Na świecie jest 10 rodzajów ludzi. Ci którzy znają układ binarny i ci, którzy go nie znają. Podobnie można powiedzieć o każdej z modnych branż – od nieruchomości, po kryptowaluty. Do tego, by każdą z nich traktować jako absolutne objawienie przekonują ich koryfeusze, którzy zwykle – choć deklarują co innego – mają dość mocno zawężone horyzonty. Jedni przekonują, że siła kryptobiznesu polega na jego wirtualności, inni zaś w twardości nieruchomości upatrują jego cudowności. Biorę to wszystko na grilla i pokażę Wam jak jest naprawdę.

Ile warta jest woda?

Wyobraź sobie, że bardzo chce Ci się pić. Następnie wyobraź sobie butelkę wody, może być pół litra niegazowanej. Ile jest dla Ciebie warta, gdy o tym myślisz? 2 zł? 3 zł? Więcej uznałbyś za zdzierstwo.

A teraz wyobraź sobie to samo, ale w nieco innych warunkach – od 2 godzin jedziesz pociągiem, w którym grzeją tak, jakby chcieli zrobić grilla z podróżnych, a Ty masz na sobie wełniane kalefiksy, których za bardzo nie ma gdzie zdjąć, bo kibel zamarzł, a na korytarzach koczuje mnóstwo ludzi z pociągu, który nie dojechał, więc zabrali się w podróż z Tobą. Równocześnie masz świadomość, że przed Tobą jeszcze 5 godzin jazdy w takich warunkach. Wtem pojawia się Pan z Warsu z ostatnią zgrzewką buteleczek… 5 zł? 10 zł? Po ile byś kupił?

Idźmy dalej. Pojechałeś na olinkluziw do Egiptu i przewodnicy na Saharze postanowili zrobić Cię w jajo i zapomnieć, że poszedłeś się wysikać pod kamieniem (bo przecież nie pod krzakiem) i odjechali bez Ciebie. Półtora dnia się tułasz i trafiasz do oazy. W promieniu 50 km nie ma nic innego poza kuwetą pełną piachu. Uśmiechnięty Abdullach rekomenduje Ci buteleczkę wody wartą jedyne 100 $, a to i tak po rabacie (by nie powiedzieć „Rabacie”). Będzie dla Ciebie tyle warta?

Ile jest warta ta działka?

Działka po babci. Ile jest warta? Babcia kupiła ją 40 lat temu za miliard starych złotych 😉 Hmmm… Wyobraź sobie, że pilnie potrzebujesz 100 000 zł, a działka i tak do niczego Ci się nie przyda. Przychodzi człowiek, który jest chętny właśnie tyle za nią zapłacić. Przypuśćmy, że sąsiad Twojej działki, swoją – bardzo podobną rozmiarem, nachyleniem i nasłonecznieniem, sprzedał pół roku temu za 500 000 zł. A gdyby drugi, miesiąc przed tym, gdy Ty wystawiasz swoją, sprzedał własną – również uderzająco podobną, za 600 000 zł? Ile byłaby warta Twoja?

A jeśli tydzień po wystawieniu na sprzedaż lokalny samorząd przegłosuje Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego, który zdefiniuje obszar, na którym zlokalizowana jest Twoja działka, jako obszar o braku możliwości zabudowy ze względu na bycie otuliną krzaków, w których lęgną się rajskie ptaszki? Jaka będzie za każdym z tych razów warta Twoja działka? Za każdym razem tak samo zlokalizowana, tak samo nasłoneczniona i nie tylko TAKA sama, jak dzień wcześniej, ale wręcz TA sama.

Ile są warte te akcje?

Twoja firma emituje akcje. Ile są warte? Jaka powinna być ich cena? Czy należy firmę wycenić wartością jej środków trwałych, jako najtwardszym miernikiem? Czy może adekwatne jest wycenianie firmy wg tego, co zarobiła w ostatnim czasie? Firma jest jak butelka z wodą – dla każdego warta jest co innego.

Cena

Co ma do tego wszystkiego cena? Ho ho! To nie takie proste. Spotkałem się kiedyś dzięki szkoleniu z pricingu, które organizowaliśmy w ramach Towarzystw Biznesowych z ciekawą definicją ceny. Brzmiała ona mniej więcej tak:

cena, to wysiłek, który należy podjąć, by zdobyć rzecz o danej wartości. Cena jest wystarczająco dobra wówczas, gdy różnica między wartością przemiotu / usługi a ceną nabycia będzie wystarczająco duża.

Podam jeden przykład, choć mam takich mnóstwo. Koledzy prowadzą firmę budowlaną. Bardziej skupiają się na nadzorowaniu inwestycji i ekspertyzach, niż wykonawstwie, co robili przedtem. Dostali zapytanie na ekspertyzę fundamentów pewnego obiektu, który u inwestora zbudował ich konkurent, ale inwestor wykrył usterki i chce jak najszybciej się ich pozbyć. Chłopakom nie chciało się tematu nawet ruszać. Zorientowali się ile ich dostawca będzie chciał pieniędzy za taką robotę w ekspresowym terminie. 30 000 zł. Wiceprezes kazał to zaoferować za 60 000 zł. Jeśli inwestor weźmie – będzie się opłacało kiwnąć palcem w tym kierunku. Gdy przyszedł prezes, kazał zwiększyć wycenę do 100 000 zł. Ma awersję do takich tematów i musiałby się naprawdę przełamać, by przy takim temacie coś porobić. Telefon do inwestora. Pada kwota. Inwestor nie zrażony. Zadaje parę pytań merytorycznych. Wszystko się zgadza. Pytanie:

– Jeśli byśmy dali 150 000 zł to zdążylibyście w 2 tygodnie?
– Zdążylibyśmy, jasne.

Obie strony są sobie wdzięczne.

Wartość

Jak widać, wartość danej rzeczy, albo usługi, to rzecz bardzo ulotna i nawet trudna do zdefiniowana inaczej, niż przy pomocy samej siebie (czyli błąd logiczny idem per idem). Najciekawsze jest zaś to, że można być posiadaczem majątku o gigantycznej wartości, bez względu na to, czy złożonego z bitcoinów, obligacji Skarbu Państwa, nieruchomości, czy cyfrowych tokarek z napędem rakietowym, a równocześnie nie mieć wystarczająco dużo gotówki na to, by zapłacić w kawiarni za espresso. Paradoks? Bynajmniej. Można łatwo być milionerem i wieść życie o dużo niższym standardzie, niż przeciętny Kowalski.

Płynność

Gotówka to jedno – ją się w jakiś sposób zarabia. Na przykład w taki, że Twoje aktywa ją wypracowują operacyjnie. Tokarki pracują i toczą towar, za który płacą klienci, albo nieruchomości goszczą najemców, którzy płacą czynsz. To jeden aspekt. Ale aktywa również mogą być sprzedawane, wymieniane na inne aktywa, albo gotówkę. Ważna jest wówczas płynność owych aktywów. Bo ostatecznie nie zapłacisz w Żabce aktem własności działki o wartości 100 000 000 zł. Powiem więcej – w oczach kasjera, będzie to mało istotny papier, bo nie uwierzy, że ktoś chce zrobić zakupy za działkę. Podobnie jak bardzo często na pracowników nie działają motywująco programy opcyjne, bo nie rozumieją wartości, która za nimi stoi.

Biznes wirtualny? Ależ bardzo proszę!

Wróćmy do biznesu, czyli działalności operacyjnej.

Słyszę czasem, że ktoś o kimś innym mówi z pogardą, że ten drugi prowadzi wirtualny biznes. Albo, że niektóre inwestycje są wirtualne, w przeciwieństwie np. do diamentów, czy ziemi. I coś w tym jest, w tej wirtualności biznesu, ale coś zupełnie innego. Każy biznes jest wirtualny, tzn. nieustannie potwierdzany nie samym faktem istnienia, ale faktem zasilania go gotówką klientów, którzy płacą za to, co biznes dostarcza.

Jaka różnica jest między budowlanką, piekarnictwem, byciem coachem, a sprzedażą walut? Różnice są pomijalne. Istotą każdej z tych branż jest dostarczanie wartości w zamian za pieniądze. Dopóki są chętni, by płacić za usługi piekarza – piekarnia istnieje. Gdy ich nie ma i przenoszą się do supermarketu, gdzie kupują pieczone mrożonki – piekarnia albo przestaje istnieć w ogóle, albo przestaje istnieć na takich zasadach, jak dotąd. Podobnie z panem Kaziem i jego pięcioma murarzami, panem Mirkiem, właścicielem kantoru i doktorem Mateuszem, coachem. Biznes staje się wirtualny wtedy, gdy ludzie nie widzą w nim wartości i nie chcą płacić za jego usługi, a nie wtedy, gdy gdy ciotka Klotka nie rozumie, czym zajmuje się bratanek i domniemuje, że zwichnął sobie życie, nie będąc – jak jego tata – mechanikiem samochodowym, które w rodzinnym miasteczku ma już dwa warsztaty.

P.S.

Napisałem właśnie e-booka pt. 109 powodów, dla których warto mieć dzieci. Kup go. Jego wartość będzie inna, niż sądziłeś, ale będzie Pan zadowolony 😉

P.P.S.

Jeśli moje podejście do biznesu Cię zaintrygowało, to ostrzegam, że beret zryje Ci prawdziwie moja książka pt. Dlaczego networking nie działa… . Opublikowałem w niej coś w rodzaju swojej filozofii życiowej 🙂 Serio.

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily