Ostatnio sporo patrzę na palące się drewno. W zasadzie, to lubię patrzeć na ogień od małego, więc to żadna nowość. Jednak dopiero teraz uświadomiłem sobie pewne zależności jakie zachodzą przy gwałtownym utlenianiu się drewna, bo tak należałoby fachowo nazwać ogień. Nie tylko je zauważyłem, ale dostrzegłem pewną analogię.

My, piromani

Jest taki moment w paleniu w kominku, gdy poszedłeś pisać bloga, wracasz, a w duszy kominka pozostała garstka żaru, w który dmucha od spodu cug i mnóstwo popiołu wokoło. To moment, gdy myślisz sobie:

Ciekawe, czy uda się to reanimować…

Bierzesz do ręki nowe polanko, czasem mokrawe, bo być może akurat okrywająca je folia była dziurawa, a może po prostu nie było przykryte, a czasem wyschnięte na wiór. Czasem podpleśniałe, a czasem przypominające Tutenchamona wyciągniętego po latach przez polskich archeologów. Różnie to bywa.

Drewno, żar i podmuch…

Rzucasz polanko na żar i modlisz się, by zażarło. Nic nie dzieje się nagle i dopiero, gdy zamkniesz drzwiczki kominka, cug zaczyna dąć w żar, a z niego zrazu nieśmiało, później coraz bardziej intensywnie, oblizują nowe polanko jęzory ognia, który wziął się praktycznie znikąd. Jeszcze chwilę temu żar tylko się ćmił, teraz strzela płomieniami, jak katiusza, zwana w czasach słusznie minionych organami Stalina.

Jeśli polanko przypomina gąbkę wyjętą z wanny po kąpieli dzieci, to proces wydłuża się nieco o jeszcze jeden etap – wytapianie z drewna wody. Poznasz to po syku i pianie, którą będzie ociekało drewno na końcach.

 

Analogia

Dobra, Panie Gnyszko, dosyć już tej smogowej poezji, pora na wnioski i analogię, bo Cel II: To nie przypadek Goldratta nie przeczyta się sam.

Jaką tu zobaczyłem analogię? Mówi się, że niektórym wszystko kojarzy się z d***, a mnie wszystko widocznie musi się kojarzyć z przedsiębiorczością. Bo ja to widzę tak:

  • drewno – jakiś fragment rzeczywistości, który można przetworzyć z korzyścią dla ludzi,
  • żar – przedsiębiorca,
  • cug – poczucie misji życiowej przedsiębiorcy i ogół czynników, które pchają go do działania.

Z tego mamy parę najistotniejszych scenariuszy z punktu widzenia chęci wzniecenia ognia i dania otoczeniu światła i ciepła:

  • jeśli nie dorzucisz drewna, a cug będzie dął – żar będzie migotał, aż się zamieni w popiół.
  • jeśli dorzucisz drewno, ale żar jest już węglem – choćby cug walił jak halny, nie wzniecisz ognia.
  • jeśli z kolei dorzucisz drewna na rozpalony do czerwoności żar, ale nie będzie cugu – drewno jedynie się podwędzi, a żar wygaśnie. No, może tylko parę igiełek i mech, które zostały na korze się spali. Poza tym nic.

Pytania do Ciebie

Czy o czymś zapomniałem? Czy jakoś inaczej można odczytać tę analogię? Czy może sama obserwacja może posłużyć do zbudowania innej analogii? Zapraszam do komentowania 🙂

Prezent:

Jak być może wiesz, prowadzę wywiady z przedsiębiorcami, by pokazywać tych najciekawszych. Takich, którzy są żarem skąpanym w cugu. Dziś poznaj Andrzeja Demczuka, który z ogniem akurat ma wiele wspólnego:

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily