Nietypowa myśl jak na mnie, co? Tyle lat opiewania przedsiębiorców, podkreślania ich roli w społeczeństwie i gospodarce, tyle wysiłków, by czuli się docenieni i odpowiedzialni… a tu nagle Gnyszka twierdzi, że przedsiębiorcy gotują piekło na ziemi. Tak! 🙂

Czego nie twierdzę

Od razu powiem wszelkiej maści marksistom, neokomunistom, czy po prostu zwyczajnym lewuszkom, że nie będzie to tekst o tym, iż przez wrednych kapitalistów pingwiny zjadają plastikowe słomki, a orangutany cierpią prześladowania dla oleju palmowego, przez co wyginą lasy deszczowe. O tym być może kiedyś będzie… albo i nie 🙂

Co twierdzę

Twierdzę mianowicie, że bardzo często przedsiębiorcy – zamiast budować raj, o co zwykle są posądzani – budują dla siebie samych piekło, z którego rzadko kiedy mogą w ogóle wyściubić nosa.

Opisał to kiedyś dobrze jeden przedsiębiorca:

Powiedział tak u progu mojej przedsiębiorczej kariery:

Maciek, jako przedsiębiorcy nie będzie rozumiał Cię nikt. Ani rodzina, ani pracownicy, może trochę dostawcy, ale na pewno nie klienci, a już w ogóle nie licz na to, że będą Cię rozumieli urzędnicy.

Może smutne, może nie, ale na pewno prawdziwe. Prawdziwe dla wielu z nas, którzy najpierw z dumą ściskaliśmy wpis do ewidencji działalności gospodarczej, albo akt notarialny zawiązania spółki, a parę lat później, pełni frustracji, zmęczenia i nie wiem czego jeszcze odkryliśmy, że firma wyssała z nas wszystko co najlepsze, często łącznie z pieniędzmi.

I że zamiast mieć niewolników – co najczęściej lubią odmalowywać komuszkowaci krytycy przedsiębiorców – sami jesteśmy niewolnikami swojej firmy, jej pracowników, klientów, dostawców, a na koniec urzędników, którzy najchętniej puściliby nas z torbami.

Mit przedsiębiorczości

Zmartwię jednak etatowych narzekaczy na żarłoczne państwo i leniwych fornali zwanych tylko dla niepoznaki pracownikami. Ta wizja powyżej jest bliska prawdy, jednak nie jest prawdziwa.

Prawda jest nieco mniej wygodna i łaskawa, niż by się to mogło wydawać. Jeśli jesteś niewolnikiem swojej firmy, to jest to Twoja wina. Masz w firmie leni? Nie uczyłeś ich w porę, albo nie pożegnałeś się z nimi w porę. Urzędnicy mają na Ciebie haki? Zanim uwierzę w to, że jesteś drugim Romanem Kluską (swoją drogą polecam Jego wykład z jednego z naszych spotkań), zastanów się czy czasem nie oszczędzałeś na księgowości, albo nie januszowałeś jeśli chodzi o niektóre przepisy.

Klienci weszli Ci na głowę? Świetnie. Czy czasem nie pomyliłeś bycia miłym z byciem wycieraczką i papierem toaletowym w jednym?

Pytania mnożą się jak króliki, natomiast jeśli to Ty rządzisz swoją firmą, to Ty jesteś też odpowiedzialny za to, jaka jest. Jeśli ja do Ciebie nie przemówiłem, zrobi to z pewnością Jocko Willink, który propaguje ekstremalne zawłaszczanie w zarządzaniu:

A jeśli wolisz poczytać, to polecam jego Ekstremalne przywództwo:

Czy rzeczywiście jesteś szefem?

To wcale nie jest banalne pytanie. A może Ty jesteś największym specjalistą w swojej firmie, a nie jej szefem? Może Ty nie chcesz wcale być jej liderem, może pomyliłeś role? Moim zdaniem bardzo często tak jest. Jako przedsiębiorcy chlubimy się jakością i najlepszością usług, które świadczymy, uważając, że tym napalimy w piecu… jednak to nie jest szkoła podstawowa i konkurs świadectw. Nie jest ważne, kto jest najlepszy i dostanie w nagrodę od dyrektorki Krzyżaków, tylko to kto jest wystarczająco dobry co do jakości i zarazem doskonały w sprzedaży, modelu biznesowym i obsłudze klienta.

5 lat broniłem się przed przeczytaniem Mitu przedsiębiorczości Gerbera, który pisze właśnie o rolach w przedsiębiorstwie i wskazuje, że nader często ponosimy klęskę, bo jako specjaliści wchodzimy w rolę liderów. Jednak gdy tę pozycję przeczytałem… byłem baaardzo zadowolony i plułem sobie w brodę, że zrobiłem to tak późno.

Jest tak dobra, że włożyłem ją do Pakietu Przedsiębiorczego Ojca z okazji ostatniego święta 🙂 Jest tam obok Autobiografii Lee Iacocki, który kilka dni temu umarł w wieku 94 lat. Choć miałem mały udział we wznowieniu wydania polskiego tej genialnej książki, to jednak nie zdążyliśmy się poznać 🙁 Tak, czy inaczej – Gerber z Iacocką otworzą Ci głowę i skopią tyłek, jeśli to co wyżej napisałem dotyczy Ciebie:

3 rzeczy…

W ogóle, to muszę powiedzieć, że w Polsce mamy jeszcze dużo do nauczenia się, by nie gotować sami dla siebie piekła. W zasadzie to szkoda czasu na to, by uczyć się na własnych błędach, skoro inni popełnili ich już setki tysięcy. Doświadczam tego, ilekroć spotykam się z drem Wongiem z Singapuru. Ostatnio nawet wybrałem 3 najistotniejsze rzeczy, których niemal każdy polski przedsiębiorca mógłby się od niego nauczyć – i zarazem te, które dla mnie są najważniejsze – i nagrałem to własnymi słowami 🙂

Jeśli jesteś ciekaw jak wyszło, po prostu wejdź na www.3rzeczy.pl – gwarantuję, że cena Cię zaskoczy. Pozytywnie oczywiście i tylko do 7 lipca, bo później będzie wyższa.

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily