Ostatnio zboczyłem ze ścieżki tematyki biznesowej, by eksplorować wątki małżeńskie (we wpisie pt. Dlatego warto się ożenić) i ten wpis jest wyrazem owej tendencji. Dziś będzie o seksie, ale to zupełnie wprost. Powiem Wam dlaczego seks z żoną, to rzecz dla prawdziwych hardkorów, w odróżnieniu od przygodnego bzykanka za każdym razem z inną dawczynią organu, nawet gdyby była tak urodziwa jak siostry Godlewskie skrzyżowane z Pamelą Anderson i Niną Andrycz w pierwszym stuleciu swego życia.

Podróże kształcą

Jeździłem sobie ostatnio po południu Polski i podróż tę odbywałem z pewnym anonimowym kolegą, który nie przyjął jeszcze kajdan małżeństwa na swe młodzieńcze nadgarstki, że tak poetycko powiem. Przez tych parę dni nie tylko śpiewaliśmy hity T-raperów znad Wisły, od czasu do czasu pochylaliśmy nasze czoła i wyjątkowe przecież intelekty nad wieloma problemami trapiącymi dziś ludzkość.

Jednym z owych problemów – jak to oczywiście między mężczyznami – była kwestia, którą trener Jacek Gmoch określa mianem funi funi (polecam Jego genialny wywiad rzekę, pt. Najlepszy trener na świecie), ja określam mianem fiku-miku, a którą zawodowo zajmują się seksuolodzy. No, wiecie już o co chodzi 😉

Monotonia?

Gdy tak sobie po męsku – jednak w duchu na wskroś katolickim! – rozmawialiśmy o czynnym uprawianiu miłości bliźniego, przyszło mi na myśl, że to, czego sam w tym zakresie doświadczam jest totalnym zaprzeczeniem popularnego mitu. Mówi on mianowicie, że jak ludzie są ze sobą już jakiś czas, a już na pewno jeśli są małżeństwem, a już na bank jeśli są małżeństwem katolickim, to nudzą się w sypialni niczym mopsy. No bo cóż można wymyślić po stu latach pożycia?

No to ja Wam teraz powiem dlaczego małżeńska sypialnia to fascynujące miejsce, gdzie nie ma miejsca na nudę. Zapnijcie pasy, a kto nieletni, to niech spyta rodziców o placet na czytanie tego tekstu.

„Poznajecie siebie”

Będąc małym chłopięciem lubiłem sobie czasem poczytać co na temat fiku miku ma do powiedzenia ks. Pawlukiewicz w swoich książkach (na spotkanie z którym zresztą gorąco zapraszam we wrześniu), a to Jaceck Pulikowski w swoich książkach. No i tam jak mantra zawsze się powtarzało, że małżeństwo to wzajemne odkrywanie siebie. I jakkolwiek banalnie to brzmi – tak właśnie jest. Nie tylko wiemy o sobie więcej w sensie intelektualnym – zarówno o przeszłości, jak i śledząc swój rozwój – ale także w sensie seksualnym właśnie.

Zmiany

A jest co poznawać, bo nieustannie się zmieniamy! Każdy poród, to rewolucja w ciele, wrażliwości, uczuciowości nie tylko kobiety, ale i mężczyzny (jak wyznał mi jeden z kolegów, towarzysząc żonie w porodzie zakochał się w niej jak nigdy dotąd, choć znali się 10 lat). Ja wiem, że dziś poród to czasem pojedyncze wydarzenie w życiu wielu par, jednak umówmy się, że to nie jest pożądana i fizjologiczna sytuacja (o czym przekonuję we wpisie pt. Dlaczego nie powinniście się bać porodu) 🙂 Jednak możecie mi wierzyć, a tę opinię potwierdza wielu moich o wiele bardziej doświadczonych kolegów – dokładnie tak jest. Można by nawet powiedzieć: nowy poród, nowa ja 😉

Pomysły

Umówmy się też, że wraz z poznawaniem każdej dziedziny i osiąganiem w niej pewnej wprawy, można rozwinąć własną twórczość. Ta kreatywność wynikająca ze świadomości posiadania za sobą jakiejś przebytej już ścieżki sprawia, że w alkowie nie jest nudno. Tak, tak, chodzi o banalne:

Słuchaj, tak to Cię jeszcze nie miziałem. Może bym Cię tak pomiział?

Takie pomysły można zgłaszać tylko osobie, którą się regularnie mizia, bo świeżo poznana kandydatka do miziania nie wie nawet jak w naszym wydaniu wygląda uznana w dowcipach za kwintesencję nudy pozycja na misjonarza (swoją drogą wciąż nie wiem na czym ona polega, a jako katolicki nudziarz czuję się jednak trochę zobowiązany, by tego klasyka znać).

Kwintesencja nudy?

W tym kontekście dziwię się poszukiwaczom przygód, czy raczej uczestnikom loterii pt. Jakiego syfa dziś złapiesz. Bez względu na to, czy szukają wrażeń w krzakach i na poboczu z potomkiniami Josipa Broz-Tity, Siepana Bandery, czy wreszcie Vlada Drakuli, czy też kulturalnie na celebryckich imprezach poznają niezwykle obiecujące pustaki z kolorowymi tipsami, które gubią majtki równie chętnie, jak… yyyy… no nie wiem jak co. Równie chętnie jak księżyc, chowający się za horyzontem. Czy też wreszcie dziwię się posiadaczom drogich garniturów, którzy zarządzanie zasobami ludzkimi prowadzą swą magiczną różdżką. Nie ma znaczenia.

Seks za każdym razem z kim innym, to jak wymyślanie koła na nowo. To jak kupowanie po raz setny karnetu na siłownię, by zacząć od nowa bycie Schwarzeneggerem. To wreszcie jak zaczynanie studiów i ograniczanie ich co roku na innym wydziale do wizyty na basenie uniwersyteckim.

Co ciekawego może Ci pokazać w sypialni za każdym razem ten sam typ osoby, z którą nawet nie masz jeszcze wspólnego języka (a już masz wspólną kołdrę)? W najlepszym razie będzie to ten sam zestaw podstawowy, za każdym razem wykonywany na innym poziomie mistrzostwa sportowego.

365 twarzy Greya… tzn. Gnyszki

Z jedną żoną, jeśli tylko się kochacie i małżeństwo bierzecie na serio… seks ma 365 twarzy w roku, a Twoja żona prawie codziennie jest inną kobietą. Raz zaczepną kokietką, innym razem rozespaną marudą, raz płochą dwudziestką piątką, innym razem dojrzałą pięćdziesiątką, którą zaczyna już interesować Chwila dla Ciebie. Raz nie wiedzącą co ją czeka młodą mamusią, innym razem nie dającą się niczemu zaskoczyć mother of three, która smoczek daje do oblizania psu. Cóż za różnorodność!

Post Scriptum

Mówią, że zawsze jest pora na lody Koral, jednak moim zdaniem zawsze jest pora na wsparcie którejś z zaprzyjaźnionych firm 🙂 Jeśli Twoja Żona ma jakiś problem, albo się na Ciebie dąsa, weź no popatrz, czy któreś z tych wdzianek nie będzie dla niej dobre… if you know what I mean 😉

 

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily