Maile takie jak ten mrożą krew w żyłach, ale później przyspieszają tętno. Napełniają z jednej strony dumą, z drugiej wstydem. Wczoraj napisał do maila mnie Piotr. Pan Piotr. Zatytułował go: Dzień dobry, oto najdziwniejszy mail jaki wysłałem w życiu. 

Po poddaniu go anonimizacji, publikuję go bez istotnych opuszczeń:

Szanowny panie Maćku,


Z góry przepraszam za długość tego listu i dziękuję za lekturę. Mam na imię Piotr mam 30 lat żonę i dwójkę dzieci. Od 9 lat mieszkam w (…). Pracuję w sektorze budowlanym, jestem właścicielem małej firmy specjalizującej się w (…). Lata temu gdzieś w internetach natrafiłem na pana, był to artykuł bądź wywiad. Pamiętam to jak przez mgłę ale w tekscie była wzmianka że dystans który pan pokonywał przez między domem a pracą był wystarczający aby odmówić konkretną modlitwę. Religijny czubek – stwierdziłem i dałem sobie spokój z pańską osobą.

Wychowywałem się w domu w którym religia była praktykowana od święta i po omacku. Gdy dorosłem stwierdziłem że to do mnie nie przemawia brakuje temu racjonalności i tak zostałem jak to określa wikipedia agnostykiem teistycznym. Moja emigracja nacechowana była wzlotami i upadkami jednak dzieki wsparciu mojej żony udało mi się osiągnąć względną stabilizację finansową. Natomiast stan psychiczny zaczął się stopniowo pogarszać.

Apogeum nastało mniej więcej 2 lata temu. Pewnego konkretnego wieczoru dopadło mnie poczucie całkowitego bezsensu życia i lęku przed śmiercią jako momentu w którym całe moje jestestwo znika, rozpływa się w nicości. Był to ból psychiczny tak mocny że bolało mnie to fizycznie i ciężko było mi się uspokoić. Od tego momentu poczucie rozbicia, bezsensu towarzyszło mi codziennie podobnie jak myslenie o śmierci i Bogu a raczej jego braku. Nie chciałem się temu poddać dlatego poszedłem do lekarza który skierował mnie do psychiatry i psychologa. Pan psychiatra wysłuchał mnie cierpliwie a w związku z moimi rozterkami które ja obecnie nazywam egzystencjalno-duchowymi, polecił mi buddyzm i psychotropy. Podziekowałem.

Kiedys bedac w księgarni miałem taką myśl, tyle tu książek ciekawe czy gdybym przeczytał wszystkie to znalazłbym jakies rozwiązanie na trapiące mnie problemy, a może to bez sensu bo taka książkę już dawno mam i lezy na polce i czeka aż po nia siegnę.

I tak się zdarzyło, tego roku pod koniec sierpnia wybrałem się na akademie sourcingu Pawla Albrechta i do samolotu wziąłem książkę która nawet nie wiem skąd się znalazła u mnie w domu Dowód Ebena Alexandra.

Dotychczas z dużym dystansem podchodziłem do tego typu literatury, niemniej jednak lektura mocno mnie poruszyła i przemówiła do mnie. Postanowiłem przystapić do spowiedzi i komuni i poprosić pana Boga o pomoc . Od tego czasu mam wewnętrzne poczucie ze odpowiedział na moją prośbę. Pojawilo się u mnie szersze spojrzenie na kwestie wiary i niewiary oraz wlasną subiektywna rzeczywistość.

Przed nawróceniem miałem mocne poczucie ze nie wykorzystuje posiadanego potencjalu w samym sobie bo i po co skoro zycie nie nioslo z soba głębszego sensu. Dzis wiem jak bardzo byłem bledzie.


Po co ja to właściwie panu piszę? Otoz to najdziwniejsza czesc tego listu.
Z poczucia ze powinienem to panu przekazac. Oto historia odnoszaca się do tytulu maila.

Około miesiąc temu pojechaliśmy z zona i dziecmi na msze do (…). Pamiętam ze przed przystapieniem do komuni miałem rozterki czy powinienem ja przyjmowac ponieważ hmm w poprzedzającym tygodniu nagrzeszyłem (żaden grzech ciezki ma się rozumiec). Jednakze szczerze przeprosiłem za swoje postepowanie i przyjalem komunie.


W drodze powrotnej do lawki usłyszałem w swojej glowie glos ktory rzekl (wlasny glos, żeby nie było) Gnyszka.

Ale co Gnyszka? Prosze mi uwiezyc az sie spocilem. Gdy to teraz pisze az sam nie dowierzam ale tak było. Nie wiem dlaczego nie rozumiem tego, czy to mój wlasny mozg stroil sobie z mnie zarty? Wiem jedno w ten dzien ani poprzedzające nie myślałem o pańskiej osobie.

Pisze o tym ze mozg stroi sobie z mnie zarty, ponieważ nie jest prawda ze to lata temu ostatni raz widziałem pana nazwisko. Widzialem je na tyle okladki książki Daniela i Agnieszki Piesto mniej wiecej 2 miesiace temu.

Sumarujac nie odwaze się napisac ze to Deo mnie ku panu skierowal, ale 
cala sytacja wrecz zmusza mnie do podzielenia się tym z panem. Dopiero po tej sytuacji zapoznałem się rzetelnie z pana osobą. Wysluchalem wszystkie nagrania Gnyszka wysciska. Jestem pod ogromnym wrazeniem poziomu, wiedzy etc. reprezentowanego przez zaproszonych gosci, oraz ich jawnego stosunku do wiary w Boga. Kibicuje pańskiej inicjatywie towarzystw biznesowych, uwazam ze jest swietna. To jest kierunek który moglby zmienic nasz kraj i ludzi na lepsze. Gratuluję.

Nie mam do pana zadnej prosby. Byloby to dla mnie zaszczytem móc się kiedys z panem spotkac i porozmawiac.

Z wyrazami szacunku
Piotr (…)


P.S. Oczywiście życzę samych sukcesów i zdrowia w nadchodzącym roku.

Niesamowite, prawda? 🙂 Już się zacząłem zastanawiać jak zrobić, by znaleźć się w kraju, w którym Pan Piotr mieszka, bo to że trzeba się spotkać – to chyba oczywiste.

Panu Piotrowi polecę jeszcze zapis mojego webinaru Możesz Więcej, co i Wam już teraz rekomenduję, poza oczywiście obejrzeniem paru wywiadów spod szyldu #GnyszkaWyciska 🙂 Nie mówiąc już o subskrypcji mojego kanału na YT.

Będę sobie czytał ten list, ilekroć najdzie mnie myśl, że to co robię nikomu nie służy.

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily