Kilka lat temu, gdy odchodziłem z Fronda.pl razem z resztą ekipy, dowiedziałem się o sobie od innych wszystkiego. Był to czas, w którym zarazem równie wielu osobom musiałem gorąco podziękować, jak i wiele osób przeprosić. Podobna sytuacja spotkała mnie teraz.

Tak, chodzi o książkę Zabijajcie polityków Jarka Kaczyńskiego. W związku z tym, że większość Czytelników za chwilę przestanie czytać, od razu przejdę do meritum, byście mogli przeczytać, a w dalszej części wpisu – już dla chętnych – powiem resztę, która moim zdaniem jest równie istotna.

Chciałem przeprosić wszystkich tych, którzy mnie znają w jakimkolwiek stopniu. Za co? Za to, że musieli się zacząć zastanawiać, czy nie zidiociałem, czy nie zmieniłem orientacji ideowej, czy wreszcie nie jestem mentalnym synem Lesiaka. Dla niektórych była to zbyt duża próba, bo uwierzyli w o wiele więcej rzeczy, których nawet nie jestem w stanie wymyślić i od razu zmieszali mnie z błotem. Inni umieli po koleżeńsku życzliwie wyrazić swoje zdanie, jeszcze inni pogratulować. Przepraszam Was za to, że musieliście zastanawiać się nad tym, czy ten Gnyszka, którego znacie i znaliście od lat, nie jest przypadkiem jakimś nieautentycznym Gnyszką i czy jego pomysły są rzeczywiście godne wspierania. Zapewniam – u mnie nic się nie zmieniło, ja zaś nie okazałem się jasnowidzem. Zresztą nie pierwszy raz. Przepraszam także za to, że niektórzy musieli się tłumaczyć ze znajomości ze mną.

Chciałem przeprosić także wszystkich tych, którzy mnie w ogóle nie znają. Za co? Za to, że poznali mnie w bardzo specyficzny sposób. Co więcej, w sposób, na który zupełnie nie mam wpływu i przypomina już niestety zabawę w głuchy telefon.

O co zatem w tym wszystkim chodzi?

W ciągu minionej niedzieli pisałem już o tym w wielu miejscach, ale postanowiłem to wreszcie zrobić w jednym miejscu. Historia jest bardzo prosta. Pewnego dnia dowiedziałem się, że mój znajomy – Jarek Kaczyński – kończy pisać książkę. Poprosił mnie o jej lekturę, podsunięcie jakiejś organizacji pozarządowej aktywizującej obywateli i wsparcie w dotarciu do ludzi zainteresowanych polityką.

Książkę przeczytałem z wypiekami na twarzy, wciągnąłem ją w ciągu dwóch wieczorów, zresztą podobnie jak Wieżę komunistów, do której jest bardzo podobna, jeśli chodzi o ogląd rzeczywistości w której żyjemy. Cały czas zresztą uważam, że dobrze byłoby gdyby przeczytał ją każdy obywatel. Dlaczego? Abstrahując od tytułu, którzy rzeczywiście spełnił fatalną rolę skupiając uwagę wszystkich na sobie, zamiast zachęcać do sięgnięcia po treść, książka stanowi wielki manifest podmiotowości obywateli w Państwie. Jest takim wołaniem DOŚĆ. Zresztą weekendowe protesty związkowe, podczas których miał miejsce happening z małpami z twarzami polityków, nasunęły mi myśl, że chyba ktoś z jego twórców czytał tę książkę i dosłownie przeniósł z niej wizję polityków jako „małp” właśnie, tańczących tak jak im zagrają prawdziwi decydenci, których życiorysy często mają bardzo bogaty koloryt, by to oględnie określić.

Tak, czy inaczej – między innymi w tym właśnie widzę wielką wartość książki i dlatego postanowiłem także zaangażować swoją bazę mailingową w rozesłanie wieści o jej wydaniu. Ostatecznie także organizacją wspieraną 10% z ebooków została założona przeze mnie fundacja, której właściwością jest to, że współpracuje z wieloma różnymi organizacjami i będzie mogła te środki przeznaczyć na kilka z tych wolnorynkowych wskazanych przez Autora (dla każdego, kto czytał książkę, jest to już zupełnie jasne).

Wysłałem obiecany mailing, w którym zresztą napisałem, że nie o tego Jarosława chodzi, ale mimo to książkę polecam. Później dwukrotnie wrzuciłem link do książki na facebooku. Sama fundacja książki nie promowała, co łatwo można sprawdzić, bo i nie taka jest jej rola.

Czego się spodziewałem? Mówiąc szczerze, sądziłem że media mainstreamowe zareagują szałem, a lemingoza rzuci się do kupowania obrazoburczej, haniebnej książki, która w efekcie otworzy im oczy na system, w którym żyją i który popierają. Jakiej reakcji spodziewałem się po znajomych i nieznajomych z prawej strony? Że szybko złapią się o co chodzi, a samą książkę docenią (jak już pisałem – paralela z Wieżą komunistów jest chyba najlepsza). Nie doceniłem jednak siły tytułu, który wciąż uważam za zbyt mocny, ale chyba zbyt mocno patrzę na niego przez pryzmat samej treści, czego siłą rzeczy nikt nie podzieli, bo i pewnie nikt jej nie przeczyta.

Stało się DOKŁADNIE odwrotnie.

Media mainstreamowe temat zupełnie zignorowały, uważając książkę za marniutką prowokację i temat wydawał się umarły. Do czasu, gdy Adam Hofman u Moniki Olejnik nie zaczął opowiadać niestworzonych historii na temat mnóstwa billboardów w całej Polsce kupionych przez tajne służby, by nawoływać do mordowania i ośmieszać Tego Jarosława Kaczyńskiego, a tej narracji nie zaczął powielać serwis wpolityce.pl. Więcej na ten temat napisała (dzięki Maćkowi za podesłanie) Matka Kurka, moim zdaniem niezwykle trafnie, pod następującym linkiem: http://www.kontrowersje.net/panowie_kochan_brudzi_ski_karnowscy_nie_kompromitujcie_siebie_i_nie_wci_gajcie_w_kompromitacje

Od tego momentu historia jest już zupełnie nie moją bajką, a jej kolejne wątki, konotacje i dywagacje przyprawiają mnie o coraz większe zdziwienie. Oczywiście ex post wszystko było do przewidzenia. Cóż, aż taki bystry widocznie nie jestem, zresztą gdybym był i miał jakieś ciemne zamiary, nie musiałbym niczego drobiazgowo tłumaczyć.

Dziękuję wszystkim, którzy potrafili wyrazić swoje zdanie w uprzejmy sposób. Dziękuję wszystkim, którzy tego nie potrafili – dzięki Wam miałem okazję ćwiczyć się w pokorze, a być może i Wy kiedyś uznacie, że Was poniosło. Bo skoro nadwyrężyłem Wasze zaufanie, tym ciężej będę pracował, by je odzyskać, mimo że od dawna się nie oszczędzam. Proszę tylko o to, byście umieli spojrzeć na mnie, to co robiłem, robię i robić zamierzam, chłodnym okiem. Nic więcej chyba nie jest mi potrzebne. Do tego, że mam i będę miał wrogów zdążyłem się na przestrzeni kilku lat tej, w pewnym sensie publicznej działalności przyzwyczaić.