowanego w jakikolwiek sposób majątku. Wielu wydaje się, że milioner, to ktoś kto na rachunku bankowym trzyma gotówkę o wartości minimum miliona złotych. Mają rację, ale nie tylko. Milionerem jest także ten, kto jest właścicielem aktywów, które są tyle warte. Akcji, diamentów, dzieł sztuki, obligacji, nieruchomości, praw do znaków towarowych, etc.

Nośników wartości, czyli aktywów jest wiele. W związku z tym uproszczeniem co i rusz spotykam się z sytuacją, kiedy któryś z moich znajomych, który stawia dopiero pierwsze kroki w biznesie, zdziwiony jest tym, że na przykład jakiś majętny człowiek ma chwilowe problemy finansowe, musząc zamówić u niego usługę, albo produkty z opóźnionym terminem płatności, albo wręcz z płatnością się spóźnia. Tak było w przypadku Zdzisławy (imię oczywiście zmienione), która prowadząc wydawnictwo żaliła mi się:

Maciek, ale ta babka jest obrzydliwie bogata. Byłam u niej w domu! Same żyrandole były tam warte po parę tysięcy złotych sztuka, a mi zalega te marne 3 000 zł już kolejny miesiąc.

Jak się pewnie domyślacie, zaleciłem rozliczenie przy pomocy żyrandola. Jeśli kontrahentka spóźnia się z płatnością, a jest osobą uczciwą, to znaczy to tylko i wyłącznie, że ma problem z płynnością – nie jest w stanie swoich aktywów szybko zamienić na gotówkę, a bieżące wpływy gotówkowe z jakiejkolwiek działalności operacyjnej, widocznie nie nadążają za wydatkami. Tymczasem wciąż słyszę zewsząd, gdy jakiś bogaty człowiek odmówi komuś wsparcia darowizną, kredytem, etc. zawiedzione głosy w rodzaju:

Ale przecież dla niego to nic, on jest dwusetnym-którymś najbogatszym Polakiem!

Z tego względu warto poznać wg jakiej metodologii tworzone są listy najbogatszych, bo to nie jest takie oczywiste 🙂

Metodologia tworzenia list najbogatszych

Najczęściej listy tworzy się w oparciu o publicznie znane i łatwo wycenialne aktywa danego człowieka. Najczęściej są to po prostu papiery wartościowe. Większość tego typu zestawień raczej unika wchodzenia z buciorami w życie prywatne i nie uwzględnia majątku rodzinnego w postaci domów, samochodów, etc. W zależności od tego kto tworzy listę, może być tak, że jakieś aktywo o dyskusyjnej wartości szacowane jest z korzyścią, bądź szkodą dla bohatera danego miejsca. Nie jest to chyba tajemnicą, że przy dobrej pracy z agencją PR, jest możliwe wskoczenie do pierwszej setki bez zbędnego rozbiegu. Zakładam, że nie jest to tajemnica, skoro sam taką propozycję dostałem 😀 Wystarczy przecież, że redakcja optymistycznie podejdzie do jakiegoś trudno wycenialnego aktywa, prawda?

Być albo nie być

Niektórzy przedsiebiorcy marzą o tym, by na liście się znaleźć, bo dzięki większemu prestiżowi ich biznes urośnie… inni z kolei czasem wytaczają działa, by na liście się nie znaleźć, bo w ich branży pieniądz raczej lubi ciszę.

Jak Szulczewski wskoczył na szczyt?

Dzięki poprzednim akapitom mogę w końcu opowiedzieć Wam trochę o tym jak to się stało, że nagle do czołówki skostniałej polskiej setki najbogatszych wskoczył nieznany przedtem poza branżą IT Piotr Szulczewski, twórca aplikacji Wish, prawdopodobnie pierwszej firmy stworzonej przez Polaka, która właśnie stała się jednorożcem, czyli podmiotem wartym miliard dolarów. Poczytacie o nim dzięki Googlowi bardzo dużo: wyniki na hasło Piotr Szulczewski.

Jak to się stało? Dzięki mechanizmowi kapitałowemu, który opisałem w poprzednim wpisie pt. Gdy ktoś mówi, że prowadzisz wirtualny biznes, a Twoje ceny są z kosmosu. Większość naszych gospodarczych czempionów to jednak misie, które lubią rozwijać się organicznie, które mentalnie żyją w czasach wyścigu żółwi, które konkurują tylko na polu operacyjnym, a nie zajęcy, które ścigają się na innych zasadach. Podpowiem, że w gronie zajęcy mamy takich zawodników jak Mark Zuckerberg, Elon Musk, Jeff Bezos, cała tzw. PayPal mafia (wyguglajcie ten termin), etc. Goście, którzy są w stanie w ciągu kilku lat wykreować firmy warte setki milionów dolarów i wprowadzać je na giełdy w Stanach i Azji za więcej niż miliard dolarów. Jak oni to robią? Mają świadomość, że biznes, to nie tylko działalność operacyjna, nie tylko strategiczne plany rozwoju i podboju rynku, ale także mechanizm kapitałowy. Mają tę postawę, którą opisuję w e-booku pt. Katoliccy miliarderzy. Dlaczego ich nie ma w Polsce i jak bardzo ich potrzebujemy.

Rozpatrzym sobie analogię

Jak Piotr Szulczewski (którego podziwiam) wdarł się na szczyt naszego biznesowego grajdołka? Ścisłych liczb nie podam, bo nie mam teraz dostępu do źródeł (tego posta sponsoruje PKP Intercity), ale wytłumaczę to analogią. Masz firmę. Nazwijmy ją PPHU Czytelnik-Gnyszkobloga-Hurt-Pol-Ex. Jak wiadomo, naming dźwignią reklamy, która jest dźwignią handlu. Przyjeżdża do Ciebie Mirek, Twój konkurent z sąsiedniego powiatu i mówi Ci wobec Jolanty, Twojej sekretarko-księgowej:

– Roman, mam propozycję.
– Słucham, Miruś, ale pamiętaj, że nie dam Ci się przejechać moim najnowszym Passeratti, które Niemiec trzymał pod kocem.
– Nie o to chodzi. Kupię od Ciebie 20% Twojej firmy.
– Po moim trupie.
– Romuś, proponuję 200 000 000 zł za te marne 20% i tworzymy razem Rom-Mir Hurt Detal Pol Ex Holding SA.
– I te piniendze masz w tej siatce z Biedry?
– U mnie zawsze praca na konkretach. W bagażniku mam jeszcze dziesięć siat z IKEI, tych dużych.
– Jolka, leć mnie to sprawdzić na parkingu.

Jolka wraca zdyszana i potwierdza skinieniem głowy, że alufelgi golfa Mirka aż się z deka wygły od ciężaru pieniędzy. I wtedy Ty, niczym Tommy Lee Jones w „Ściganym”, albo Ridge w „Modzie na sukces”, albo Carrington w „Dynastii”, albo wreszcie niczym aktor grający doktora Lubicza w „Klanie”, gdy odbierali mu prawo jazdy, mówisz, cedząc słowa z szybkością Rogera Moora grającego Bonda w którymś z odcinków, chyba że mi się pomerdało i chodzi o Pierca Brosnana, w ostateczności o Izabelę Scorupco, odpowiadasz, a Jolka słysząc tę odpowiedź aż truchleje niczym zastygły po prywatyzacji dźwig, suwnica, bądź też żuraw Stoczni Gdańskiej… i wtedy mówisz:

– Wal się Mirek!
– Daję 300 000 000 zł!
– Nie!
– Dlaczego, do kroćset?
– Bo firmę trzymam dla Dżesiki i tego łachmyty Adriana, za którego za miesiąc wychodzi i nikt mnie w firmie mieszał nie będzie na stare lata.

Do transakcji nie dochodzi. Miras na odchodne patrzy na Ciebie spode łba, niczym Marit Bjoergen na naszą biegaczkę narciarską, której nazwiska nie pamiętam, ale wiem, że ma na imię Justyna, i rzuca na odchodne:

– Jeszcze kiedyś dobijemy targu.

A Ty mu nato:

– Pamiętaj, że na parkingu kasa się popsuła i nie można karto, więc musi być gotówka.

Tak mniej więcej było w przypadku aplikacji Wish i Piotra Szulczewskiego. Któryś z internetowych gigantów chciał kupić sobie trochę udziałów w Wishu, a nasz bohater podziękował, więdząc zapewne, że za czas jakiś do kwoty obie strony dopiszą jedno zero. Zresztą nie było to po raz pierwszy wedle mojej wiedzy.

Mirek i Roman strike back!

Wróćmy do Mirka i Romana. Ile po takiej propozycji warta jest firma Romana? Odrzucił konkretną ofertę kupna 20% udziałów za 300 000 000 zł. Wyjmujemy liczydełka i liczymy. Firma warta jest… 1 500 000 000 zł. Nie ma znaczenia ile generuje zysku. Nie ma znaczenia ile Romek ma maszyn i ile są warte. Był chętny na 20% za 300 000 000 zł. Dziękuję. Dobranoc.

P.S.

Jeśli chcecie poznać mechanizm kapitałowy i to jak zostać zającem i dzięki temu przeskakiwać zółwie, zapraszam Was na seminarium Miracles of Capital Poland w czerwcu. Jeśli nie chcecie, nadal uczcie się lepiej sprzedawać i prowadzić fejsa 😉

P.P.S.

Spytacie pewnie skąd ilustracja. To długa historia, ale na zdjęciu nie jest bohater wpisu, tylko jakiś fotograf z Pixabay, który ma wąsy, które miały symbolizować wąs Romana i Mirka.

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily