Miał wąsy i optymistyczne, choć poważne i na swój sposób chmurne spojrzenie. Powstania internetu nie dożył. Dziś Wam o nim opowiem i o tym, czego mój Pradziadek nauczył mnie o perfekcjonizmie.

Józef. Pradziadek Józef

Przypomniała mi się dziś pewna postać. Józef Grzegrzółka, mąż Rozalii, pisarz dworu w Jagodnem, którym rządzili Państwo Szydłowscy. Prywatnie – mój Pradziadek, którego osobiście nie poznałem (w odróżnieniu do innego mojego Pradziadka – Stanisława). Jego spojrzeniu możecie się przypatrzeć tutaj:

Józef Grzegrzółka. Mój pradziadek. Podobni? Foto z pozwolenia na broń 😉

Post udostępniony przez  Maciej Gnyszka (@maciejgnyszka)

Fajny, co? Żałuję, że się nie poznaliśmy. Tym bardziej żałuję w kontekście wpisu pt. Dlaczego nie warto zakładać rodziny, w którym pisałem o roli pradziadków w życiu rodu…

Perfekcjonizm

Czego nauczył mnie o perfekcjonizmie? W zasadzie niczego nowego poza tym, co napisałem we wpisie na blogu pt. Perfekcjonizm. Albo Ty go zabijesz, albo on Ciebie. Jednak anegdota, którą opowiedziała mi o Nim moja Babcia Wacława, jeszcze raz upewniła mnie w tym, że perfekcjonizm to zło.

Na ścianie pokoju gościnnego Babci wisi trochę pamiątek – zdjęcie Dziadka z czasów wojska, szkoły podstawowej, ich wspólne zdjęcie z dekoracji medalem z okazji 50. rocznicy ślubu… i skan pozwolenia na broń, które jeszcze pod zaborami dostał Pradziadek. Gdy tłumaczyłem o czym jest to zdjęcie moim maluchom, Babcia zdradziła, że Pradziadek z tym swoim sztucerem był śmieszny.

Dlaczego?

Co tylko zobaczył zająca, kaczkę albo kuropatwę (a stawy rzeczywiście otaczają wieś), nie chciał walić do zwierzaka z oddali, tylko się zakradał. I zawsze chciał się zakraść lepiej i lepiej. I jeszcze ociupinkę… jeszcze kroczek… jeszcze za te szuwary… jeszcze za ten tatarak… i cel radośnie odfruwał, albo zmykał w chaszcze, a Józef Grzegrzółka wracał do domu z niczym.

Takich sytuacji było dziesiątki, jeśli nie setki, dlatego Babcia zanosząc się śmiechem opowiadała to jako żelazną regułę. I ja się uśmiałem, bo perfekcjonizm zwalczam, gdziekolwiek jestem… ale rozpoznałem w tej opowieści nie tylko siebie sprzed lat, ale i wielu członków swojej rodziny właśnie z tej strony 🙂

Mój perfekcyjny perfekcjonizm i pisanie ebooka

Jedną z rzeczy, którą udało mi się skończyć w terminie pomimo skłonności do perfekcjonizmu, jest ebook pt. Katoliccy miliarderzy… Zamierzałem go opublikować przed narodzinami Marysi i udało się to zrobić rzutem na taśmę na dwa tygodnie przed tym wydarzeniem. Nie jest perfekcyjnie dopracowany, ale jest. I to nie tylko jest, ale wczoraj i przedwczoraj odebrałem dwie wiadomości od jednego z Czytelników, Mariusza.

Najpierw taką:

Potem taką:

 

Prawdę mówiąc, nie spodziewałem się od niego takiej recenzji, bo w końcu jest bardzo doświadczonym człowiekiem – i to na wielu polach… Znając życie, gdyby nie udało mi się opanować perfekcjonizmu, szlifowałbym tego ebooka do dziś 😉

Parę dni temu przywróciłem opcję zakupu go już za 1 zł, więc jeśli dotąd wstrzymywała Cię cena, to dobry czas, by niewiele zaryzykować. A jeśli nic Cię nie wstrzymywało – to tym bardziej zapraszam do zajrzenia na www.KatoliccyMiliarderzy.pl.

Post scriptum

Ten wpis to w niektórych miejscach rozwinięcie, a w innych krótsza wersja wczorajszego odcinka #GnyszkaDaily. Na mój internetowy e-dziennik możesz zapisać się przez poniższy formularz. Zrobisz to za free, a w w razie potrzeby w każdej chwili jednym kliknięciem wypiszesz się z bazy 🙂 Fajnie, co?

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily