Znasz kogoś, kto jest cierpiętnikiem? Kto wciąż utyskuje na tę samą rzecz, ale zawsze marudzenie kończy rytualnym co zrobisz? A może sam cierpisz na cierpiętnictwo i z rezygnacją, a być może i pełnią poświęcenia, bohatersko znosisz różne niedogodności? Jeśli tak, ten wpis napisałem dla Ciebie. Jeśli nie – też go przeczytaj, bo każdy jest w grupie ryzyka.

Prawdziwe cierpienie vs cierpiętnictwo

Odróżnijmy na początku prawdziwe cierpienie od cierpiętnictwa. To pierwsze jest moim zdaniem skutkiem stanu rzeczy, którego nie można zmienić. To drugie jest tchórzliwą i pokazową zgodą na zły stan rzeczy, który można zmienić. Owszem – często nieświadomą.

Mam jednak złe wieści – odkąd dzięki mnie poznasz różnicę – właśnie tracisz alibi do uprawiania cierpiętnictwa 🙂

Korzyści z cierpiętnictwa

Umówmy się – z cierpiętnictwa płyną same korzyści. Człowiek w roli ofiary zawsze wzbudza sympatię otoczenia, doświadcza tak miłego uchu i sercu współczucia ze strony innych, być może taryfy ulgowej tu i ówdzie. Wprawdzie – siłą rzeczy cierpiętnictwo musi wiązać się z niedogodnościami, ale bez przesady. Skoro zły stan rzeczy nie wymusza działania, a jedynie narzekanie – nie może być aż tak zły.

Analogicznie jak w kawale o bacy i psie leżącym na gwoździu. Przestanie on skamleć i zejdzie z gwoździa, gdy już go będzie naprawdę mocno bolało.

To Twoja wina

Najwyższa pora przyjąć do wiadomości, drogi cierpiętniku – bez względu na to, czy cierpisz z powodu głupoty klientów, lenistwa pracowników, bezmyślności urzędników, czy czegokolwiek innego – że to iż te zjawiska w czymś Ci przeszkadzają, to wyłącznie Twoja wina.

Pomyśl sobie, że to deszcz. Wychodzisz na spacer. Nie zabierasz kurtki przeciwdeszczowej, ani parasola. Przemakasz do suchej nitki. Czyja to wina? Deszczu, czy Twojej decyzji?

Przyjmij, że wszędzie na świecie wielu pracowników jest leniwych, klienci to imbecyle, a urzędnicy powinni wisieć na drzewach za własną bezmyślność… jednak w tym świecie są zarówno skuteczni przedsiębiorcy, jak i Ci, którzy uprawiają onanizm narzekania. Nie bądź onanistą. Bądź skuteczny.

Zgoda na porażkę

Wiedz, że brak analizy sytuacji i wzięcia za nią odpowiedzialności oraz brak działania w tym kierunku, to po prostu zgoda na porażkę. Tymczasem – jeśli tylko wyczuwasz w sobie chęć do cierpiętniczego pogodzenia się z jakimś skandalicznym stanem rzeczy – uświadom sobie, że ta sytuacja, to w istocie krzyk rzeczywistości, by skłonić Cię do reakcji!

Jeśli ja do Ciebie jeszcze nie przemówiłem, to na pewno zrobi to Jocko:

Cierpiętnictwo przedsiębiorcy

Bardzo ważne jest to, co podkreśliłem wyżej, że okazja do cierpiętnictwa, to tak naprawdę sygnał z rynku do zmiany. O tym jak często przedsiębiorcy takie sygnały ignorują pisałem w bardzo dobrym wpisie (nie tylko moim zdaniem, bo sporo osób mi za niego podziękowało), pt. Dlaczego przedsiębiorcy gotują piekło na ziemi.

Mam dla Ciebie dwa lekarstwa

Jeśli jesteś przedsiębiorcą i odnajdujesz się w powyższym opisie, to mam dla Ciebie co najmniej dwa lekarstwa. Trochę nieskromnie… ale co będę udawał, że nie mam 😉 Nagrałem dwa szkolenia online, które mogą pomóc Ci wyjść ze stanu, z którym cierpiętnictwo u przedsiębiorców wiąże się prawie zawsze – z poczuciem, że wszystko co było do wymyślenia już wymyśliłeś i że nic nowego w swojej sytuacji już nie zrobisz (bo stąd już krótka droga do skonstatowania, że jedynym rozwiązaniem jest płacz w kąciku).

Oto one:

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily