Zaraz na początku nowego roku ogłosiłem na swoim facebookowym profilu wojnę 🙂 Niektórzy myśleli, że chodzi o wojnę gender ze Smoleńskiem, inni pewnie się domyślali o co chodziło. Prawdziwy przecinak/katolik/facet (niepotrzebne skreślić) powinien toczyć walkę z samym sobą! Tak, kobiety również 🙂Postanowiłem i ja wydać sobie samemu taką wojnę, zresztą któryś już raz z rzędu (mając na koncie zarówno sukcesy, jak i porażki). Na początek jednak odpowiedzi na dwa krótkie zastrzeżenia.

Gnyszka, dlaczego robisz z siebie debila i podejmujesz postanowienia noworoczne?

Pierwszy dzień roku jest tak samo dobry do podjęcia jakiegoś wyzwania jak każdy kolejny, ale – umówmy się – psychologia nasza inaczej reaguje na różne rzeczy. Co innego czujesz w piątek 13., a co innego w czwartek 13., nawet jeśli śmieszą Cię przesądy. Podobnie też inaczej Twoja żona reaguje na zaproszenie do McDonald’sa, inaczej na autorskie mieloniaki, a jeszcze inaczej na zaproszenie na wytworną kolację do Wierzynka na kotletee mielonee. Prawda? Prawda, więc nie marudź.

Ogłaszanie postanowień noworocznych to jeszcze większa żenada niż ich podejmowanie

Jakiś czas temu przeczytałem w dość dobrej książce Kamila Cebulskiego, że publiczne mówienie o swoich celach ma – poza tym, że otoczenie będzie mogło pomóc w ich realizacji (z networkingowego punktu widzenia bardzo ważne) – także i to znaczenie, że wywoła w Tobie silniejszą motywację. Z obawy przed kompromitacją oczywiście. To nie dotyczy rzecz jasna polityków, ale wśród moich Czytelników raczej ich nie ma. OK, jeśli Ty jesteś politykiem – to do mnie napis, muszę Cię zbadać.

WOJNA – Front I – Obronność RP

gen. George Patton Jr, dowódca III Armii USA

gen. George Patton Jr, dowódca III Armii USA

Jak być może wiesz z mojego fejsa, w okolicach narodzin Maksia zacząłem czytać wspomnienia gen. George’a Pattona Wojna. Jak ją poznałem. Niestety, książka jest już nie do dostania na rynku, wydawnictwo De Facto, które ją wydało, najwyraźniej się zwinęło. A szkoda.

O tym dlaczego warto czytać wspomnienia, zbiory listów i dzienniki napiszę innym razem, teraz musisz mi uwierzyć, że nawet gdyby autorem był Konstanty Rokossowski, warto byłoby czytać.

Choć sama książka to materiał na osobny post, albo ich serię pt. Złote myśli gen. Pattona, co niewątpliwie w końcu się wydarzy, chciałem opowiedzieć o jednym fragmencie, który uświadomił mi – ponownie, bo to nic odkrywczego – wagę sprawności fizycznej.

Patton opisując losy swojej III Armii od momentu lądowania w Europie i jej zmagania z Niemcami (tak, Niemcami – nie nazistami), wielokrotnie opisywał sytuacje, w których wymagał od swoich żołnierzy zdolności do długich marszy, bądź szturmowania pozycji niemieckich przez kilkanaście, albo i kilkadziesiąt godzin. W myśl swojej doktryny, że atak musi być przytłaczający, nieustępliwy, szybki, całościowy i… nie przewidujący cofania. Przypomniała mi się własna służba wojskowa, a szczególnie jej poligonowe elementy (tak, byłem w wojsku, przeczytasz o tym tutaj).

Gnyszka w wojsku

Podczas ćwiczeń na „Bogu wojny” pod Toruniem

Co wynika z doświadczeń?

Po pierwsze, pamięć zmęczenia i wyczerpania, gdy po kwadransie czołgania się w piachu i krzakach z ruskim hełmem na głowie, oporządzeniem na sobie nie miałem już siły chronić swojego kałasznikowa przed zapiaszczeniem. Do tego dochodzi pamięć o kopniaku w tyłek, jaki dostałem od Dowódcy i tym co powiedział:

Czołgaj się tak, żeby Cię nie postrzelili w dupę.

Po drugie, świadomość tego, że – choć w rezerwie – wciąż jestem żołnierzem RP. A jak mawiał mł. chor. szt. Piotr Klepacki, mój Dowódca (pozdrawiam, Panie Chorąży!)

Żołnierz gdy uprawia sport, nie uprawia go, tylko umacnia obronność Rzeczypospolitej

No właśnie. Do wojska poszedłem po to, żeby w razie wojny umieć obronić swoją rodzinę przed wrogiem (bez znaczenia, czy chodziłoby o tę bliską – Żonę i dzieci, czy dalszą – Ojczyznę). Po wojsku moja sprawność była świetna, a najstarsi Czytelnicy pamiętają, że w Monachium ostro biegałem. Potem zacząłem budować masę 😉

Wyznaczamy front!

W zeszłym roku dzięki Maćkowi Matejewskiemu monitorowałem swoje usportowienie (zrobił prosty kalendarzyk, w którym zaznaczałem aktywne dni). Na aktywność składała się zarówno kalistenika (tutaj podziękowania kieruję w stronę Krzyśka Bernaciaka, który mi opowiedział o Skazanym na trening), jak i bieganie dla Jasia, którego finałem był start w Biegnij Warszawo 2013. Efekt? 1/3 dni całego roku była treningowa. Nie umarłem, trochę sadła zrzuciłem, ale przede wszystkim zwiększyłem swoją siłę, wytrzymałość i jednak szybkość. Nie mówiąc o pokutno-ascetycznym wymiarze sportu, prawda?

W 2014 roku zamierzam:

  • min. 66% dni spędzić aktywnie,
  • pobiec w półmaratonie,
  • zredukować wagę o 20 kg (po co rodzina ma później kupować wzmacnianą trumnę?)

Trzy konkretne cele do osiągnięcia na tym froncie, z których będę się rozliczał regularnie. Jeśli chcesz mi pomóc je osiągnąć, nie tylko udostępnij ten post (im więcej ludzi go przeczyta, tym większy obciach mnie czeka w wyniku porażki), ale i czasem zapytaj jak mi idzie 🙂

Pytania?

 

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily