Ostatnio spędziłem w górach prawie tydzień z Maksiem. To była niezapomniana przygoda i na pewno ją na blogu jeszcze opiszę. W jej trakcie poznałem pewną historię. Nie mogłem skończyć jej czytać, bo pewnie bym się popłakał. Skończyłem w połowie i spojrzałem na Maksia…

…dojechaliśmy właśnie na obiad i trzeba było wysiadać, tym bardziej że parę minut zajęło mi przeczytanie fragmentu tej historii, którą zaraz tu zacytuję. Może być ona – jak sądzę – rozwinięciem mojego wpisu pt. Musisz o tym wiedzieć, zanim wrzucisz zdjęcie dziecka do netu.

Historia, którą mam na myśli, to historia morderstwa Jamesa Bulgera, którą tak opisuje wikipedia:

12 lutego 1993 Denise Bulger udała się na zakupy do centrum handlowego w Bootle, wraz ze swoją szwagierką, Nicolą Bailey, zabierając ze sobą syna. Nicola powiedziała później, że James miał w zwyczaju często uciekać i dlatego na ogół trzymany był w dziecinnym wózku. Tym razem jednak miały to być krótsze, najwyżej godzinne zakupy, dlatego też zrezygnowały z zabrania wózka.
Ostatni raz Denise widziała Jamesa żywego, gdy robiła zakupy w sklepie mięsnym. Syn został pod drzwiami, nie wzięła go do środka, gdyż w sklepie nie było kolejki, a zakupy miały potrwać mniej niż minutę. Gdy ponownie spojrzała w miejsce, gdzie przed chwila stał James, już go tam nie było.
Tego samego dnia Robert Thompson i Jon Venables uciekli ze szkoły na wagary. Udali się do centrum handlowego w Bootle, gdzie dokonywali drobnych kradzieży. Ukradli m.in. słodycze, figurki trolli, baterie i niebieską farbę.
Obydwaj chłopcy byli już wówczas znani ze sprawiania kłopotów. Razem kradli, rzucali w okna kamieniami i wchodzili na cudze posiadłości do ogródków. Dręczyli także zwierzęta, rzucali kamieniami w ptaki i torturowali koty. Tego dnia mieli w planie dokonać porwania i zabicia jakiegoś dziecka.

Porwanie
Pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem – matka interweniowała zanim zdążyli odejść z jej synem.
Jamesa Bulgera zobaczyli pod drzwiami sklepu mięsnego o 15:40. Jon Venables powiedział do niego „Come on, boy!” („Chodź, chłopcze!”). Początkowo James szedł z nimi chętnie. Wyprowadzili go z centrum handlowego na ulicę i skierowali się w stronę Kanału Leeds-Liverpool. Na moście kazali mu uklęknąć i spojrzeć na swoje odbicie w wodzie, gdyż zamierzali wrzucić go do kanału. Kiedy odmówił, został złapany za nogi, obrócony głową do ziemi i celowo upuszczony. Wówczas doznał pierwszych obrażeń w postaci dużego guza i zadrapań. James próbował im uciec, ale został złapany. Nie chciał słuchać poleceń porywaczy, więc ci popychali go, kopali i bili.
Trójkę chłopców na liczącej ponad dwie i pół mili trasie widziało wielu ludzi. Policja odnalazła 38 świadków, z których żaden nie powstrzymał porywaczy. Zostali wzięci za rodzeństwo, w którym starsi bracia opiekują się młodszym.

Zabójstwo
Do zabójstwa doszło na torach kolejowych w Walton. Początkowo Robert i Jon zamierzali położyć Jamesa na torach i obserwować z ukrycia jak ginie pod kołami pociągu. James jednak nie chciał leżeć na torach i za każdym razem wstawał. Wówczas zaczęli go torturować. Wlali mu niebieską farbę do lewego oka, obrzucali tłuczniem i cegłami, skakali po głowie i całym ciele, bili stalowym prętem. Rozebrali Jamesa od pasa w dół, chłopiec miał siłą ściągnięty napletek. Badano później, czy był tu motyw seksualny i czy Jamesowi wkładano baterie w odbyt. Nie znaleziono tam jednak żadnej, wiadomo za to, że wkładano mu baterie w usta. Na koniec któryś z morderców rzucił w głowę Jamesa ważącym około 10 kilogramów kawałkiem stali, używanym do łączenia szyn. Następnie chłopcy częściowo zamaskowali ciało Jamesa i zostawili je na torach, by przejechał po nim pociąg, co ich zdaniem miało zatrzeć ślady.

James Bulger doznał 42 obrażeń, w tym 22 obrażeń głowy. Policja znalazła ślady krwi na 27 kamieniach. Według patologa, po odejściu oprawców dwulatek mógł żyć jeszcze najwyżej kilka minut. Przy takiej ilości i rodzaju obrażeń nie da się stwierdzić, które z nich było śmiertelne.

Śledztwo
Gdy Denise Bulger wyszła ze sklepu mięsnego i nie zobaczyła syna, zaczęła go w panice szukać. Natychmiast powiadomiła też ochronę obiektu, która wkrótce potem powiadomiła policję. Centrum handlowe zamknięto na noc. Policja zaczęła przeglądać zapisy z monitoringu. Z zapisów wynikało, że podczas gdy Denise szukała syna na parterze i na ulicy, był on z porywaczami na pierwszym piętrze i opuścił centrum innym wyjściem.
Natychmiast rozpoczęto poszukiwania. Przeszukiwano kanał, nieużytki i tereny kolejowe. Po mieście jeździły samochody, z których informowano o zaginionym dziecku przez megafony. W telewizji odtwarzano nagranie ze sklepowych kamer. Przepołowione przez pociąg ciało Jamesa Bulgera znaleziono 14 lutego.
Z policją skontaktowała się kobieta, która na nagraniu z monitoringu rozpoznała Jona Venablesa, o którym wiedziała, że w dniu zabójstwa planował wagary. Venablesa i Thompsona zatrzymano 18 lutego 1993 i przesłuchiwano. Dopiero po okazaniu dowodów przyznali się do porwania, a następnie zamordowania Jamesa Bulgera.

źródło: Wikipedia.

Tak wyglądał James

james-bulger-1538964

A tak wyglądali jego mordercy

mordercy

Hmmm…

Powyższy opis przeczytałem w samochodzie do połowy. Dalej przeczytać nie mogłem. Wyszedłem na powietrze, głęboko odetchnąłem… i wyjąłem Maksia z fotelika, mocniej niż zwykle przytulając po wyjściu z samochodu. Później – jak co dzień – szliśmy obok oczyszczalni ścieków, z której trochę śmierdziało i Maksio zapytał dlaczego puściłem bąka nie przepraszając za to. Roześmiałem się z ulgą. Jak dobrze mieć swoje dzieci przy sobie i trzymać je za ręce. Jak dobrze mieć pod ręką małego śmieszka, który czasem wprawia w złość. Jak dobrze nie dzielić okrutnego losu rodziców Jamesa Bulgera… Pomyślałem jeszcze o Antosiu, który w tym czasie bawił się kilkaset kilometrów od nas z Oleńką. Jest w wieku, w którym zginął James. Tu muszę skończyć, bo musiałby opisać jakie myśli przyszły mi do głowy, gdy wyobraziłem sobie, co się wydarzy, gdy spotkam na ulicy Jona Venablesa, albo Roberta Thompsona, którzy od dawna są już na wolności, choć do więzień wracają regularnie za coraz to nowe przewinienia…

 

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily