W życiu każdego ojca przychodzi moment, gdy musi usamodzielnić cyklistycznie swoje dzieci. Taki moment już raz nastąpił w moim życiu, a ostatnio się ponowił. Usamodzielniałem tym razem Antosia i ta historia nauczyła mnie, a raczej przypomniała o dobrze znanych mi rzeczach. Tym razem spotkałem kaizen na rowerze. Siądźcie i posłuchajcie.

Szkoła falenicka i otwocka

Jak wiadomo, w każdej dziedzinie istnieją co najmniej dwie szkoły – falenicka i otwocka. Tak samo jest i w temacie rowerków dziecięcych. Coraz bardziej popularne są rowerki biegowe, które dzieci uwielbiają i których dobroczynne właściwości potwierdzają wszyscy święci specjalizujący się w dzieciach. Ja też je propsuję, jak to mówią gimnazjalni amatorzy taniego wina. Prawdziwym wyzwaniem jest jednak to, co zrobić, gdy dziecku nie wypada pomykać na tuptusiu i najwyższa pora zostać pełnoprawnym cyklistą. Kiedyś trzeba nim zostać, choć producenci biegowych naprawdę robią porządny dizajn. Zobaczcie na te cacuszka:

Niezłe, prawda? 🙂 Jednak jeśli chodzi o stawanie się profesjonalnym cyklistą, to także tutaj istnieją aż dwa rodzaje szkół falenickich i otwockich!

Kółka, kijek, a może nic?

Po pierwsze – wybór między tym, czy przy pomocy kija sterować dzieckiem jeżdżącym na rowerze z pedałami, czy raczej doczepić trzecie i czwarte kółeczko boczne, ciesząc się dzięki temu wolnością i radością cyklisty jadącego obok. Dodam od razu, że to wybór między grypą a grypą.
Po drugie – wybór między doczepianiem czegokolwiek, a niedoczepianiem niczego.

Ale jak to? – zapytacie. Odpowiem Wam – Ano tak to!

Jak to było u Antosia

Byliśmy na wywczasie w Ustce (dlaczego akurat tam lokujemy stolicę nadmorskiego wypoczynku dowiecie się – jeśli o zgrozo nie wiecie – we wpisie pt. 10 powodów, dla których jeżdżę tylko do Ustki) i podjechaliśmy w odwiedziny do Słupska do Marzeny i Arka, naszych Członków z TB Słupskiego. Swoją drogą, to Arka mogliście posłuchać na Kongresie Patriotyzmu Ekonomicznego w 2018 r. w panelu o innowacjach:

Jednym słowem – podskoczyliśmy do najbardziej innowacyjnego inżyniera na Pomorzu Zachodnim, dlatego jego rada na temat rowerków to nie porada byle laika. Arek powiedział mi, że jego córka (wiele wskazuje na to, że zarazem moja przyszła synowa) zaczęła jeździć na swoim rowerze z pedałami… z dnia na dzień. Jak to było możliwe? Otóż, Arek pouczony przez specjalistów od tych spraw, kupiwszy jej odpowiedni rower, odkręcił pedały i pozwolił jej wykorzystywać go jako rowerek biegowy przez dzień, albo dwa. Po tym czasie wkręcił pedały, Arkówna wsiadła na bicykl… i popędziła do przodu jak Luxtorpeda w najlepszych swoich latach. Od razu. Od ręki.

Postanowiłem ten myk powtórzyć z Antosiem i… było dokładnie tak samo. Zresztą zobacz:

Kaizen na kółkach?

Magia? Czary? Nie, to po prostu kaizen w praktyce. Ta metoda wykorzystuje po prostu dochodzenie do celu małymi krokami, o których tak fajnie mówił w rozmowie ze mną Wojtek Suda:

W tym przypadku zwróć uwagę, że bez względu na to, czy wkręcamy kijek, kółeczka, czy odkręcamy pedały, między stanem pierwotnym (rower biegowy), a docelowym (rower z pedałami) wprowadzamy stopień pośredni. Jednak… kij i kółka nie działają dobrze. Dlaczego? Bo nie są w zasadzie krokiem pośrednim! Są cofnięciem się do punktu zero z punktu widzenia kluczowej kompetencji w jeżdżeniu rowerem. Rower biegowy wymusza na dziecku naukę balansowania, podczas gdy kij i kółeczka zupełnie jej oduczają – w ich przypadku za balans odpowiadają kółeczka, albo rodzic dzierżący kij. Jedyna kompetencja, którą wyrabiają, to po prostu pedałowanie. Jeśli człowiek umie zachowywać balans – pedałowanie jest banalne. Jeśli balansu nie zachowujesz, pedałowanie jest zupełnie niepotrzebne, lepiej trenować pady w judo 😉

W przypadku zastosowania metody, którą podpowiedział mi Arek – konieczność balansowania nie tylko jest konieczna, ale zaczyna się rozwijać. Ciężej bowiem balansować na wyższym rowerku. Taki oto jest sekret tej akurat metody, którą do perfekcji opanowały koncerny produkcyjne.

Polecanki książkowe

Poprosiłem Wojtka Sudę, najlepszego znanego mi eksperta w tej dziedzinie o parę rekomendacji czytelniczych w tym zakresie. Ze wszystkich niestety tylko jedna jest w sprzedaży w księgarniach 🙁 Ale za to to jest ta, którą sam czytałem i bardzo miło wspominam!

Miłej lektury! 🙂

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily