W jednym z poprzednich wpisów, a konkretniej we wpisie pt. Dlaczego architekci są zakompleksieni, co zrobiłem? Ano wyjaśniłem jaka jest jedynie słuszna odpowiedź na tytułowe pytanie z tezą 😉 Dziś pora na kontynuację. Pole zaorane, więc można je zaorać jeszcze o metr wgłąb.

Tylko kilka przekonań

Tak zwykle w życiu jest, że ludzie osiągają często zupełnie inne rezeultaty, mimo, że są bardzo podobnie przygotowani. Mimo podobnych warunków startu, podobnych zasobów w trakcie – dobiegają w zupełnie inne rejony. Dlaczego? Bo jedni za wszelką cenę nie chcą być ostatni, dlatego najczęściej są przedostatni. Inni z kolei po prostu chcą być pierwsi, dlatego najczęściej są w pierwszej piątce 🙂

[AUTOREKLAMA] Mówiłem o tym w webinarze pt. Możesz więcej. Kliknij linka, przelej mi niecałą stówkę, a przez noc staniesz się Caringtonem. Serio. Bezrobotny z Warszawy sprawdził i teraz jeździ hulajnogą elektryczną *.

No dobrze, handelek handelkiem, ale pisać trzeba. No więc o ile istotne są nawyki, o tyle istotniejsze są przekonania. Bo jeśli umiesz wstawać wcześnie, to świetnie, natomiast szkoda tego nawyku na życie lenia, a na życie aktywne i to mądrze aktywne – nie szkoda. I tak dalej.

Bardzo podobnie jest z architektami. Machać ołówkiem, artpenem i rysikiem na tablecie potrafi każde średnio rozgarnięte szympansiątko, pozować na artystę i estetę do perfekcji opanował każdy, kto z przeszedł przez jakikolwiek wydział artystyczny, a walnąć kloca z betonu, szkła i stali i dorabiać do tego ideolo na temat modernizmu, oszczędności formy wyrazu i innych banałów też niejeden Janusz architektury ma opanowane i wciąż robi tym wrażenie na niepisatych towarzyszach sanatoryjnych dansingów. Jednak to za mało, by nie mieć później kompleksów, jakie opisałem poprzednio. Trzeba bowiem nabyć parę przekonań.

Przekonanie 1: Architekt to sprzedawca

Każdy jest sprzedawcą. Kto się z tym nie zgadza, niech przeczyta mój wpis pt. Chciał mi to sprzedać! Kto przeczytał i się nie zgadza – niech zostawi komentarz, pogadamy. Kto przeczytał, podyskutował i się nie zgadza – praca w gabinecie osobliwości w roli eksponatu gwarantowana. To też może być ciekawe życie!

Przekonanie 2: Architekt to przedsiębiorca

To przekonanie też warto nabyć. Dotyczy ono oczywiście w szczególności właściciela pracowni. Co to oznacza, że jest on przedsiębiorcą? To znaczy, że pracownia architektoniczna, to taka sama firma, jak skład makulatury, wytwórnia wódki i hotel. To zaś znaczy, że właściciel pracowni powinien się znać na milionie różnych tematów innych, niż dziedzina w której działa jego firma!

Kto się nie zgadza, niech przeczyta Mit przedsiębiorczości, pójdzie na seminarium Miracles of Capital, albo pozna jakiegokolwiek przedsiębiorcę, który nie pracuje operacyjnie 30 godzin na dobę. A kto przeczytał, wziął udział i poznał, a wciąż się nie zgadza – zapraszam do pracy jako policyjny taran do wyważania drzwi 🙂 Gabinet osobliwości też pewnie przyjmie z otwartymi rękami na drugi etat.

Specyficzne podejście Archinautów

No i powiem ja Wam teraz jakie my z tego wszystkiego wnioski wyciągamy w Archinautach, czyli pracowni, w której jedna spółka, w której mam udziały, a zaraz nie ja, tylko spółka, której mam akcje… dobra, wróć. Można powiedzieć, że jestem współwłaścicielem pracowni architektonicznej, co właśnie ogłosiłem na fejsie:

No i jakie my wnioski wyciągnęliśmy z wyżej wymienionych przekonań? Ano między innymi takie, że połowa wspólników w ogóle się nie zajmuje projektowaniem. Ano takie między innymi, że oferujemy dość unikalne podejście projektowe, które sprawia, że:

  • deweloper szybciej uzyskuje kredyt,
  • opracowanie projektu trwa krócej,
  • projekt bywa tańszy nawet o 20%,
  • wykonanie jest idiotoodporne,
  • pracownia architektoniczna zarabia więcej.

Fajnie, co? I to jest właśnie zaleta tego, że pracownię tworzą pierwszoligowe stare pierniki, o czym pisałem na fb 😉 Czy muszę dodawać, że wszyscy poznali się dzięki Towarzystwom Biznesowym? Nie muszę.

autoreklama 😉

Maciek, a po co Ty właściwie studiujesz na architekturze?

Pamiętam pewien dialog w trakcie studiów, naprzeciwko Zakładu Budownictwa na WA PW, kiedy któryś z moich fancy kolegów, taki z gatunku – zawsze odpicowane wizualizacje projektów, a same formy wymuskane jak mokry sen Zahy Hadid, zapytał mnie widząc, że już na studiach pracuję i to nie w zawodzie, a na dodatek biegam jeszcze na zajęcia na MISH UW, zapytał mnie z pewną drwiną w głosie:

Maciek, a po co Ty właściwie studiujesz na architekturze?

Na co ja odpowiedziałem:

Zobaczysz

Co miałem na myśli? Ano właśnie to, co dziś Wam opisałem.

Disclaimer

Nie uważam, że zjadłem wszystkie rozumy i jestem najlepszym architektem świata. Wręcz przeciwnie – mam na koncie tylko jeden zrealizowany projekt i to ze studiów, i to podpisany przez kogoś innego. Nie twierdzę też, że Archinauci będą firmą na stulecia, który zdominuje swój rynek. Ot, po prostu uważam, że robimy fajne rzeczy i można się od nas czegoś nauczyć dla swojego dobra.

*) Którą zresztą ukradł.

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily