Dla wielu osób nie ma różnicy między dwoma tytułowymi stwierdzeniami. Tymczasem zrozumienie fundamentalnej różnicy między nimi, to moim zdaniem warunek konieczny nie tylko do tego, by nie mieć problemów finansowych, ale i do tego, by pieniędzy mieć po prostu więcej. Już wyjaśniam dlaczego.

Całe zagadnienie można streścić opisując dwa style myślenia. Inspiracji do tego wpisu było wiele, ale jedną z nich były rozmowy z Maksiem.

wallet-1013789_1280

Dziecięce myślenie

Mój rezolutny 3-latek szybko uświadomił mi, jak bezproblemowo patrzą na pieniądze dzieci. Jeśli tatuś ma w portfelu pieniądze, albo kartę płatniczą przy sobie – nie ma powodu, by czegoś nie kupić. Zawsze pojawia się argument:

Ale Tato, przecież masz pieniążki.

No właśnie, pieniążki nawet mam, ale nie stać nas na ten zakup. To jest moment, którego zazwyczaj nie rozumie dziecko. Na końcu postaram się odpowiedzieć dlaczego.

Dorosłe myślenie

Myślenie dorosłe, do którego niektórzy nigdy, albo bardzo późno dorastają, to jest myślenie osoby, które ma przed oczami cele długofalowe, nie tylko bieżące. Mając rozszerzoną perspektywę, ma świadomość, że posiadając 1000 zł w kieszeni i mając okazję kupienia pięknych butów (np. w Zalando – podobno to teraz najmodniejsze miejsce) za jedyne 299 zł, zerowe oszczędności oraz konieczność opłacenia rachunku za gaz za miesiąc za cały kwartał… de facto nie stać jej na kupno butów. Nawet gdyby rachunek za gaz z butami sumowałby się do kwoty poniżej 1 000 zł! Bo przecież pieniądze na emeryturę, czy choćby nie przewidziane wydatki same się nie odłożą! Przypomnę, że wg moich wyliczeń dobrze byłoby oszczędzić jedyne… 167 zł dziennie. Pisałem o tym w tekście pt. Zawsze będziesz biedny, biedny Misiu Pysiu.

Powiesz, że nic w tym nadzwyczajnego i żadna filozofia, wystarczy usiąść na siedzeniu, pomyśleć o swoim budżecie domowym… i człowiek sobie takie rzeczy uświadamia. Ba! Nawet uwzględnia w codziennych wydatkach. Może i tak. Pytanie tylko jak dużo osób robi budżet domowy, albo osobisty.

Różnica

Różnica w obu sposobach myślenia moim zdaniem zasadza się na dwóch rzeczach. Po pierwsze – horyzoncie. Dzieci i ludzie nierozsądni myślą hiperkrótkoterminowo. 12 godzin to jest maksymalny horyzont. Jest jednak jeszcze druga rzecz. To myślenie przepływem, by nie powiedzieć cashflowem, zamiast saldem. Dziecko niczego jeszcze nie antycypuje, nie przewiduje, nie czuje też odpowiedzialności (o czym pisałem we wpisie pt. Kultura nieodpowiedzialności), więc jest skłonne wydać wszystko co ma.

Zauważmy, że brak myślenia przepływem powoduje też brak możliwości zorientowania się we własnej sytuacji i podjęcia decyzji w związku z tymi konstatacjami. Na przykład o zmianie pracy, branży, czy wzięciu dodatkowej fuchy.

Tzw. dzisiejsze czasy

Prawda, że znajomo brzmi? Znam wielu ludzi dorosłych, niektórych po 50-tce, którzy cały czas myślą jak dzieci, wierząc w ZUS, albo w to, że czas na oszczędzanie jeszcze przyjdzie. W tym sensie żyjemy w zdziecinniałych czasach.

Ćwiczenie na koniec

Popatrz na obrazki poniżej, nic nie kup, a wartość butów, które Ci się podobały wpłać na oddzielne konto, gdzie trzymasz pieniądze na czarną godzinę, albo emeryturę 🙂

Udało się? 🙂

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily