Jak pewnie wiecie – lubię kawę. W związku z tym, że coraz więcej mam z kawą wspólnego, postanowiłem nie tylko opowiedzieć Wam o swojej kawowej przygodzie… ale przy okazji sprzedać parę rzeczy, o których nie wszyscy wiedzą. Zapraszam w aromatyczną podróż, proszę tędy.

Pierwsze koty za płoty

W jednym z poprzednich wpisów, a konkretnie we wpisie pt. Dawno temu w Bratysławie, opisałem jak to się stało, że już w przedszkolu zapałałem miłością do kawy. Opisałem też kawową inicjację w stolicy Słowacji i na wtedy też należy datować aromatyczną przygodę. Nie będę się zatem powtarzał i odsyłam do tamtego wpisu.

Po tych pierwszych kotach za płotami przyszło zlodowacenie, po którym nadszedł…

…Rozpuszczalny Piotrek

Później nadszedł czas Piotrka, sporo starszego ode mnie podopiecznego Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci, który codziennie rano popijał rozpuszczalkę. Nauczył się tego w liceum, gdzie do późna musiał siedzieć nad książkami. Z początku miałem do tego zwyczaju rezerwę, jednak pamięć o Bratysławie i sentyment do aromatu zrobiły swoje. Codzienne poranne biblijne debaty toczyliśmy przy filiżance kawy rozpuszczalnej, czy raczej po prostu roztworu z wody, mleka i granulatu kawopodobnego.

Kapucynka u ks. Roberta

Później przyszedł kolejny szczebel edukacji, a wraz z nim częste wizyty u zaprzyjaźnionego księdza, który stacjonował bardzo blisko mojego gimnazjum. Wpadałem czasem po lekcjach i w ówczesnych debatach, wspólnym słuchaniu Enyi, czy opowiadaniu dowcipów towarzyszyło nam produkowane przez Mokate Capuccino. Tak, wiem, w świecie kawowym, to prawie jak przyznać się, że czytało się Wyborczą i Tygodnik Powszechny (do czego zresztą też kiedyś się przyznam), ale przyznacie że to i tak nic w porównaniu z piciem Mokatelli (której nigdy nie spróbowałem, ale pamiętam, że w podstawówce śpiewaliśmy piosenkę z jej telewizyjnej reklamy).

Tak poznałem capuccino, choć przecież ciężko mówić tu o poznaniu 😉

Karma i niesojowe latte

Pierwsza kawiarnia, z której korzystałem, to CoffeeHeaven na Świdnickiej we Wrocławiu (pierwsza randka z Oleńką), tej samej marki liczne punkty w podziemiach Dworca Centralnego i Karma na pl. Zbawiciela. Chyba dzięki tej mokatowej kapucynce został mi sentyment do mlecznych mikstur i kawą pierwszego wyboru było latte. Duże latte. O sojowym mleku jeszcze nikt nie słyszał, więc proszę się nie załamywać.

Wojskowa Nescafe i Twix

Później było wojsko i jednym z niewielu łączników z cywilnym światem były automaty vendingowe. Ten je doceni, kto w swej jednostce ich nie ma i zmuszony jest wcinać specjały produkowane przez firmy wyłaniane w wojskowych przetargach (chętnym polecam gumę Planeta, która rozpuszczała się w ustach już po kilku minutach). Kupowałem więc w kantynie saszetki Nescafe, Twixa, albo innego 3Bita i maszerowałem po obiedzie (jeśli był na to czas w programie zajęć) do automatu, który przygotowywał podłą kawinkę. Następnie wzmacniałem ją saszetką, albo dwiema i choć przez chwilę wydawało mi się, że jestem gdzieś na placu Zbawiciela i popijam napar kulturalnych hipsterów…

Deutsche Kaffe

Po wojsku pół roku w Niemczech, a tam kawa równie popularna, co piwo. Piłem na uczelni (plusik dla Wydziału Architektury za kawiarnię na parterze), piłem na swoim osiedlu (dobra, w piekarniach dawali kawę z ekspresu automatycznego, ale choć mielona na bieżąco), piłem także w pracy. W tej ostatniej były wielkie termosy pełne przelewu, który nawet mi smakował.

W domu, tj. małej klitce w OlyDorf byłem skazany jednak na rozpuszczalkę ze sklepu. Zapach Niemiec to dla mnie jednak zapach kawy. Prawdziwej, mielonej.

Espresso Attibassi, no… może być i doppio

Nową erę zaczął Patryk Sławiński, jeden z pierwszych Członków Towarzystw Biznesowych, który sam jest kawoszem i zajął się w pewnym momencie dystrybucją na Mazowszu włoskiej kawy Attibassi. To marka z prawie stuletnią tradycją, założona przez dwie bolońskie rodziny. Delikatność espresso z ich ziaren mnie porwała i przez długie lata Attibassi była znakiem firmowym mojego biura, które Patryk regularnie zaopatrzał w kawę (i serwisował ekspres). Co to był za smak!

Ulubione kawiarnie

Jednak w pewnym momencie mój Zespół siadł do Excela i wyliczył, że woli gorszą kawę, ale za to oszczędności w firmie. Godne to i sprawiedliwe, słuszne i dochodowe. Tym bardziej, że wiekowy ekspres od Patryka zaczął się sypać – w naszej firmie zadebiutowała kawa z podwarszawskiej palarni. Na mój gust przepalona, jednak zarówno wśród pracowników, jak i gości naszego biura – znalazła swoich entuzjastów.

Ja tymczasem zapoznałem się bliżej z Green Coffee Nero, którego lokal przy pl. Konstytucji eksplorowałem jeszcze na studiach (a obok mnie jego entuzjastami byli wtedy Antonina Krzysztoń i Marek Nowakowski), a która to sieć otworzyła się u zbiegu Nowowiejskiej i Niepodległości, jedno skrzyżowanie od biura. Lokal jest epicki i opisałem go we wpisie pt. [Śladami Gnyszki] Te pięć kawiarni musisz poznać. Mam tam nawet swoje ulubione miejsce. Długo by pisać, po prostu niesamowite wspomnienia, głównie dzięki temu co tam pijałem i czytywałem 🙂

Era Kawiarza

W miedzyczasie nastąpiło prawdziwe kawowe przebudzenie w Towarzystwach Biznesowych. W 2017 r. nagrałem wywiad z Erwinem Gałanem, który współtworzy markę U Kawiarza, a która podbiła moje serce i podniebienie. Zresztą posłuchajcie sami:

Kawiarz zaczął być obecny na ogólnopolskich imprezach Towarzystw Biznesowych, na Forum Ojców Tato.net, wszędzie tam gdzie porządne treści domagają się porządnej kawy. Nie tylko smakiem mnie urzekli, ale finezją etykiet i opisów, jakie towarzyszą kawom na odwrocie. Zresztą wystarczy rzucić okiem na ten zrzut z ekranu z ich sklepu:

Projekt zresztą szybko ewoluował i dziś Kawiarz to nie tylko arcyciekawe mieszanki kawowe palone na lubelszczyźnie, a sprzedawane przez sklep online, nie tylko catering kawowy na imprezach, ale także… Kawiarzomaty – projekt, który być może podbije Polskę. Dla jego realizacji Piotr – spiritus movens Kawiarza – powołał do życia spółkę akcyjną, do której wniósł całe przedsięwzięcie, a do której i Towarzystwa Biznesowe się dorzuciły. Co jakiś czas do wesołego składu dołączają nowi akcjonariusze, więc jeśli masz chęć to przedsięwzięcie współtworzyć, musisz być w kontakcie z Piotrkiem Jędrasem z Rady Nadzorczej, który zawsze jest poinformowany najlepiej w temacie. Ja tam tylko… piję 😀

Era Etno Cafe

Równocześnie dojrzewała era Etno Cafe, która teraz trwa równocześnie z erą Kawiarza. Jak wiecie z wpisu pt. Za co uwielbiam Etno Cafe – równo 10 powodów, tę sieć ze słyszenia znałem prawie od początku, z własnego doświadczenia od sierpnia 2017 r., jednak prawdziwa miłość zaczęła się jakoś w styczniu, albo lutym 2018 r. i jest na tyle intensywna, że nie bywam już w moim ulubionym Green Coffee Nero, z okien którego widziałem swoje liceum… 🙂

Można powiedzieć, że it escalated quickly, skoro jeszcze przed wakacjami dostałem zaproszenie do Rady Nadzorczej, a ściśle mówiąc jakieś 10 minut po nagraniu tej rozmowy:

Dziś nie tylko jestem członkiem RN, ale także wkręciłem Towarzystwa Biznesowe do akcjonariatu Etno 🙂 Lubię, gdy moje przedsięwzięcia mogą pomagać rozwijać się innym, które lubię. Dołączyłem do ekipy akurat wtedy, gdy przygotowywali się do publicznej emisji akcji, która zamierza pobić rekord polskiego crowdfundingu. To i owo udało mi się skutecznie podpowiedzieć, jednak w iluś punktach Etno postanowiło przetestować inne intuicje – zobaczymy jak pójdzie.

To, co jednak jest najciekawsze, to kwestia małej zawieruchy, którą chciał wywołać i chyba w pewnych środowiskach wywołał wokół tej emisji pewien bloger, który równocześnie jest pracownikiem domu maklerskiego. Nie mogę tutaj wiele napisać, bo ponoć dobrą praktyką jest, by to zarząd zajmował stanowiska w takich sytuacjach, a nie członkowie Rady. Jednak to, co jest ciekawe i śmieszne zarazem w sekwencji: publikacja na blogu o kawie – prawie przedruk u zaprzyjaźnionej dziennikarki na dużym portalu biznesowym, jest to, że bardziej przypomina ona dowcipy o Radio Erewań, niż rzetelną analizę.

Jednak ta analogia oddaje istotę sprawy. Wyobraźcie sobie Pamelę Anderson z pryszczem na czole. Widzicie to? No dobra. A teraz pytacie znajomego kto to jest ta Pamela Anderson. I on Wam mówi:

Iiiii tam, taka baba z pryszczem na czole.

No tak, w sumie gość ma rację. Skłamał? Nie skłamał. Nie zauważył białych zębów? No, przeoczył akurat. Nie dostrzegł pięknych blond włosów? Akurat patrzył na dziurę w swojej skarpecie. Umknęły jego uwadze kształtne łydki i wydatne biodra owej niewiasty? No akurat wtedy to cerował gacie i nie widział. Biust? Eeee… to ta pani ma jakiś biust? Serio? Akurat kroiłem korniszona i nie widziałem. Tak to mniej więcej można podsumować 🙂

No, ale nie wyręczam już Zarządu. Obserwujcie natomiast na pewno www.etnocafe.prowly.com, gdzie Zarząd na bieżąco wrzuca niusy, także w tym temacie 🙂 Tych, którzy się nie boją, zapraszam do obejrzenia fajnego materiału o Etno i kupienia sobie ich akcji, nawet i w symbolicznej liczbie na platformie crowdfundingowej:

 

Co dalej?

Jak to co. Kupię Starbucksa po to, by go zamknąć 🙂 Buahahahaha!

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily