Może wiecie, a może nie wiecie, że od paru lat moje macki sięgają aż na daleki Wschód, do Singapuru, Malezji, Hong Kongu. Dzięki komu? Dzięki dr Jeh Shyan Wongowi. To wyjątkowy facet z tamtych okolic. Wprowadził na tamtejsze giełdy 16 własnych spółek i kolejnych ponad 70, w które wszedł jako anioł. W czerwcu znów się z nim zobaczę i o tym jest ten wpis.

Wprowadzenie

Wszystko zaczęło się tak, że Szymon Pawlica z Vintomu opowiedział mi o tym, że zna gościa z Azji, który pokazał mu, że nic nie wie o biznesie. To był w ogóle wyjątkowy dzień, bo nie dość, że jechaliśmy wtedy pociągiem do Krakowa na spotkanie z kard. Dziwiszem ws. StatupNaMaxa.pl (btw. podpisaliście już tę petycję?), to jeszcze był to pierwszy dzień emisji akcji Towarzystw Biznesowych SA. Szymon, który przygodę z biznesem zaczął bardzo wcześnie, który na dodatek pochodzi z przedsiębiorczej rodziny, więc można popwiedzieć, że dużo wyssał z mlekiem matki, przekonywał mnie, że tak naprawdę to dopiero zajęcia z drem Wongiem nauczyły go tworzenia firm i zdobywania rynku. Hmmm… trudno mi było w to uwierzyć. Szymon jednak opowiadał mi o tym w konkretnym celu – by zachęcić mnie do uczestnictwa w pierwszej wizycie Doktora w Polsce, miesiąc później. Jak na ówczesne moje standardy, ale w sumie i nadal – było to najdroższe szkolenie, w którym brałem udział.

Nic to! Już po pierwszej przerwie, podczas przechadzki korytarzem warszawskiego Sheratona wiedziałem, że było warto. Dziś dzielę się z Wami trzema z dziesiątek rzeczy, którymi w trakcie seminarium Miracles of Capital zrył mi beret dr Wong. Zanim jednak o tym opowiem, poznajcie Doktora i Maksia, który po tym, gdy podszedł do Niego i powiedział:

Hi Doctor, my name is Maksio!

zyskał sobie przydomek The youngest tycoon:

#GnyszkaJr while networking with Dr Wong 🙂 #TheYoungestTycoon

Post udostępniony przez  Maciej Gnyszka (@maciejgnyszka)

 

Modele rozwoju organizacji

Wtedy w lipcu jedna z moich firm była na takim etapie rozwoju, że albo należało ją zamknąć, albo zrewolucjonizować. Równocześnie niemiłosiernie dłużył się czas, w którym szukałem w niej miejsca dla najdroższego pracownika, w którym widziałem duży potencjał, ale od dobrych paru lat nie mogłem dopasować go do miejsca w strukturze (kto czytał mój wpis pt. Cała prawda o wszystkich moich kochankach, ten wie o co chodzi). Miałem więc do wyboru – jakaś rewolucja, albo zamknąć i nie dekoncentrować się, szczególnie w obliczu dużych szans na innym rynku.

Jeden ze slajdów Doktora poddał mi rozwiązanie. Ruch był genialnie prosty. Ja przechodzę do wirtualnej rady nadzorczej, ów członek zespołu z duzym potencjałem na lidera i wio do przodu. Rozwój firmy eksplodował. Po ponad roku dynamicznego rozwoju okazało się wprawdzie, że zapomniałem o paru innych wskazówkach Doktora, przede wszystkim delegując poprzez abdykację bardziej, niż faktycznie sprawując funkcję nadzorczą, ale idę za ciosem i optymalizujemy tę formułę. Sam bym na to nie wpadł.

To odkrycie jest jeszcze o tyle ważne, że pomiędzy 4. a 5. modelem organizacji (jest ich w sumie 6) istnieje przepaść – zdaniem Doktora – nie do przeskoczenia. Jestem na najlepszej drodze, by dowieść, że przeskoczyć się ją da, jednak uczony związanymi z tym trudnościami, uwierzyłem jeszcze mocniej doświadczeniu Wonga i każde kolejne przedsięwzięcie od samego początku modeluję na wzór modelu 5., albo od razu 6. Szkoda tracić czas, albo – jak mówił ojciec Lee Iacocci – „Po co iść, skoro można biec?”.

Model biznesowy KFC

Na trzydniowym seminarium Doktor robi w zasadzie przegląd wielu dziedzin i jak mówi, MOC (bo taki skrót funkcjonuje) to w zasadzie trzydniowy skrót MBA Harvardu. I patrząc na efekty, jestem skłonny w to uwierzyć 🙂 W ciągu półtora roku MOC Poland dochowało się trzech spółek akcyjnych o łącznej wycenie ponad 20 000 000 zł.

Jednym z bardziej zachwycających fragmentów zajęć jest analiza modeli biznesowych bardzo różnych od siebie firm. Jedną z nich jest KFC. Ich model jest wielopiętrowy. KFC robi kanapki z kurczakami, prawda? Nie do końca. KFC jest właścicielem łańcucha dostaw do restauracji, które posiadają w zasadzie franczyzobiorcy. Albo łatwiej – KFC sprzedaje prawo do prowadzenia restauracji pod swoją marką i równocześnie jest właścicielem, albo choć współwłaścicielem łańcucha dostaw. Co to znaczy? Chcesz dostarczać kurczaki do KFC? Fajnie. Zapłać nam opłatę roczną i dorzuć parę procent udziałów, a gwarantujemy Ci regularny odbiór zyliona kurczaków. Chcesz dostarczać kurczakowe witaminy producentom kurczaków certyfikowanych przez KFC? Super. Tu jest faktura za licencję i jeszcze dorzuć udziały. Robisz kubki papierowe? Świetnie się składa. Chcesz je dostarczać do KFC? I tak dalej, aż do ściółki do kurników i AGD do restauracji. W zasadzie, to pewnie opłaciłoby się centrali firmy sponsorowanie franczyzobiorcom robienia kanapek za darmo 🙂

Model biznesowy China Construction

Firma budowlana China Construction to majstersztyk nie gorszy, niż KFC. Firma działa na całym świecie i zatrudnia raczej Chińczyków. Jest w stanie wygrywać prawie wszystkie przetargi na całym świecie. Dlaczego? Dzięki sprytnemu modelowi biznesowemu, który czyni zeń niezwykłą firmę budowlaną. By pracować zagranicą – a pragnie tego każdy Chińczyk – potencjalny budowlaniec musi wpłacić kaucję, z tego co pamiętam, 2000 USD. W zasadzie już w drugim miesiącu na zagranicznej budowie, ta inwestycja się zwraca, więc nikt nie ma wątpliwości, że warto się zapożyczyć w całej wiosce. Kaucja jest zabezpieczeniem na wypadek złego zachowania pracownika – pijaństwo, lenistwo, etc. W razie ich wystąpienia opłata przepada, a człowiek wraca do ChRL i traci pracę. Czy można się dziwić, że do China Construction garną się masy pracowników, z którymi na dodatek nie ma później problemu? Ale idźmy dalej. Ekonomiczny skutek takiego modelu jest taki, że firma dysponuje ogromną i stabilną nadpłynnością. Jak ją pożytkuje? Przejmuje lokalne firmy wykonawcze, cementownie, betorniarnie, słowem – łańcuch dostaw, jak KFC. Idzie jednak dalej – stworzyła bank, który obsługuje transfery tysięcy swoich pracowników i znów część pieniędzy zostaje w rodzinie. Wreszcie – stać ją na dumping. Nie ma się więc co dziwić, że gdziekolwiek debiutuje ChC, firmy stające do przetargów budowlanych drżą…

Dlaczego model bizesowy jest ważny? Właśnie dlatego, że odpowiednia jego konstrukcja sprawia, iż trudno z Tobą konkurować.

I co?

I nic. Wpisów na blogu inspirowanych Doktorem powstało już parę. Na pewno trzy poniższe, w kolejności powstania:

Pod koniec zeszłego roku Doktor przeszedł operację oka, po której nastąpiły pewne komplikacje. Oko goiło się o wiele dłużej, niż miało, a nasz bohater uznał, że chyba najwyższa pora zakończyć prowadzenie seminariów na całym świecie i skupić się na tzw. unicorn farming, czyli przekształceniu w spółki o miliardowej wycenie, parunastu, a może parudziesięciu firm z grona dotychczasowych absolwentów. Długo namawialiśmy go do nie porzucania planów rozwoju w Europie, które koncentrowały się dotąd na Polsce… i udało się. Po trzech miesiącach gorących czatów na WhatsAppie dostaliśmy termin – Doktor przyleci do Polski i poprowadzi MOC w dn. 4 – 6 czerwca. Prawdopodobnie będzie to jedyna edycja w tym roku i nie możemy autorytatywnie potwierdzić, czy nie będzie to zarazem edycja ostatnia. Oficjalny cennik jest na www.MiraclesOfCapital.pl.

Firmy rekomendowane przeze mnie i paru kolegów mogą wejść za 10 000 PLN, zamiast USD. Firmy związane z Towarzystwami Biznesowymi i Polskim Śladem – za 6 000 zł. Reszta według międzynarodowego cennika. I wiecie co? Choć sumy wydają się bajońskie, to po tych paru edycjach, w których brałem udział mogę powiedzieć jedno – nikt w Polsce Was tego nie nauczy.

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily