Jest takie uczucie, które przytrafiło mi się w życiu tylko kilka razy. Za każdym razem, gdy mnie nachodziło, szybko zdawałem sobie sprawę z tego, że oto Pan Bóg przechadza się przed moimi oczami i ciarki na plecach są tego objawem. O tym będzie ta krótka opowieść.

Zjawisko

Gdybym miał opisać zjawisko, które stosunkowo rzadko mnie nawiedza, powiedziałbym, że chodzi o klasyczne ciarki na plecach, które tym się różnią od klasycznych, że nie mają związku ze zmianą temperatury, czy jakichkolwiek innych warunków zewnętrznych. Występują po prostu od czapy, ale zaraz po nich – i to też jest znak szczególny – przychodzi mi do głowy refleksja, że to czego właśnie się dowiedziałem, albo co z kimś planuję, albo co właśnie zauważyłem – to znak Obecności Bożej.

Trzy tego typu ciarki pamiętam szczególnie i jeśli ze dwa razy poza tymi przypadkami odczułem to zjawisko, to max.

Narodziny Marysi

Zanim urodziła się Marysia, miałem okazję rozmawiać z jedną pobożną Panią – nazwijmy ją dla niepoznaki Zdzisławą – która z końcem grudnia powiedziała, że byłoby niesamowicie, gdyby Marynia urodziła się 8 stycznia, tj. w dzień narodzin św. Maksymiliana. Dlaczego ten święty jest bardzo bliski mojej rodzinie, dowiesz się z tego filmu:

Ta data nie była jednak zbyt prawdopodobna według wszelkich przewidywań. Gdy 8 stycznia pojechaliśmy do szpitala na rutynowy przegląd, by sprawdzić, czy przygotowanie do porodu przewidywanego za 7 do 14 dni idzie zgodnie z planem, nie sądziliśmy, że zostaniemy tam na noc.

I początkowo nic tego nie zapowiadało, bo w porównaniu z poprzednim tygodniem sytuacja nie rozwinęła się ani o – nomen omen – milimetr. Cóż to, gdy podczas KTG zaczęła się rozwijać do tego stopnia, że po pół godziny zostaliśmy zaproszeni do Domu Narodzin i jakieś 3 godziny później trzymałem Marysię w ramionach. A gdy tylko ją wziąłem i uzmysłowiłem sobie, że jest 8 stycznia… przeszły mnie po plecach ciarki. Znaczące ciarki.

Od razu pomyślałem o św. Maksymilianie i odebrałem to jako dyskretny sygnał: Jestem z Wami, dobrego dnia, jakby co to dawaj znać!

Spotkanie ze Zdzisławem nr 1

Minęło sporo czasu. Zawitałem do pewnego miasta, by poznać pewnego tajemniczego osobnika, którego również ukryjmy za pseudonimem Zdzisław. Pół dnia z nim spędziłem. Człowiek od dobrych 6 miesięcy kołatał do Towarzystw Biznesowych, by nawiązać z nami współpracę, ale jakoś tak było, że nigdy nie docierał bezpośrednio do mnie, a pośrednicy poprzez których próbował byli niczym folder SPAM.

Teraz jednak mieliśmy w końcu okazję się poznać na żywo i nieco formalna z początku kawa przerodziła się w bardzo szczere spotkanie pełne życiowych wyznań i odnajdywania zbiegów okoliczności. Gdy zeszło na św. Maksymiliana, ponownie poczułem na plecach ciary.

Nie omieszkałem o tym poinformować mojego rozmówcy, krótko charakteryzując dlaczego tak uważam. Od tego czasu minęło prawie półtora roku i mogę powiedzieć tylko tyle, że jest lepiej niż sobie wyobrażałem, a ciary okazały się prorocze!

Czat ze Zdzisławem nr 2

Znów minęło sporo czasu, ale sytuacja którą teraz opiszę jest sprzed dosłownie tygodnia. Pisałem sobie na Messengerze z jednym z licznych wspólników moich jeszcze liczniejszych spółek. To bardzo ciekawa osoba, która ostatnimi czasy przeżywa coś na kształt załamania, zwiechy, czy jak to tam możemy sobie nazwać połączonego z kryzysem wiary.

Zaczął pisać, że od kilku miesięcy ma poczucie takie, że gdzieś ten Pan Bóg niby jest blisko, ale jakby był daleko, że kompletnie czuje się od niego oddalony. Napisałem, że może po prostu Pan Bóg mówi:

Dobra Zdzisław, wysil się trochę. Jestem na wyciągnięcie ręki, ale sięgnij, no!

Rozmowa zeszła wówczas na to ile zła doświadczył od księży i jak ucierpiało na tym jego zaufanie do nich i sama wiara. Napisał tak:

Poszedłem z tym do zaprzyjaźnionej osoby do księdza i zapytałem jak to robi że wysłuchuje tyle grzechów tyle rzeczy złych A ciągle nie traci wiary w ludzi
Powiedział mi takie zdanie które pamiętam że dzisiaj wiesz Rafał bo ja wierzę w Boga a nie w ludzi.

Kilka minut później wsiadł do samochodu i po drodze – po raz pierwszy w życiu – zobaczył ten billboard:

Fota zza kierownicy Zdzisława

Gdy tylko mi to wysłał, poczułem na plecach dobrze znane mi ciary…

Disclaimer

Nie, nie uważam się za mistyka, świętego, ani nawet jurodiwego. Wręcz przeciwnie – uważam, że gdyby upublicznić moje spowiedzi byłby nie lada skandal i kawał wuja ze mnie. Jednak okazuje się, że i za mnie Pan Jezus oddał życie i czasem ma chęć mrugnąć okiem zza obłoka. Deo gratias.

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily