Pierwsze wiersze

109.00 

Kategoria:

Opis

Maciej Gnyszka i poezja?!

 Trudno to sobie wyobrazić, prawda? Gdy ludzie słyszą „Gnyszka”, w pierwszej kolejności do głowy przychodzą im raczej takie skojarzenia, jak „przedsiębiorca”, „networker”, „fundraiser”, „fan mechanizmu kapitałowego i dr. Wonga, inwestora miliardera z Singapuru”. Ale ci, którzy znają mnie długo, wiedzą, że od zawsze fascynowały mnie różne sfery ludzkiej aktywności. Dość powiedzieć, że podopieczny Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci parałem się i naukami ścisłymi, i humanistycznymi, i sztuką – malarstwem konkretnie.

A poezja? O pisaniu marzyłem zawsze, bo… pisarze zwykle poważnie wyglądali na portretach i pomnikach 😉. Pierwsze powieści próbowałem tworzyć niedługo po tym, jak opanowałem sztukę pisania, jednak bez wielkich rezultatów i własnej satysfakcji. W liceum – pewnie pod wpływem pierwszych zauroczeń – sięgnąłem po eksperyment w kierunku formy, którą dotąd postrzegałem jako zniewieściałą, czyli poezję. I… po prostu zacząłem pisać.

Aż pojawiła się Ona – i nic już nigdy nie było jak przedtem. W wakacje 2004 roku poznałem Oleńkę – przyszłą (wtedy:), czyli obecną (teraz:) Żonę. Od tej pory wiersze rodziły się rzadko. Ostatni wyplułem między 2005 a 2006 rokiem. Wtedy to umarł Gnyszka-poeta, a narodził się Gnyszka-…?

Dlaczego po latach postanowiłem wrócić do tych wierszy?

 Przypomniałem sobie o nich pierwszej wizyty w Pałacu w Cieleśnicy (zakochałem się w tym miejscu na zabój). W bibliotece znalazłem sporo białych kruków i pozycji świadczących nie tylko o guście, ale i literackim wyrobieniu gospodarzy. Jakiś czas potem wysłałem Basi Chwesiuk – Pani na Cieleśnicy – swoje wiersze, a ona przyjęła je nie tylko z życzliwością, ale i z entuzjazmem. Po raz pierwszy zacząłem się zastanawiać, czy nie warto by ich jednak pokazać jeszcze szerszej publiczności.

W międzyczasie sprawdziłem, czy nie umrę ze śmiechu podczas lektury. Hmm… nie tylko nie umarłem, więcej – wciąż mi się podobają! Niektóre mnie rozśmieszyły, przy kilku poleciała łza, jeszcze inne zadziwiły pomysłowością i gdyby nie były moje, to koniecznie chciałbym poznać ich autora! Wysłałem je też paru współcześniejszym znajomym… reakcje były podobne. Hmm… zacząłem nabierać przekonania, że z tym wydaniem to faktycznie trzeba by na poważnie.

No i stało się. Najpierw pogadałem z Lidią, potem z Iwoną, do której Lidia mnie skierowała (obie są warszawskimi wymiataczkami jeśli chodzi o druk w ramach Towarzystw Biznesowych). Później pogadałem z Przemkiem, który był moim pierwszym skojarzeniem, jeśli chodzi o ilustracje. Później znów z Iwoną – już konkretniej jeśli chodzi o parametry wydania.

A w końcu „Pierwsze wiersze” – debiutancki tomik Macieja Gnyszki – ujrzały światło dzienne. Dla mnie to nostalgiczna podróż w czasie. Dla Szanownych Czytelników możliwość poznania mnie od strony, którą znało tylko wąskie grono przyjaciół i znajomych z dawnych lat.

Zapraszam i Ciebie do małej podróży w czasie. W przeszłość. Do czasów, gdy po ziemi stąpał Gnyszka-poeta…

„Pierwsze wiersze” – jak to wygląda:

  • numerowane egzemplarze od 001 do 200 – LIMITED EDITION,
  • 95 stron iście gnyszkastycznej poezji,
  • twarda oprawa – burgundowe płótno z tłoczonymi i złoconymi literami,
  • elegancki, karbowany, kremowy papier,
  • ilustracje Przemka Klimka (broni zaraz doktoratu na warszawskiej ASP),
  • osobista dedykacja przyszłego noblisty (jeszcze nie wiem w jakiej dziedzinie, ale albo pokojowa, albo literatura).

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily