Kolejna rocznica wyzwolenia obozu, który służył do wyzwalania ludzkości od podludzi różnych narodowości o starogermańskiej nazwie Auschwitz. Rocznica jednak wyjątkowa, bo na całym świecie oczy ludzi zwrócone są na coś, czego nie ma, czyli na polskich nazistów. To dzień, w którym pękło jedno z moich postanowień, by nie opisywać wydarzeń sprzed parunastu lat.

Koincydencja

Na początku zauważmy – zupełnie amatorsko, bo jako prosty przedsiębiorca i badylarz nie pretenduję do miana znawcy stosunków międzynarodowych – zauważmy szereg koincydencji. Oto nieco ponad miesiąc temu amerykański Senat uchwalił ustawę dzięki której, amerykańscy Żydzi będą mogli dochodzić od Polski odszkodowań za tzw. mienie bezspadkowe przejęte przez Skarb Państwa. Następnie, amerykańska stacja TV nadająca w Polsce, przenika do 5-osobowej organizacji polskich neonazistów (sic!) i robi reportaż z organizowanych przez nią w głębokim lesie obchodów urodzin Hitlera, ze słynnym tortem ze sfastyką z Pryncypałków. Przez światowe media przechodzi potężny shitstorm, a niemiecka TV organizuje debatę na temat odradzającego się w Polsce nazizmu (sic!). Parę dni później na obchodach rocznicy wyzwolenia Auschwitz izraelska pani ambasador potępia nowelizację ustawy o IPN, wg której karalnym będzie mówienie o polskich obozach śmierci, twierdząc że nie da się ustawą zmienić historii i polskiej winy w Holokauście. W tym duchu wypowiadają się później Haaretz, izraelski premier i deputowani Knesetu.

Równocześnie autor tego bloga siedzi przy kominku, czyta te rewelacje na twitterze, strzela go nerw i zaczyna przypominać sobie jak to przed niecałymi 20 laty z uśmiechem pobłażania reagował na hasła typu antypolonizm. Położywszy spać dzieci postanawia opisać wypadki sprzed lat, których raczej nie chciał nigdy podawać do publicznej wiadomości.

Dawno temu w Altzelli

To było dawno, między 2000 a 2004 rokiem na pewno. Jako stypendysta Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci wyjeżdżałem na różne plenery malarskie i warsztaty naukowe, w tym trzykrotnie na cudowny, międzynarodowy plener w niemieckiej Altzelli koło Drezna, który organizowała Fundacja Batuza (pewnego zniemczałego węgierskiego artysty, który uwielbiał latynosów).

Na jeden z obozów nie tylko przyjechali Słowacy i Niemcy, ale także czteroosobowa delegacja żydowska.

Matan, Meital i inni

Trzy dziewczyny i chłopak. Chłopak miał na imię Matan, a jedna z dziewczyn Meital Kernel, reszty nie pamiętam. Jak się okazało przy którejś z kolacji, każde z nich miało polskich dziadków, którzy po wojnie budowali państwo Izrael. Jako ówczesny czytelnik Tygodnika Powszechnego (głównie ze względu na Jarosława Podsiadłę), byłem zachwycony. Czułem pewną metafizykę tego spotkania i to, że łączy nas sztuka (choć trzeba przyznać, że koleżeństwo z Izraela, podobnie zresztą jak reszta – było bardzo słabe technicznie, jeśli chodzi o malarstwo i rysunek ;-)).

Zaprzyjaźniliśmy się jednym słowem, a ja jako zawodowy dobry duszek byłem z dnia na dzień coraz bardziej zachwycony, tym bardziej że nigdy osobiście nie znałem Żydów.

Basen

Pewnego dnia Niemcy wymyślili, że pójdziemy sobie do Nossen na otwarty basen. Długo nie trzeba było nikogo przekonywać i całą gromadą zaczęliśmy się pakować. Wyposażony w niezbędny sprzęt, oraz ubrany w bluzkę typu takiego, jak Hulk Hogan zwykł nosić na ringu, czyli odsłaniającą sporo mego legendarnego ciała, czekałem przed wejściem na resztę ekipy. Wtem podchodzi do mnie Matan, wskazuje na wiszący na mojej szyi łańcuszek z krzyżykiem i mówi:

– Maciek, zdejmij to.

– Dlaczego?

– Bo to znak faszystowski.

– Spokojnie, to tylko krzyż, jestem katolikiem.

– No właśnie mówię, to znak faszystowski.

– Matan, wiesz, będę nosił co będe chciał i zajmij się jednak sobą.

Zdziwienie i oburzenie towarzyszyło mi aż do samego basenu, kiedy to rozłożywszy się na trawie i rozkoszując się pogodą i perspektywą kąpieli, zauważyłem, że jedna z Niemek dość podenerwowana zachęca nas do zmiany miejsca i pójście na drugi koniec obiektu. Nerwowo pokazywała w jednym kierunku. Gdy się tam obróciłem, zobaczyłem na paru ręcznikach podpakowanych łysych byczków z wytatuowanymi sfastykami. Koleżanka wyjaśniała:

Wiecie, co – musimy stąd iść, bo ci goście prędzej czy później będą chcieli bić Matana i dziewczyny.

Odczułem pewna satysfakcję, że w razie czego germańscy najeźdźcy pomszczą moją zniewagę, ale jednak zwyciężyła chwilowa identyfikacja z grupą i postanowiłem, że w razie czego sam dam Niemcom po mordzie i nie pozwolę bić nowo poznanych Żydów.

Kuchnia

Poczułem się jednak jak ostatni frajer ostatniego dnia wyjazdu. Zżyliśmy się przez te prawie 3 tygodnie i ostatniego wieczora zorganizowaliśmy wspólną kolację w kuchni, która przez cały ten czas służyła wszystkim. Znajdowała się w domu, w którym mieszkaliśmy i służyła do przygotowywania własnych posiłków, jeśli ktoś miał ochotę podjeść między tymi oficjalnymi, wydawanymi na stołówce. Jednym słowem – każdy miał ją za swoją. Tak przynajmniej myślałem do czasu ostatniego poranka, kiedy to umówiliśmy się na sprzątanie. Ekipa z Polski zaczęła pierwsza i w miarę gdy dochodziły kolejne śpiochy, przydzielaliśmy poszczególne zadania. Na końcu przyszli Żydzi i nie zapomnę nigdy dialogu z Meital, którą poprosiłem o zamiecenie części podłogi, zanim ją umyjemy. Dialog brzmiał tak:

– Meital, mogłabyś zamieść ten fragment podłogi? Zaraz chciałbym go umyć.

– No coś Ty.

– Dlaczego nie?

– U nas w Tel Awiwie to Polacy są od sprzątania, a nie my.

Hmmm… podłogę zamiotłem sam i przy odjeździe nie byłem skory do wielkich pożegnań.

Przypadek?

Przez długi czas myślałem, że to przypadek. Wprawdzie wszyscy oni nie byli religijnymi Żydami, więc ciężko mówić o judaizmie jako źródle pogardy dla gojów, ale nie czułem z ich strony agresji, czy przesadnej buty, raczej naturalne przekonanie o własnej wyższości i tym, że to jest oczywiste dla każdego, także dla mnie. Uznałem, że najwyraźniej wychowali się w takim środowisku.

Dziś jednak, gdy obejrzałem tego twitta jednego z deputowanych do Knesetu:

i przyjrzałem się dyskusji pod nim, z której jasno wynika, że dla mnóstwa ludzi na świecie jest oczywiste to, że Polacy zorganizowali Holokaust, opadły mi witki. Moi znajomi, Matan, Meital i inni nie byli produktem jakiejś patologicznej subkultury kilku rodzin z Tel Awiwu. Jeszcze nie wiem czego byli produktem, bo wciąż nie znam Izraela i jego społeczeństwa, ale na pewno ich spojrzenie na Polskę i Polaków nie jest wyjątkiem.

Nabrały sensu opowieści różnych znajomych o demolowanych przez wycieczkowiczów z Izraela pokojach hotelowych i autobusach, o kupach na środku wanien nawet w Mariottcie, po wizycie gości z tego państwa. Zawsze wydawało mi się to bezsensowne i wymyślane przez ludzi, którzy mają coś do Żydów. Zaczynam jednak nabierać przekonania, że jeśli mają o nas taki obraz, jaki wyłania się z tych komentarzy, a dodatkowo widują w Polsce tylko niemieckie obozy śmierci, to wnioski nasuwają się same.

Smutne. Gdyby żyli moi dziadkowie, walczący z Niemcami podczas II wojny światowej, nieźle by się wkurwili.

P.S. Tych, którzy będą chcieli zrobić ze mnie antysemitę proszę o pocałowanie mnie tam, gdzie proktolog mówi dobranoc.

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily