Bądźmy poważni!

Całą Polskę obiegła informacja o tym, że po raz pierwszy w Polsce sąd ukarał człowieka za niewykonanie usługi poligraficznej wobec działaczy środowiska QWERTY. Zawrzało. Zagotowało się. Teraz dowiecie się dlaczego w związku z tym wzywam do zachowania powagi.

O co chodziło?

Drukarnia otrzymała plik do wydruku. Odpisała, jak donosi Puls Biznesu tak:

(…) „Odmawiam wykonania roll up’u z otrzymanej grafiki. Nie przyczyniamy się do promocji ruchów LGBT naszą pracą”.

O to chodzi w sporze, który jakaś fundacja skierowała do sądu, który w trybie nakazowym zasądził 200 zł grzywny. Tak było.

Czy ja wiem?

Czy ja wiem co to za firma? Tak, wiem 🙂 Najlepsze jest to, że to w miarę duża firma i usługi drukarskie robi tylko przy okazji! Ale w związku z tym, że chcą mieć spokój – nie powiem Wam o kogo chodzi.

Dyskutujmy!

Co było potem? Potem były dłuuugaśne dyskusje. Oczywiście zarysowały się dwa wiodące stanowiska, które podsumować można tak:

  • stanowisko A: Skandal! Prawo nie powinno mnie zmuszać do wykonywania usług komuś, komu usługi wykonać nie chcę.
  • stanowisko B: Brawo sąd! Stop dyskryminacji, trzeba przestrzegać prawa i Konstytucji!

Które stanowisko jest mi bliższe, to Wy oczywiście dobrze wiecie, ale zanim je wyłuszczę, chciałem jeszcze przypomnieć, że po pierwsze jestem osobą doświadczoną w byciu dyskryminowanym i to przez homoseksualistów (vide tekst pt. Ratunku! Dyksryminacja!). Po drugie – jestem dyskusyjnym starym wygą, dlatego napisałem aż dwa teksty na ten temat, które przy tej okazji rekomenduję: Nie śpię, bo ktoś w internecie nie ma racji, czyli rzecz o Ukrainie oraz 5 sposobów, dzięki którym Twoja dyskusja o demokracji będzie udana. Po trzecie – jestem również oblatany w tematyce LGBTQWERTY, nie tylko dlatego że mam paru znajomych z tego środowiska, ale i dlatego, że nic co ludzkie nie jest mi obce, a ja bardzo lubię się interesować bardzo dziwnymi ludźmi. Nie na darmo kończyłem też socjologię. Aha i w tym kontekście jeszcze polecę Wam ostatni swój tekst, pt. Co Jarosław Iwaszkiewicz powiedziałby Robertowi Biedroniowi?.

Ale się napolecałem, co? Wróćmy więc do opisu sytuacji. Nastąpił etap ostrej dyskusji, a na wieczór pojawił się nowy news! Fundacja ORDO IURIS zainterweniowała i… jak donosi na swojej stronie www, wyrok stracił moc prawną:

(…) Wskutek interwencji prawników Ordo Iuris, wyrok nakazowy Sądu Rejonowego dla Łodzi-Widzewa w Łodzi, uznający winę pracownika drukarni i skazujący go na karę grzywny w wysokości 200 zł, utracił moc, a sprawa została przekazana do rozpoznania od nowa, na zasadach ogólnych.

Co to znaczy?

W dużym skrócie i w języku nieprawniczym, ale w oparciu o rozmowy z prawnikami. Zbyt wcześnie cieszą się miłośnicy seksualnej ekstrawagancji. Wyrok nakazowy, to pośledni rodzaj orzeczenia, a jak wynika z opisu Ordo Iuris, sąd dość lekko podszedł do całej procedury. Na tym jednak nie koniec – okazuje się, że ciężko powiązać tę sytuację z dyskryminacją w ogóle. Dlaczego? Przeczytajcie komentarz mojego kolegi, Marka:

dyskryminacja jest wtedy, kiedy człowieka traktuje się inaczej niż innych że względu na jego cechy osobiste, a nie że względu na cechy przedmiotu. Ergo, byłaby wtedy, gdyby odmówili mu obsługi przez to, że jest gejem, czarnoskórym czy katolikiem. Nie wtedy, kiedy ZAMÓWIENIE jest nieakceptowane że względu na cechy zamówienia. Czyli jakby przyszedł biały aryjski katolik heteroseksualny z tym samym zamówieniem i też zamówienie nie zostałoby przyjęte, to nie ma mowy o dyskryminacji człowieka, a co najwyżej zamówienia. Że też ludzie nie rozumieją podstaw…

Rozumiecie? Sąd uznał, że to dyskryminacja, zapominając że dyskryminacja dotyczy cech podmiotu, nie przedmiotu… 😀 Cóż, na miejscu działaczy wiadomych środowisk nie brnąłbym dalej w ten kazus, bo jest jednak przegrany. A jeśli Wasi znajomi nadal grzmią, że prawo trzeba szanować i drukarnia ma obowiązek – opowiedzcie o tym tekście, albo im go podrzućcie. Może to prawo przestanie im się zresztą podobać 😉

sculpture-1431492_640

Bądźmy poważni. Jak ten facet u góry.

Ale dotknijmy na moment rdzenia całej sytuacji. Czy naprawdę chcemy świata, w którym nie będzie dyskryminacji? Świata, w którym będziesz musiał ożenić się z dziewczyną, która Ci się oświadczy, nawet jeśli Ci się nie spodoba? Świata, w którym będziesz musiał przyjąć na swoje zajęcia idioty, który nie zna podstaw Twojej dziedziny, ma za to aspiracje i bezczelność, by walczyć o nakaz? Świata, w którym będziesz musiał zatrudnić kogoś tylko dlatego, że się do Ciebie zgłosił? Świata, w którym państwo i jego urzędnicy będą decydowali jaki biznes i z kim mamy robić? Przecież to dziecinne. Dyskryminacja – od doboru przyjaciół, przez klasówki i egzaminy, aż po dobór współpracowników – jest kwintesencją stosunków międzyludzkich! By była strawna, ważne są dwie rzeczy:

  • by dyskryminujący nie był monopolistą, bo jeśli dyskryminuje Cię monopolista, faktycznie nie masz wyboru i zostajesz bez niczego,
  • by dyskryminujący nie robił z Ciebie przedmiotu, ale to już po prostu kwestia kultury osobistej.

Bycie poważnym wymaga, by przyjąć na klatę to, że ktoś nie chce robić z nami biznesu. I albo szybko znaleźć konkurenta, albo założyć coś swojego, albo zorganizować protest konsumencki. Jeśli okaże się, że 99% rynku myśli tak jak Ty, brawo. Jeśli nie – nie leć na policję, nie leć do sądu, bo to dziecinne. I jak tu nie wierzyć, że homoseksualizm, to w znaczącej liczbie przypadków przejaw jakiejś niedojrzałości…

Żarty na bok. Po prostu warto zauważyć, że społeczeństwo obywatelskie kończy się wtedy, gdy ludzie w błahych sprawach rozmawiają przez prawników i w błahych sprawach potrzebują policyjnej pałki.

Zostaw komentarz