Kredyt hipoteczny to w Polsce podobno największy czynnik cementujący małżeństwa, a zarazem największy ich destabilizator, gdyż możliwość, albo brak możliwości jego spłacania, albo wahania wysokości jego rat potrafią naruszać mir domowy lepiej, niż problemy z potencją, czy wyjście na jaw tego, że jedno z małżonkó jest tak naprawdę kosmitą, a nie człowiekiem. Temat mi
osobiście obcy, jednak postanowiłem w nim się trochę zorientować i jakoś pomóc tym, którzy mogą jakiegoś rozeznania potrzebować.

Czytelnicy na ratunek

Moja motywacja wzrosła tym bardziej, że dowiedziałem się od jednej z Czytelniczek, że zanim podejmie z mężem jakąś poważniejszą decyzję, na temat której mogę mieć zdanie – stara się przeguglać mojego bloga, by sprawdzić co na ten temat pisałem.

Jak więc może zabraknąć takiego tematu, skoro dotyczy on tylu ludzi. Jako, że jednak nie mam w tym względzie żadnych własnych doświadczeń,a jedynie tylko pośrednie, związane z kredytami moich pracowników, to postanowiłem wezwać na
ratunek Czytelników. W jednym z odcinków #GnyszkaDaily poprosiłem tych, którzy mają jakieś doświadczenia o podzielenie się nimi.

Marcin Iwuć

O tym temacie myślałem już kiedyś, jakieś 3 lata temu, gdy na plaży w Rowach (oczywiście koło Ustki) czytałem Jak zadbać o własne finanse Marcina Iwucia. Szybko jednak uznałem – obserwując później sukcesy Michała Szafrańskiego i
innych blogerów finansowych, że w zasadzie temat został wyczerpany.

Kto potrzebuje, na pewno skorzysta z Finansowego Ninjy, albo świetnego kursu wspomnianego wyżej Marcina Iwucia pt. Kredyt hipoteczny krok po kroku i po temacie. No, ale okazuje się, że nawet jeśli – obaj panowie nie pokrywają całego internetu i być może tego i owego Gnyszkoczytelnika muszę do nich skierować. Tymczasem…

…sprawdźmy co do powiedzenia mają Subskrybenci Daily!

Poniżej cytaty i moje krótkie omówienia, a na końcu podsumowanie 🙂

Witam
Sprzedaje i kupuje mieszkanie. Moje ktoś kupuje na kredyt… Podobno ma dobrą zdolność ale zobaczymy.
Ja po zasięgnięciu opinii doradcy stwierdziłam że kupię tylko za gotówkę. Trzeba polikwidowac karty kredytowe i saldo debetpwe na koncie… wybrać bank… czekać czy łaskawie kredytu udzieli ryzykując stratę zadatku, a potem i tak spłacać olbrzymie raty z dużą stratą dając zarobić bankowi. Dodatkowo nie jestem właścicielem mieszkania tylko bank…NIE
Pozdrawiam również
Ewa

Szanuję 🙂 Podejście cash only jest godne pochwały, jednak na marginesie tylko dodam, że branie kredytu największy sens ma wtedy, gdy z gotówką nie mamy problemu – tylko wtedy bank pożyczy pieniądze tanio.

Panie Macieju,
odnośnie kredytów hipotetycznych:

1. Jako typowy kontrarianin i w przeciwieństwie do większości 30-latków kredytu hipotecznego nie mam. Raczej nie będę go miał w perspektywie 2-3 lat

2. Przyczyn jest kilka

a) W Polsce nie ma kredytów hipotecznych z prawdziwego zdarzenia tj. zabezpieczonych mieszkaniem. Jeśli noga nam się powinie, to bank będzie nas ścigał do końca życia albo i jeden dzień dłuzej :). Niewolnikiem banku nie chciałbym zostać. Co innego w USA, tam mamy w niektórych stanach tzw. non-recourse loans; w przypadku braku możliwości spłaty kredytu oddaje się klucze do domu i tyle nas widzieli.

b) W Polsce brak też jest dobrej oferty kredytów ze stałym oprocentowaniem. Z tego co wiem, mają je tylko 2-3 banki, a owo stałe oprocentowanie jest tylko na pewien czas. Widziałem statystyki, że w innych krajach Mitteleuropy mają o wiele wyższy udział tego typu kredytów, więc to nie jest kwestia tego, że jesteśmy krajem „na dorobku”.

c)  Długoterminowo nie ma co inwestować w Polsce w nieruchomości. Generalnie o większości moich decyzji myślę inwestycyjnie, o kupnie mieszkania też. A żeby inwestycja miała sens, to NPV musi być pozytywne. Tak w polskich warunkach dla typowego mieszkania nie będzie, nieważne czy liczymy na aprecjację wartości czy na wynajem. Prof. Rybiński ma poglądy zbieżne z moimi i wyjaśnia je tutaj: http://www.rybinski.eu/2014/01/zanim-kupisz-mieszkanie- na-kredyt-odpowiedz-sobie-na-te-pytania/.

Long story short:

– dzietność spada, idzie niż demograficzny, Polaków będzie coraz mniej, popyt na mieszkania będzie też mniejszy,
– mniej też będzie studentów, czyli głównych wynajmujących (tutaj czynniki są dwa: demografia i spadek wartości wykształcenia wyższego),
– obecnie mieszkań buduje się na potęgę, za chwilę zasób mieszkaniowy będzie przewyższał popyt,
– nasz rząd eksperymentuje z różnymi programami tanich mieszkań czynszowych; jak mi ktoś zbuduje rządowy blok czynszowy obok mojej kawalerki pod wynajem, to mi się może RZiS na tej kawalerce mocno rozjechać.

d) Owszem argumenty z punktu c odnoszą się do rynku en masse. Pewnie są segmenty, gdzie ceny będą rosły. Ale czy nie jest tak, że teraz niezależnie od segmentu mamy górkę cenową spowodowaną niskimi stopami procentowymi? Czy nie lepiej poczekać ze 2-3 lata aż gospodarka wyhamuje i będziemy mieli nieruchomościowy dołek? Ci, którzy mieszkania kupili nawet w dobrych lokalizacjach na poprzedniej górce w okolicach 2007-8, często jeszcze nie odzyskali wartości.

e) Dalej, aby zarobić na nieruchomościach, trzeba się na nich znać. Ja się nie znam. Wolę inwestycje w rzeczy, które „bardziej czuje” i mam jakieś doświadczenia przede wszystkim zawodowe – inwestuję więc w spółki giełdowe, głównie technologicznie, nie tylko w Polsce; pewnie niedługo będe się przesuwał w stronę inwestycyji start-upowych

Tyle od mnie. Przepraszam za „suche argumenty” bez podawania źródeł danych. Jeśli byłyby one potrzebne, mogę wygrzebać.

Pozdrawiam,
Młody Zdzisław

[…]

PPS: Gdyby Pan chciał coś z tego emaila dosłownie cytować, proszę mnie przedstawiać jako „Młody Zdzisław” 🙂 🙂

Zgodnie z życzeniem imię zanonimizowane 😉 Cóż – mądrego to i miło posłuchać. No, ale jeśli się jest analitykiem biznesowym, pracuje w Wielkiej Czwórce, to ja innego podejścia się w ogóle nie spodziewałem. Ciekawe spojrzenie, co?

Cześć

Mam i spłacam we franku na dom. Nie emocjonuję się zbytnio kursem, biorąc kredyt miałem świadomość ryzyka kursowego. Nie wiem jak to się stało ale dostałem kredyt z bardzo niską marżą LIBOR i przy obecnej stopie procentowej
CHF odsetki od kredytu są minimalne co rekompensuje wyższy kurs waluty. Na początku spłacałem w PLN i „dofinansowywałem” bank podwyższoną marżą kursu. Kiedy podpisywałem aneks do umowy bym mógł spłacać franki, pani z okienka była w szoku skąd u mnie w umowie taka niska marża. Pytała czy może nie mam znajomości w zarządzie banku.

Pozdrawiam
Maciek

Temat kredytów frankowych… co ciekawe, mam wokół siebie mnóstwo znajomych, którzy na harce kursu CHF/PLN reagowali podobnie jak Maciek, tj. wzruszeniem ramion i podsumowaniem, że w sumie to i tak płacą wciąż mniej, niż płaciliby w PLN, więc nie ma się czym przejmować i o żadne rządowe pomoce nie zamierzają się ubiegać.

Kolejny mail:

Nic ciekawego: mieliśmy (z Najżońszą), spłaciliśmy (ok. 20 lat przed czasem – ciułałem z różnych fuch;-), bo pensja adiunkta to tak średnio, mamy z głowy (na razie – może za jakiś czas znów będzie potrzebny…). Nie robiłem obliczeń, ale wydaje mi się, że jak się da, to warto spłacić wcześniej. W sensie: finansowo może się to nie opłaca, ale wolę miećspokój.

Całkiem ciekawą historię z kredytem hipotecznym miał Michał Szafrański (od bloga „Jak oszczędzać pieniądze”) – ale to piszę tylko jako jego czytelnik i słuchacz podcastu, nie znam gościa osobiście.

Marcin

No cóż, z tego co pamiętam, Marcin Iwuć zarówno w Jak zadbać o własne finanse i Kredycie hipotecznym krok po kroku dokładnie to doradza i podpiera wyliczeniami. To się po prostu opłaca – finansowo i psychicznie.

Maćku

Mam kredyt hipoteczny ale nie mam żadnej ekscytującej historii z nim związanej… Nie wiem co tam kombinujesz ale jakiś czas temu natrafiłem na blog Michała Szymańskiego, wielce prawdopodobne że o nim słyszałeś, mnie bardzo imponuje, ciekawie i uczciwie przestawia różne aspekty domowego budżetu, nie omieszkał popełnić wpisu o kredycie hipotecznym: https://jakoszczedzacpieniadze.pl/wnop-009-kredyt-hipoteczny-krok-po-kroku

Jeśli jakimś cudem nie znasz go to polecam przeczytać jego historię; https://jakoszczedzacpieniadze.pl/jak-uratowalem-podcast-pata-flynna. Niesamowity gość

Pozdrawiam
Maciek

No tak, teraz to już macie nawet kompendium rozszerzone o teksty Michała Szafrańskiego, nie musicie szukać 🙂

Cześć, nie jestem zbyt aktywny w odpisywaniu, ale temat kredytów hipotecznych raz że jest mi bliski dwa jest intrygujący. W skrócie o moich doświadczeniach: jeden kredyt spłaciłem na zakup gruntów rolnych kilka lat temu, drugi spłacam już wraz z żoną na mieszkanie i ten jest mniej przyjemny natomiast jestem w rożnych konfiguracjach blisko sięgnięcia po kolejny kredyt na zakup gruntów rolnych i kredytu na zakładanie działalności gospodarczej z tym, że ten jest preferencyjny z instytucji posiadającej takie kredyty dla nowych firm.

Bynajmniej nie jestem człowiekiem ryzyka bardziej pomysły mnie do tego przekonały choć z doświadczenia powiem tak. Kredyty brane w Bankach Spółdzielczych to chyba najlepsze rozwiązania, klient jest traktowany naprawdę indywidualnie po drugie możesz spłacać kredyt bez dodatkowych obciążeń jak zrobisz to szybciej  to mniej zapłacisz odsetek. Prowizja to kwestia uzgodnień i nie jest też wysoka. Tylko najlepiej jak kogoś się zna w takich bankach bo wtedy oceniane jest Twoje ryzyko, takie społeczne zaufanie.

Ja na pierwszym może niewielki kredycie zaoszczędziłem około 3000 zł przy kwocie kredytu 50 000 to zamiast 59 000 spłaciłem 56 000 coś w ten deseń bo nie pamiętam. Co do kredytu na mieszkanie to mam w PKO BP z racji wielu lat
posiadania konta w tym banku i na tym bym zakończył wszelkie przyjemne wspomnienia. Kwota kredytu to 140000 zł (+ ubezpieczenie, prowizja, wycena, wpis do hipoteki) trochę to kosztowało dodatkowo, ale ubezpieczenie obniża % mówili w ciągu roku o punkt % skoczyła stopa oprocentowania na 3,72 a kwota kredytu ostateczna to skoczyła o 20 000 zł. Tego mogłem się spodziewać, ale jak chcę nadpłacić ratę kredytu (tu mam spokój bo tylko 640 zł) to muszę zapłacić 0,5% od kwoty i może by to nie bolało gdyby nie fakt, że nadpłacam odsetki a kwota podstawowa jest nieruszona (okres 2 lat taki jest). Tyle w skrócie mogę powiedzieć. Kolejny kredyt biorę w spółdzielczym. Mam nadzieję, że choć trochę Ci coś podpowiedziałem.

Oj tak, idea spółdzielczości jest mi bliska – do tego stopnia, że planowałem kiedyś powołać do życia Spółdzielczą Kasę Oszczędnościowo-Kredytową Towarzystw Biznesowych… jednak z pewnych względów nie był to jakoś bardzo dobry pomysł 😉

Podsumowanie

Myślę, że z tego co zebrałem, wyłania się parę głównych myśli. Jeśli koniecznie chcesz brać kredyt i nie zraża Cię to, że lepiej go nie brać, ani to, że Młody Zdzisław wieszczy brak możliwości wyjścia na plus na takiej inwestycji, weź pod uwagę kilka rzeczy:

Trzeba się jednak trochę znać

Nie warto brać kredytu, gdy nie ma się bladego pojęcia na ten temat i trzeba się zdać jedynie na to, co nam powiedzą w okienku banku, albo przy biurku doradcy. Warto chociaż poczytać wpisy blogowe Michała Szafrańskiego, albo Marcina Iwucia, a jeśli nie chcesz przepłacić parunastu, albo i parudziesięciu tysięcy złotych, to jednak sięgnąć po ich książki i kursy:

Finansowy Ninja,
Jak zadbać o własne finanse,
Kredyt hipoteczny krok po kroku.

Nie przesadzam, gdy mówię o parudziesięciu tysiącach, bo mniej więcej takie mogą być różnice między ofertami nie tylko w różnych bankach, ale i w tym samym banku – w zależności od wiedzy i umiejętności klienta. Tak przynajmniej twierdzi Marcin Iwuć:

Nie przepłacaj za kredyt hipoteczny from Marcin Iwuc on Vimeo.

a ja gościa znam i szanuję, a poza tym znają go i szanują ludzie których ja znam i szanuję. Kto wie co to networking, ten wie, że to wystarczające 🙂

Aha, ja wiem, że obie książki są grube, a kurs trwa parę godzin… ale naprawdę tych paręnaście w sumie godzin jest warte parudziesięciu tysięcy złotych.

Pomyśl o Banku Spółdzielczym

To jest dla mnie jednak odkrycie. Jeśli masz możliwość – po uzbrojeniu się w niezbędną wiedzę – rzeczywiście spróbuj sprawdzić jak wyglądałaby oferta w Spółdzielczym 🙂

Spłać jak najszybciej, nawet szybciej niż harmonogram

To chyba nie wymaga komentarza 🙂

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily