Raz na jakiś czas natrafiam, albo wręcz sam niechcący wywołuję tzw. shitstorm w internecie. Ludzie nawalają się pałkami argumentów, pseudoargumentów i słabych bonmotów i walczą o swoje zdanie niczym pies o kość, albo klienci Lidla o karpia pół godziny przed Wigilią. Jedną z rzeczy, która ostatnio mnie urzekła, to tłumaczenie zjawisk trendami. Rozsiądź się wygodnie, a ja Ci opowiem o co chodzi. A potem mnie znielubisz, bo okaże się, że samemu ten wytrych stosujesz 😉

Kawka, kafka

Skoro już się rozsiadasz, to nie zapomnij o kawie. Poprzedni wpis uczyniłem w tym temacie właśnie, więc rekomenduję i Tobie nie tylko jego lekturę (nosi znamienny tytuł In coffeum veritas – moja kawowa historia), ale i zaparzenie sobie którejś ze świetnych kaw od Etno, czy Kawiarza. Jeśli nie lubisz kawy, albo coś w ten deseń – kup sobie aeropres, chemex, albo dripa, to poznasz kawę z zupełnie innej strony… i polubisz 🙂

Dobra, nie zamulam, tylko przechodzę do rzeczy.

Dyskusja

To była dyskusja na moim fanpejdżu na temat tego, że nie lubię wielu pielgrzymkowych piosenek, a w szczególności przeróbek świeckich żenujących hitów na jeszcze bardziej żenujące piosenki religijne. Ot, kwestia estetyki. Wątków dyskusji było parę, łącznie z żenadką pt. katolikowi nie może się nie podobać takie coś. Najistotniejszym wątkiem moim zdaniem był ten dotyczący tego, czy takie przyśpiewki przyciągają do wiary. Interlokutorzy twierdzili, że tak, ja twierdziłem że nie, ponieważ nie budują prestiżu, a najczęściej są – wg mnie – odbierane jako nieudolna próba udawania, że jest się fajnym. Jako jeden z argumentów podałem wynik ostateczny – czyli niesłabnący trend spadkowy aktywności, jeśli chodzi o ogół wiernych.

W dyskusji zeszło na dramatyczny spadek liczby powołań i argumentowałem, że gdyby było tak dobrze, gdyby te działania polskiego katomainstreamu rzeczywiście przyciągały, seminaria pękałyby w szwach. Na to odpowiedziała mi jedna z dyskutantek, że nie pękają, bo taka jest ogólna tendencja. Polega ona na tym, że ludzie są niedojrzali i przez to nie podejmują poważnych zobowiązań.

Replikowałem, że to właśnie miara upadku: jest tak dobrze, śpiewamy głupie piosenki, śpiewamy je na Mszach dla dzieci, śpiewamy w szkole na katechezach, śpiewamy na pielgrzymkach i rekolekcjach, śpiewamy przed i po bierzmowaniu, śpiewamy na ślubach… a potem nagle się okazuje, że nowe pokolenie nie jest dojrzałe, więc nie ma małżeństw, nie ma dzieci i nie ma powołań… ale na szczęście to tylko taka ogólna tendencja.

Analogia

Lubię się posługiwać analogiami. Po pierwsze dlatego, że dobrze zbudowana analogia potrafi naświetlić problem lepiej niż sam jego opis. A po drugie dlatego, że dobra analogia to też śmieszna analogia, więc przy okazji można się pośmiać. No więc ubierzmy ten tok rozumowania w analogię.

Podpaliłeś krzak w lesie. Zajęła się ściółka, potem reszta lasu. Udało Ci się wyjść i stoisz na parkingu obserwując żywioł, niczym Neron, albo inny Herostrates. Przyjeżdża straż pożarna, chłopaki rwą się do gaszenia, a Ty flegmatycznie:

Panowie, spokojnie. Teraz jest taki trend, że płoną lasy.

Dziękuję, dobranoc 🙂

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily