Nadawszy tytuł temu tekstowi zacząłem się, czy nie powinno być bardziej zapędzić, zamiast zachęcić… ale co tam – com napisał, napisałem. Geneza tego tekstu jest bardzo prosta. Opowiedziawszy ostatnio na fejsbuku anegdotkę na ten temat, otrzymałem prośbę o opisanie mojego systemu zachęcania do sprzątania. A skoro Czytelnicy proszą, to Poeta musi. No więc piszę.

Antoś interweniuje

Zaczęło się od tej anegdotki:

Tym razem to Antosia pokój spełniał normy unijne, więc ów dżentelmen mógł sobie pozwolić na filozoficzne podejście do tematu, co widać powyżej 😉 Jego dystans i pytanie Ani pozwoliły i mnie spojrzeć na moją ojcowską praktykę i podzielić się z Wami doświadczeniem, co czynię niżej.

Warunki konieczne

By sposób działał, muszą być spełnione warunki konieczne. Oto dwa, o których często rodzice zapominają:

  • sam nie możesz być syfiarzem, jeśli chcesz nauczyć dziecko porządku. Przede wszystkim uczysz przecież przykładem. Jeśli twój małżonek jest syfiarzem – potraktuj go jak dodatkowe dziecko i poproś, żeby tak się w tym obszarze czuł 🙂
  • wytłumacz dziecku jakie korzyści daje życie w upoorządkowanym otoczeniu. Nie masz pomysłu jakie to są korzyści? Hmm… a może jesteś syfiarzem? 😉 No dobrze, jeśli nie, tylko masz tymczasową zaćmę, to zostaw komentarz – na pewno z innymi podsuniemy różne pomysły.

Podstawy filozoficzne

Każda praktyka ma jakieś podstawy w teorii. Każde działanie ma za sobą jakieś – uświadomione, bądź nie – przesłanki. Te milczące – a ich jest zazwyczaj mnóstwo – zwą się fachowo przesłankami entymematycznymi. Dlaczego o tym wspominam? Bo po pierwsze to istotne, by wiedzieć, że wiele założeń przyjmuje się milcząco, bez przemyślenia… a po drugie dlatego, że po wydaniu ebooka Katoliccy miliarderzy – dlaczego nie ma ich w Polsce i dlaczego ich potrzebujemy – dowiedziałem się, że niektóre moje teksty warto czytać ze słownikiem i encyklopedią w ramach dokształtów, więc chcę ten wizerunek podtrzymać 😉

Założenie 0: Kocham swoje dzieci

Założenie oczywiste, jednak warto o nim wspomnieć 🙂 Z niego wynika zarówno to, że uczę dzieci sprzątania, to że staram się to robić zarówno nieustępliwie, jak i – w miarę możliwości – miło.

Ergo:

  • kocham, więc nie chcę wychować ludzi o mentalności świni mieszkającej w chlewie,
  • kocham, więc chcę wychować ludzi odpowiedzialnych za wszystko, co wokół nich,
  • kocham, więc nie chcę, by ta nauka była traumatyczna… ale jeśli jest, to muszę ją osłodzić, bo widocznie zacząłem udzielać jej za późno, skoro dziecku sprawia przykrość 😉

Założenie 1: Zasada przyczyny i skutku

Moja metoda uczenia dzieci sprzątania i odpowiedzialności za własną przestrzeń zakłada również uczenie zasady mówiącej o tym, że każde działanie, albo jego brak (brak działania jest również działaniem) niesie ze sobą skutki. Jednym słowem – decyzje mają konsekwencje.

Założenie 2: Zasada odpowiedzialności

Wiedziałem o tym od dawna, ale dopiero Jocko Willink w Ekstremalnym przywództwie poukładał mi myśli na ten temat porządnie:

W największym skrócie – odpowiedzialny przywódca buduje wokół siebie zespół ludzi, którzy nie tylko nie unikają odpowiedzialności, ale wręcz aktywnie szukają wokół siebie obszarów rzeczywistości, za które mogliby wziąć odpowiedzialność i ją biorą.

Dosyć mam maruderów wszelkiej maści i mamałygów, którzy wciąż tylko narzekają na onych, warunki zewnętrzne, megatrendy i nie wiadomo co jeszcze. Dlatego też Synów chcę wychować na ludzi, którzy nie będą mieli problemu z podjęciem odpowiedzialności za to, na co mają wpływ.

Założenie 3: Zasada przyjemności

Mówią, że człowiek inteligentny nigdy się nie nudzi i mają rację. Ja z kolei twierdzę, że nie tylko człowiek inteligentny się nie nudzi, ale na dodatek człowiek święty (a to więcej, niż inteligencja) zawsze jest zadowolony i czerpie przyjemność z tego co robi, nawet jeśli nie jest to przyjemne.

O tym, czy coś jest przyjemne, czy nieprzyjemne decydujemy sami, ofiarując to Panu Bogu, a jeśli nie uwierzyliśmy jeszcze, to choćby idei, która przerasta nas samych (ludzkość stworzyła sobie cały repertuar takich).

Na czym polega mój sposób

No dobrze, to filozoficzne podstawy mojego sposobu już znacie. Teraz warto odpowiedzieć sobie na pytanie na czym on polega, bo przecież nie może być jakoś zbytnio skomplikowany, co być może sugeruje rozwlekły wstęp 🙂

Przejrzystość zasad

Podstawą sposobu są powszechne, współdzielone zasady. Są one proste i poniżej je wymieniam:

  • wszystko ma swoje miejsce,
  • rawo do leżenia na podłodze mają dywany, meble i budowle z klocków, puzzle, albo niedokończone rozgrywki wojenne, nie trwające jednak dłużej niż dwa dni,
  • to, co leży na podłodze, a nie spełnia warunków z punktu wyżej – jest śmieciem,
  • miejsce śmieci jest w koszu,
  • codziennie – najpóźniej przed snem – śmieci idą spać do kosza.

Może Ci pomóc w sprzątaniu? Nieeee!!!

Chyba domyślacie się już jak wygląda u nas sprzątanie 😉 Każdy jest odpowiedzialny za swój pokój, a rzeczy pozostawione na podłodze lądują w koszu, bez względu na to, czy to najnowsza kurtka, ulubiony samochodzik, czy pudło z klockami. Nie ma świętych krów i za to, że coś wyląduje w śmieciach odpowiada właściciel, a nie Tata, który jedynie wyciągnął wnioski praktyczne z zasad i stanu rzeczy.

Wstrząsy i druga instancja

Podobnie jak lekarstwo nie musi być smaczne, tak i lekarstwo na bałaganiarstwo nie musi – przynajmniej na początku – wywoływać uśmiechu na buzi dziecka. Pamiętam, gdy jakieś półtora roku wprowadziłem powyższe zasady, Chłopcy przez kilka tygodni miewali problemy z tym, by się do nich przyzwyczaić. Bywało też, że i mnie puszczały nerwy, gdy widziałem chlew, który zrobili i to, że zamierzają się wykpić od sprzątania go.

To niechybnie musi prowadzić do wstrząsu pełnego scen takich, jak rozdzierające płacze, zasłanianie zabawek własnym ciałem, rzucanie się pod gąsienice, czy próby wydarcia worka, w którym jak w areszcie tymczasowym osadzono misie, klocki i samochodziki.

Nic to jednak nie powinno Was ani wzruszać, ani denerwować – skutki błędów, to skutki błędów. Żeby jednak nie być niemiłosiernym – warto pokazać, że zawsze jest pora na to, by zmienić swoje przyzwyczajenia.

Zabawki zamiast do kosza mogą pójść w jasyr, poczekać aż ocalałe wrócą na swoje miejsce… i na drugi dzień jasyr opuścić, lądując od razu tam, gdzie ich miejsce.

Egzekucja zasad nie powinna dawać Ci satysfakcji, a jeśli daje, to nie powinieneś tego eksponować. Wręcz przeciwnie – konieczność zrealizowania scenariusza workowego powinna rodzica napawać przykrością ze względu na to, że dzieci dokonały takiego a nie innego wyboru i ich zabawki muszą spać w koszu.

Post scriptum

A tak w ogóle, to dzieci są fajne i jest mnóstwo powodów, by je mieć, o czym pisałem tutaj:

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily