Historia pewnej kratki w brwinowskim kościele, Msza Trydencka, rodzina i śmierć…

Bliżej ten kościół poznałem niecałe 10 lat temu, gdy w swoje 21. urodziny dostałem od Benedykta XVI osobliwy prezent — motu proprio Summorum Pontificum, którego wynikiem była oddolna inicjatywa, by w pobliskiej parafii zaczęła odprawiać się Msza po staremu. Parę miesięcy zabiegów przyniosło rezultaty i od tej pory prawie co niedzielę jesteśmy w brwinowskim kościele.

Przypadek

Nie będę opisywał perypetii, które wiązały się z całym procesem, ale jeden fakt godzien jest odnotowania. Okazało się szybko, że obecnym proboszczem parafii jest ksiądz, który łudząco przypomina tego, który mnie chrzcił… Wystarczyła jedna wizyta moich Rodziców na Mszy, by potwierdzić — to ten właśnie ksiądz przyjmował mnie w progi Kościoła jeszcze w latach 80. Ładny zbieg okoliczności, prawda? Miałem nie lada satysfakcję, będąc na jego pierwszej celebracji Mszy Trydenckiej, gdy wyraźnie wzruszony (choć jest raczej człowiekiem o małej skłonności do przesadnej dyplomacji) mówił, że czuje się, jakby odprawiał Mszę prymicyjną. Można powiedzieć, że to ja — i kilku bardziej ode mnie zasłużonych znajomych — otworzyłem mu drzwi do starego rytu. On mi otwierał drzwi Kościoła, a ja z ekipą — do starej liturgii. Pan Bóg to ma poczucie humoru.

Po co ten wpis?

Być może zastanawiasz się, po co ten wpis i co to w ogóle ma do rzeczy. Tak, o liturgii na blogu nie piszę często, a nawet rzadko — a jeśli już, to słowami Czytelników (jak pamiętny wpis z listem Karoliny: Oddaję głos Czytelnikom :-) Karolina o Mszy Trydenckiej, który — ku mojemu zdziwieniu — niejednego zaprowadził już na Tridentinę). Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie kratka przed wejściem do brwinowskiego kościoła. I nie wiem, jaki to ma związek z poprzednimi wpisami — ale to Gnyszkoblog, czyli blog o tym, co mnie porusza — więc dziś jest o kratce i brwinowskiej parafii.

Budowniczowie

Kościół w ogóle pełen jest bardzo fajnych akcentów z przeszłości. Nie wszystkie dziś dla Was sfotografowałem, ale pokażę trzy. Dlaczego? Wybierzcie się w którąś niedzielę do Brwinowa na Mszę o godz. 15:00 i sami obejrzyjcie. A jest co oglądać — od relikwii św. bp. Szczęsnego Felińskiego, przez obraz św. Maksymiliana, po piękny ołtarz. Moją uwagę jednak — jak to zwykle — poprzykuwały drobne rzeczy. Na przykład tabliczki fundatorów na ławkach, osoby i podmioty fundujące witraże w poszczególnych latach, czy wreszcie ta tabliczka przy wejściu (uwagę zwraca też ładne, przedwojenne liternictwo):

20170507_155601[1]

Zwróćcie uwagę na dbałość o wdzięczność wobec poszczególnych osób zaangażowanych w projekt. To dziś rzadkie i dziś pewnie stwierdzilibyśmy, że proboszcz i inż. Wołkowiński mieli parcie na szkło.

Co to?

Dziś też zobaczyłem coś zupełnie nowego. Przy dolnej krawędzi cokołu po lewej stronie od wejścia znajduje się taki metalowy element z orłem. Ktoś wie co to jest?

20170507_154457[1]

Kratka

I na koniec właśnie kratka. Staliśmy z Antosiem przed wejściem i ją kontemplowaliśmy. Antoś bardziej to, co w nią wpadło lub ręka ludzka specjalnie wrzuciła — a ja to, że wysokość dzieląca kratkę od dolnej krawędzi dołu, nad którym ją zawieszono, to w pewnym sensie miara ambicji budowniczych kościoła. Dlaczego? Ten dół z czasem wypełni się piachem i kurzem naniesionym przez ludzi chodzących na Msze. Te 20–30 cm przez ileś tam lat zmniejszy się do 2 cm albo zrówna się z wysokością kratki. Być może to banalne, ale o ile zawsze kościół brwinowski zmusza mnie do myślenia o śmierci i przemijaniu — bo wszystkie te świadectwa ludzkiego zaangażowania sprzed lat to przecież świadectwa aktywności takich jak my ludzi, którzy pomarli — to dziś ta kratka i ta wysokość zmusiły mnie do myślenia o śmierci i przemijaniu jeszcze bardziej.

20170507_154233[1]

Antoś widział tam szyszki, kamyki i pinezki. Ja widziałem tam śmierć i swoje praprawnuki, które z bloga albo księgi rodzinnej dowiedzą się, że prapradziadek lubił odwiedzać brwinowski kościół…

Swoją drogą…

… gdyby temat starej Mszy Was poruszał, to polecam tę książkę. Bardzo świeża i napisana przez młodego księdza, ale za to świetna:

msza

Zostaw komentarz