Patriotyzm to nie masochizm

Stereotypy są bardzo pożyteczne. Pozwalają uniknąć zaskoczeń, ułatwiają życie*. Są jednak takie, które nie wynikają z doświadczenia, ale z głupoty. I takim właśnie przykładem jest ten, który tutaj w telegraficznym skrócie opiszę. Dlaczego? Bo mnie bardzo denerwuje.

No, to weź Ty mnie pokaż polski samochód

Zwykle jest tak. Rozmowa schodzi na rejony patriotyzmu ekonomicznego i nagle jakiś średnio rozgarnięty śmieszek, albo nawet i rozgarnięty człowiek wyjeżdża z tekstem:

No tak, fajnie z tym patriotyzmem, ale wiesz, to nie ma sensu. Pokaż mi polski samochód.

Co wtedy czujesz? Mniej więcej to samo, co wówczas, gdy ktoś, kto wie, że jesteś katolikiem podsuwa Ci Tygodnik Powszechny. Delikatnie rzecz ujmując – czujesz, że się nie rozumiecie.

Protekcjonis!

Na tym temat się nie kończy. Rozmowa idzie dalej. Znad piwa budzi się kolega libertarianin (któremu przed laty podsuwałeś lektury, które wyleczyły go z etatyzmu) i mówi z miną Korwina dyskutującego z Senyszyn:

Ale przecież jak można w ogóle taką ideę popierać, przecież to protekcjonis i socjalis!

Wtedy już czujesz się jak… no nie wiem jak. Pomóżcie mi wymyślić analogię, bo już późna pora.

młodzi patrioci

Masochizm, czyli dlaczego to piszę?

I wtedy, gdy już Ci wszystko opadło i leży na podłodze, przychodzi ktoś, kto mówi że niby dlaczego on ma kupować gorsze rzeczy, tylko po to, żeby ich producentom, cebulakom lokalnym i januszom biznesu, którzy na pewno nie płacą swoim pracownikom za nadgodziny i podgodziny. I wtedy już wiesz, że niby posługujecie się tym samym językiem, ale zupełnie się nie rozumiecie.

Bo przecież patriotyzm ekonomiczny to nie masochizm i nie polega na kupowaniu za każdym razem u Polaka, tylko wybieranie Polaka wówczas, gdy jego oferta nie odbiega od rynkowego benchmarku. To także nie masochizm w tym sensie, że nie jeździmy drezynami polskiej produkcji, bo nie ma na rynku polskich samochodów, tylko staramy się je kupować od polskiego dealera.

Patriotyzm ekonomiczny to także nie protekcjonizm, ani socjalizm, bo chodzi o budzenie postawy u zwykłych aktorów podejmujących zwykłe, codzienne, prywatne decyzje zakupowe (zarówno B2C, jak i grube B2B), a nie urzędowe wprowadzenie autarkii.

Poszerzajcie…

…wiedzę! W zasadzie, to mam wrażenie, że niewiele więcej napisałem ponad to, co kiedyś opisałem we wpisie pod znamiennym tytułem Parę pytań o patriotyzm ekonomiczny, które musisz sobie zadać…, jednak uroda krótkich tekstów polega na tym, że więcej osób je znajduje i chce przeczytać. Dlatego jeśli zaintrygowałem – wchodź głębiej w temat i nie gdacz bezmyślnie.


*) Intryguje dlaczego stereotypy ułatwiają życie? Zapraszam do pytań w komentarzach 😉

Zostaw komentarz