Dziś mamy Dzień Zaduszny. Po drodze do domu zdążyłem już odwiedzić cmentarz, by spełnić warunki odpustowe dla którejś z dusz cierpiących w czyśćcu. Z tej okazji pomyślałem o tym, kogo już nie zobaczę po tej stronie nieba. Poznaj ich i pomódl się w ich intencji, albo… za ich wstawiennictwem!

Na wstępie zaznaczam, że o kimś mogłem zapomnieć. To pierwszy sens tytułowego schowania. Dlatego nie ograniczajcie swojej modlitwy tylko do wymienionych, a jeśli pamiętacie o kimś, o kim ja również powinienem pamiętać – dajcie mi koniecznie znać 😉 Ale też schowali mi się wymienieni, bo straciłem ich z oczu. Wiem, być może tylko na moment, bo kiedyś spotkamy się w którymś z dwóch docelowych stanów życia…

24-MODERNA

Pradziadek Stanisław

Człowiek – czołg, pamiętam Go dobrze. Żył 103 lata, w młodości na piechotę wrócił z Syberii znad rzeki Ob. Brał udział potem w wojnie polsko-bolszewickiej. Do końca życia nie używał okularów, zupę mleczną solił. Gdy byłem brzdącem, dał mi czekoladę w zielonym opakowaniu z pajacykiem. Gdy byłem mały, myślałem, że zawsze żył i nigdy nie umrze.

Jego pogrzeb, to jedno z pierwszych pogrzebowych wspomnień mojego życia. Bardzo piękny, z obowiązkowym nocnym czuwaniem przy trumnie.

Dziadek Piotr

Kolega Dziadka Henryka z wojska i zięć Pradziadka Stanisława. Razem szturmowali Berlin. Zawsze cichy, małomówny, siedzący przy piecu i z papierosem. Zmarł, gdy byłem mały, dokładnie wtedy, gdy po raz pierwszy pojechałem do Katowic na Ogólnopolskie Dyktando Ortograficzne. Wieczorem modliliśmy się z Tatą za Niego. Ja myślałem, że o zdrowie, Tata wiedział, że o zbawienie. Pogrzeb z wartą i salwą honorową.

Dziadek Henryk

Pisałem o Nim już na tym blogu, przy okazji tekstu o Marianie Bernaciaku, ps. Orlik, spisałem też Jego wspomnienia wojenne, które opublikowałem w piśmie studentów MISH UW. Niesamowicie uparty, honorowy i dowcipny. W szkole podstawowej sypał Kopiec Sienkiewicza w Okrzei, a urodził się jako syn pisarza we Dworze Szydłowskich w Jagodnem. Gdy dowiedział się, że w wojsku byłem w artylerii, jak On – był zachwycony. Na szczęście spotkaliśmy się jakieś 2 tygodnie przed śmiercią i porozmawialiśmy. Pogrzeb bez warty i salwy, bo parę lat przed śmiercią przestał płacić składki na ZBOWiD, twierdząc że to darmozjady, które w życiu wojny nie widziały 🙂

Ciocia Bronka

Pierwszy pogrzeb, na którym byłem. Pamiętam go tylko dlatego, że znalazłem na podwórku Dziadków miecz, a potem z tym mieczem paradowałem na pogrzebie i mam nawet zdjęcie, gdy mieczem wskazuję na krzyż przy sąsiednim grobie.

Później okazało się, że to nie był miecz, tylko rurka do szczepienia krów. Nie pytajcie jak się tego używało.

Wujek Zdzichu

Wujek ze strony Oleńki. Przezabawny jegomość, kierowca autobusu i zdobywca mandatu za wjeżdżanie na własną posesję w stanie podobno wskazującym. Widział w Maksiu prawdziwego warszawiaka. Mógł godzinami rozmawiać o tym, jak najlepiej dojechać do Warszawy. Odmawiał Różaniec.

Wujek Piotrek

Dzięki Niemu myślałem, ledwo znając Oleńkę, że to córka milionerów, skoro wujek wysłał po Nią do Płocka szofera z samochodem. Potem okazało się, że to nie szofer, tylko kolega z pracy, a samochód firmy, w której obaj pracowali. O elektronice wiedział wszystko, a wyniszczająca choroba pomogła chyba pogodzić się z Bogiem. Czytałem na Jego Mszy pogrzebowej.

prof. Maciej Kysiak

Zawsze uśmiechnięty profesor z WA PW od projektowania, były dziekan wydziału. Mieliśmy wspólnego znajomego, jezuitę z Częstochowy, z którym czasem wymykał się wieczorami na miasto – jak mi opowiadał. Bardzo wierzył w moje moce kreacyjne, co mi schlebiało. Po wpis do indeksu przyszedłem już po Jego śmierci. Pamiętam o Nim zawsze podczas Memento na Mszy Trydenckiej.

dr inż. Grzegorz Figiel

Człowiek legenda. Miałem z Nim ćwiczenia z budownictwa na 1. roku WA PW. Świecki dominikanin, adwersarz o. Zięby. Konserwatysta, kontrrewolucjonista, jako dzwonek w komórce miał chorał gregoriański, podczas zajęć nt. tolerancji w pomiarach w budownictwie nawiązywał do tego, że skoro w budownictwie toleruje się błędy, to tolerancja wobec homoseksualizmu nie może być afirmacją, tylko właśnie zgodą na odchylenie od normy. Konsultował mój dyplom inżynierski i bardzo zapalił się do kaplicy orientowanej z ołtarzem versus Deum. Miał złe zdanie o warszawskiej szkole architektury sakralnej. Zażarty antykomunista. Nie lubił pogańskich imion, szczególnie u dziewczyn 😉

dr inż. Zbigniew Wnuk

Kolega dr. Figla z Zakładu, jednak się chyba nie do końca lubili. Wykład zawsze zaczynał frazą, że skoro później zaczęliśmy, to wcześniej skończymy. Lubił ładne dziewczyny, zresztą wcale się nie dziwię, mam tak samo. Wyglądał mi na człowieka, który z życia czerpie garściami i żyć uwielbia. Lubił malować akwarele.

prof. Kazimierz Szulborski

Jego nazwisko, to synonim konstrukcji. Byłem jednym z kilku studentów na roku, których się nie wstydził. Zlecił mi organizację spotkania dla konstrukcyjnych prymusów po 1. roku, dając na ten cel jakieś 300 zł. Wydałem niecałe 200 zł, ale reszty nie chciał. Elegant, wielki mózg. Na oko skutecznie skonsultował mi płytę żelbetową w moim jedynym zrealizowanym projekcie.

Magda Skrzeczewska

Koleżanka z klasy ze Staszica, spokrewniona z jednymi z moich sąsiadów. Zmarła na raka jeszcze na studiach, nie mogłem być na pogrzebie, który zorganizował Jej niesamowicie zakochany chłopak. Uwielbiała niemiecki i nazywaliśmy Ją Lena. Kwiat, który nie zdążył rozkwitnąć.

Maciek Pielaszkiewicz

Kolega z klasy ze Staszica. Wielbiciel futbolu i brydża. Był w USA, pamiętam jak witaliśmy Go na Okęciu po powrocie z półrocznego bodaj pobytu. Skończył SGH, pracował w branży finansowej. Nie widzieliśmy się od matury. Zmarł tragicznie w sierpniu, pogrzeb był akurat w momencie, gdy jeździłem po Polsce przez cały tydzień. Imponował mi swoim opanowaniem, musiał kiedyś o mnie opowiedzieć w domu, bo wśród osób do powiadomienia, Jego Mama wskazała w sekretariacie szkoły także mnie. Po śmierci zrobił mi w ten sposób przyjemność, bo to przecież miłe. Teraz ja proszę Was o modlitwę za Maćka, tym bardziej że w kazaniu, ksiądz mówił dużo o miłosierdziu.

Robert Wróbel

Nie wiem, czy tak się nazywał, ale mówili o nim i Robert, i Wróbel. Dużo starszy od moich rówieśników. Był niepełnosprawny umysłowo, miał odstające uszy i kiwał się na boki. Próbował trochę łobuzować, ale zawsze w roli quasi maskotki innych starszych na naszym pruszkowskim osiedlu. Znali Go wszyscy. Zauważyłem, że chodził do kościoła na wszystkie pogrzeby. Nie pamiętam, czy ja byłem na Jego.

Pan Tomek

Ojciec koleżanek Oleńki. Walczył długo z rakiem. Pierwsza osoba, za którą modliłem się z Oleńką jako narzeczony. Wracaliśmy z Mszy za Jego duszę niedługo po śmierci z jedną z córek. Oleńka szła z nią przytulona i razem płakały. Nie znaliśmy się, ale jeśli moja Żona kogoś żałuję, to ja też go żałuję. Taką osobą jest p. Tomek i zawsze pamiętam o Nim w Memento.

Pan Pracownik

Kierowca, albo mechanik w Taty firmie. Zmarł na początku lat 90., osierocając niepełnosprawnego syna, który miał nie do końca wykształconą prawą rękę. Pamiętam, że często jeździłem z Rodzicami wieczorem do zatęchłej kamienicy, w której mieszkał osierocony syn, by mu pomóc. Jedno z moich pierwszych doświadczeń ze współczuciem, choć miałem dopiero parę lat. Wtedy też zrozumiałem, że firma, to Rodzina, a pracownicy, to członkowie Rodziny.

Piotrek Radoń

Nie znaliśmy się inaczej, niż z facebooka. Piotrek, to ten dzielny gość, który nie miał rąk, ani nóg. Poprosił mnie o pomoc fundraisingową, później Kuba Szymczuk poprosił o to samo dla Piotrka, potem ktoś jeszcze. Dogadaliśmy się na współpracę w momencie, gdy akcja zbiórkowa zabrnęła w ślepy zaułek i pojawili się hejterzy. Poradziliśmy sobie z nimi, akcja się rozwijała. Wtedy Piotrek trafił do szpitala z niewydolnością oddechową w wyniku przeziębienia i po prostu zmarł. Ledwo zdążył spełnić swoje marzenie i zmarł. Pierwszy Klient, który mi zmarł.

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily