Napisał do mnie ostatnio znajomy, który rozważał zaangażowanie finansowe w publiczną emisję jednej ze spółek, która nie jest jeszcze notowana na giełdzie. Takich emisji jest coraz więcej, więc pytanie jak najbardziej na miejscu. Pomyślałem sobie, że zamiast odpisywać na priv, zrobię to publicznie – wtedy więcej osób skorzysta.

Krótkie wprowadzenie na temat inwestowania w akcje

W tym wpisie zawrę też kilka ogólnych prawd odnośnie inwestowania, dlatego nie wahajcie się i jeśli potrzeba – udostępnijcie go swoim znajomym, jeśli Waszym zdaniem można się ode mnie czegoś nauczyć. Choć zakładam, że moim odbiorcą jest przedsiębiorca, to jednak znaczna większość tego wpisu jest uniwersalna i dotyczy każdego 🙂

Najpierw budżet domowy

Zanim się weźmiesz za inwestycje, to zrób przegląd swojej sytuacji finansowej 🙂 Tak, tak, jeśli nie masz budżetu domowego, albo chociażby jego szkicu, to w ogóle nie zabieraj się do inwestowania. Czasu, pieniędzy – czegokolwiek! 😉 W porządnym jego przygotowaniu pomoże Ci Michał Szafrański i jego książka Finansowy Ninja. I od razu odpowiem na pytanie, które Ci się ciśnie w związku z grubością książki: nie, nie wymyślono nic lepszego. No, może poza kursami online Michała, które można kupić w pakiecie z książką. Nie kombinuj 😛

Tutaj Michał wyjaśnia dlaczego warto mieć jego książkę:

Kredyt hipoteczny

Jeśli masz kredyt hipoteczny, to w ogóle się zastanów, czy to pora na inwestycje 🙂 Dlaczego? Dlatego, że może to bardziej pora na to, by kredyt trochę nadpłacić? Tak, wiem, to wszystko zależy od wielu rzeczy, także od tego na jakich warunkach finansowych pożyczyłeś pieniądze, albo od tego, czy Twoja umowa uwzględnia możliwość nadpłacenia… ale jeśli nie umiesz sobie odpowiedzieć na pytanie o to co Twoja umowa mówi o wcześniejszej spłacie, albo czy warunki finansowe są dobre, słabe, czy beznadziejne… to naprawdę wróć do poprzedniego akapitu 🙂

Jeśli natomiast już za moment zamierzasz kredyt wziąć, albo jesteś w trakcie, rzuć okiem co razem z moimi niezastąpionymi Czytelnikami napisałem na ten temat we wpisie:

Poduszka finansowa na sytuacje awaryjne

Nie masz poduszki finansowej? Nie wiesz co to jest? Wróć do początków wpisu 😉 No dobra, zrobię to trochę za Ciebie, ale – miej wdrukowane do głowy, że rozsądni ludzie starają się utrzymywać tzw. poduszkę finansową w formie gotówki, lub prostych zamienników (uwaga – diament inwestycyjny, ani moneta bulionowa nie są zamiennikiem tego typu), której wielkość mierzona jest wielokrotnością Twoich miesięcznych wydatków. Jeden lubi mieć 12-krotność miesięcznych wydatków, czyli możliwość niepracowania przez rok w trudnej sytuacji, inny jest chory jeśli nie ma 36-krotności; jeszcze inny już przy 3-krotności czuje się jak król wsi, pegieeru i okolic. Sam musisz sobie ustalić poziom. Ale ustal na pewno, jakikolwiek.

Emerytura

Mam nadzieję, że na emeryturę też zbierasz 🙂 Od biedy ta kupka może zahaczać o dział inwestycje, bo przecież chodzi o dłuższy termin, ale o jakimś zupełnie tępym rozwiązaniu w rodzaju IKE i IKZE (oszczędność podatkowa!) na rachunku maklerskim, albo ETFach bym pomyślał. Jeśli te skróty nic Ci nie mówią, to pozwól, że w jednym z wpisów, które planuję na przyszłość wszystko rozjaśnię 🙂

Inwestycje

No i doszliśmy do samego meritum. Jak widzisz, zanim się weźmiesz za inwestowanie w akcje, musisz spełnić kilka pośrednich wymagań. Pokrótce je podsumuję:

  • nie masz budżetu domowego? NIE INWESTUJ W AKCJE
  • masz kredyt hipoteczny? RACZEJ NIE INWESTUJ W AKCJE
  • nie masz poduszki finansowej? NIE INWESTUJ W AKCJE
  • nie oszczędzasz na emeryturę? NIE INWESTUJ W AKCJE

Jeśli przez ten labirynt pytań przeszedłeś, to jeszcze zadaj sobie ostatnie pytanie:

  • czy stać Cię na to, by stracić wszystkie zainwestowane pieniądze. Nie? NIE INWESTUJ TYCH PIENIĘDZY.

Odłóż je na kupkę awaryjną, albo emerytalną i poczekaj aż uzbiera się kolejna kupka 🙂 Cieszę się, że pomogłem.

Co to są akcje?

Jeśli akcje kojarzą Ci się z jakimiś magicznymi sprężynami, dzięki którym pieniądze rosną… to w sumie dobrze, choć akcje to instrument nieco bardziej przyziemny. Akcje to po prostu podstawowe cząstki, na które jest podzielone przedsiębiorstwo 🙂 Jeśli masz choć jedną – możesz czuć się współwłaścicielem danej firmy, chlebodawcą jej pracowników, usługodawcą jej klientów, etc. W skrócie – jeśli masz akcje czyjejś firmy, możesz poczuć się jak prawdziwy kapitalista, taki jaki z Ziemi obiecanej Reymonta 😉

Co to za ceny ta nominalna, emisyjna i rynkowa?

Akcje mają różne rodzaje ceny. To nic skomplikowanego, zaraz to zrozumiesz. Żeby łatwo było liczyć i łatwo było otworzyć spółkę akcyjną, wystarczy wpłacić min. 100 000 zł na jej rachunek (w formie gotówki, albo jakiegoś aktywa – działki, maszyn, marki, czegokolwiek co da się wycenić). Ten pierwszy kapitał to kapitał zakładowy.

Cena nominalna

To istotne pojęcie w przypadku akcji, ponieważ Twój udział procentowy na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy (WZA) zależy wprost od udziału procentowego w kapitale zakładowym (zakładam dla uproszczenia, że nie ma w obiegu akcji uprzywilejowanych). Jednak to wcale nie znaczy, że będziesz w stanie kupić akcje w cenie nominalnej.

Dlaczego? Bo w cenie nominalnej nabywają je założyciele spółki. Później cena zaczyna rosnąć i za te same pieniądze obejmiesz mniej i mniej procent. Jeśli nie bierzesz udziału w tworzeniu spółki, to prawie na pewno akcje kupisz albo po cenie emisyjnej, albo rynkowej.

Cena emisyjna

Cena emisyjna, to cena po której spółka sprzedaje na rynku swoje akcje w nowej emisji. Nowej emisji, czyli wówczas, gdy uzna, że nadeszła pora na zwiększenie ilości gotówki w kasie i uruchomi drukowanie nowych akcji. Wówczas na blankietach pojawiają się dwie ceny – nominalna (która informuje jaki udział w kapitale ma dana akcja – najczęściej jest to 1 zł) i emisyjna (czyli po ile daną akcję kupiłeś). Im później od założenia spółki kupujesz – tym różnica między nominalną a emisyjną się zwiększa.

Dzieją się tu dwie ważne rzeczy. A nawet trzy:

  • po pierwsze – pieniądze, które wnosisz kupując akcje lądują na koncie spółki, a nie któregoś z założycieli, innymi słowy – wspierasz rozwój spółki,
  • po drugie – w wyniku emisji spada udział procentowy w WZA wszystkich dotychczasowych akcjonariuszy (szczególnie w Polsce to niektórych bardzo boli, bo fokusują się na swoim stanie posiadania),
  • po trzecie – jeśli cena emisyjna była wyższa od poprzedniej… to najprawdopodobniej wzrośnie też cena rynkowa, czyli zwiększy się stan posiadania dotychczasowych akcjonariuszy.

Zilustrujmy to prostym przykładem.

Otworzyłeś ze znajomymi spółkę akcyjną. Zrzuciliście się na w sumie 100 000 zł kupując 100 000 sztuk akcji. Macie odpowiednio: 30%, 30% i 40% głosów na WZA. Podjęliście decyzję o wyemitowaniu 10 000 sztuk nowych akcji i sprzedaniu ich po 40 zł za sztukę. Jak teraz wygląda układ, gdy sprzedacie wszystkie nowe akcje? Następująco:

  • do spółki trafia 400 000 zł,
  • udział procentowy Twój i Twoich kumpli spada ze 100% do 90,9% (o nieeeee! Zostaliście pokrzywdzeni!),
  • wartość Waszego pakietu akcji wzrosła z 100 000 zł do… 4 000 000 zł (coooo? Zostaliście milionerami!).

Dlaczego tak?

To proste. Na początku było tak:

  • Ty – 40 000 sztuk z ogółu 100 000 sztuk akcji po 1 zł za sztukę, czyli 40%,
  • Zdzisław – 30 000 sztuk z ogółu 100 000 sztuk akcji po 1 zł za sztukę, czyli 30%,
  • Sędzimir – 30 000 sztuk z ogółu 100 000 sztuk akcji po 1 zł za sztukę, czyli 30%.

A teraz jest tak:

  • Ty – 40 000 sztuk z ogółu 110 000 sztuk akcji po 40 zł za sztukę, czyli 36,4%,
  • Zdzisław – 30 000 sztuk z ogółu 110 000 sztuk akcji po 40 zł za sztukę, czyli 27,3%,
  • Sędzimir – 30 000 sztuk z ogółu 110 000 sztuk akcji po 40 zł za sztukę, czyli 27,3%,
  • nowi akcjonariusze – w sumie 10 000 sztuk z ogółu 110 000 sztuk akcji po 40 zł za sztukę, czyli 9%.

Zobacz – straciliście razem 9% głosów na Walnym, ale… Wasz majątek pomnożył się 40-krotnie, czyli o 4 000% 🙂 Dobra stopa zwrotu?

Cena rynkowa

I tutaj dochodzimy do ceny rynkowej. To jest ta cena, po której będziesz w stanie sprzedać akcje. Przed debiutem na giełdzie głównym bodźcem jej kształtowania są właśnie emisje – jako punkty odniesienia dla kupujących i sprzedających. Po debiucie na giełdzie wyznaczają ją codzienne transakcje na rynku 🙂

Która metoda wyceny jest lepsza? Żadna, bo obie polegają na tym samym – gdy rynek uzna, że cena emisyjna jest za wysoka, to emisja nie dojdzie do skutku. A gdy na giełdzie rynek uzna, że dotychczasowa cena jest wysoka… to zamrą obroty do momentu, gdy pojawią się na rynku lepsze propozycje.

Pamiętaj, że cena rynkowa to zawsze chwilowa wycena między konkretnymi ludźmi 🙂 Ileż to na giełdzie jest spółek niedowartościowanych (tzn., że istnieją jakieś przesłanki, by były droższe), albo przewartościowanych (na odwrót)… które szybko zamieniają się nieustannie miejscami… To dlatego Warren Buffet (o którym zaraz będzie mowa), twierdzi, że giełda jest pijakiem, który codziennie próbuje wmówić inwestorom, że ich spółki są warte inne pieniądze, niż oni sami uważają 😉

Dlaczego udział procentowy w WZA nie jest ważny?

Obliczenia powyżej pokazują dobitnie dlaczego nie jest istotne to ile masz głosów na Walnym. O wiele ważniejsze jest to, czy cena rynkowa Twoich akcji będzie rosła. A to zazwyczaj nie zależy od Twojego głosowania, tylko od tego, czy wybrałeś odpowiednią spółkę 🙂 Nie znam nikogo, kto by przy zakupie akcji Orlenu na giełdzie zastanawiał się ile procent na Walnym będzie miał. Natomiast każdy inwestor, którego znam dobrze pamięta po ile kupił walory i wie po ile zamierza je sprzedać 😉

Jak można handlować akcjami

Spółki dzielą się na dwa rodzaje – publiczne i niepubliczne. Akcjami tych pierwszych handluje się stosunkowo łatwo, bo poprzez giełdę. Logujesz się na rachunek maklerski i po prostu prowadzisz handel akcjami spółki publicznej po bieżących cenach. Jeśli z kolei masz akcje spółki niepublicznej, to temat jest nieco trudniejszy, bo w większości przypadków nie istnieje rynek, na który możesz pójść i tam znaleźć nabywcę.

Jednak handel akcjami nawet spółki niepublicznej potrafi być prosty, bo do zmiany jej właściciela potrzeba tylko… podpisania umowy sprzedaży oraz przelew na konto dotychczasowego właściciela 🙂 To niebawem się jeszcze uprości dzięki wymuszonej przez zmianę przepisów dematerializację akcji i obowiązek trzymania ich w domach maklerskich. Tak, oznacza to, że teraz papierowymi akcjami spółki możesz nawet zapłacić za marchewkę na targu, jeśli sprzedawca się zgodzi 🙂

Oczywiście aż tak prosto nie jest, bo akcje mają jednak status magiczny w oczach wielu ludzi, dlatego warto wybierać takich emitentów, którzy deklarują animowanie rynku. I tu muszę się pochwalić, bo rynek wtórny akcji Towarzystw Biznesowych SA (czyli mojej spółki) nie tylko istnieje, ale i przez ostatnie 2 lata z okładem zanotował obrót prawie 500 000 zł, który zbudowały zarówno malutkie, jak i duże transakcje. Jego sercem jest zamknięta grupa dla Akcjonariuszy, ale też grupa Członków, czy po prostu ja jako skrzynka kontaktowa dla kupujących i sprzedających.

Co to są udziały

Niektórym mylą się akcje z udziałami, choć różnica jest prosta. Akcje to tytuły własności dla spółek akcyjnych, a udziały – wszystkich pozostałych. Najpopularniejsze są oczywiście spółki z ograniczoną odpowiedzialnością 🙂 Ważna różnica – o ile akcjami handluje się łatwo, o tyle obrót udziałami nie jest na razie zbyt prosty. Każdorazowa operacja wymaga obecności notariusza (a więc i kosztów).

Dlaczego warto mieć akcje

Odpowiedź jest oczywista, ale kilkuaspektowa 🙂 Wymienię w punktach:

  • warto mieć akcje, bo to fajne uczucie być współwłaścicielem czegoś,
  • warto mieć akcje, bo gdy inni właściciele chcą, by spółka dzieliła się z akcjonariuszami zyskiem, to wówczas przegłosujecie podział zysku między Was samych (nie napalaj się jednak, bo stopy dywidend to zwykle kilka procent – czyli poziom inflacji),
  • warto mieć akcje, bo jeśli spółka rozwija się zgodnie z planem i mądrze zarządza swoją wyceną, to wartość Twoich akcji rośnie.

Dlaczego cena akcji rośnie, albo spada?

Rośnie, gdy bardzo dużo osób chce kupić, a spada wtedy gdy bardzo dużo osób chce sprzedać 🙂 Akcja jest takim samym towarem jak maseczki na twarz, marchewka, albo paliwo. Gdy popyt na towar jest duży, jego cena rośnie. Gdy popyt jest mały – cena spada.

Oczywiście w przypadku akcji popyt zwykle rośnie ze względu na dobre informacje na temat spółki, a podaż rośnie wówczas, gdy posiadacze jej akcji mają coraz więcej przesłanek, by bać się przyszłości. Miej jednak świadomość, że ludzie często się mylą, w efekcie najlepiej kupować wtedy, gdy inni się bardzo boją i są chętni sprzedawać; a sprzedawać wtedy, gdy każdy chce kupić 🙂 Emocje podpowiadają coś zgoła przeciwnego, ale to bez znaczenia.

Dlaczego najlepiej kupować akcje poza giełdą

To proste – udane przedsięwzięcia od pierwszej rundy finansowania do debiutu na giełdzie rosną średnio kilkanaście tysięcy procent w kilka lat. Tak, dobrze przeczytałeś – kilkanaście tysięcy. Na tym polega piękno inwestowania w przedsięwzięcia na etapie sprzed debiutu.

Tymczasem szerokie indeksy giełdowe nie mogą nawet pomarzyć o takich stopach zwrotu. To dlatego czasem mówi się, że inwestowanie odbywa się przed debiutem, a po debiucie jest już tylko hazard (choć nie zgadzam się z tą tezą, bo jest przerysowana).

Gdzie jest ryzyko?

Ryzyko jest zarówno przed, jak i po debiucie. Pieniądze można stracić przy każdej okazji 🙂 Niby na giełdzie powinno być bezpieczniej, bo bieżącej wyceny dokonują setki inwestorów, w tym inwestorzy profesjonalni, tacy jak fundusze inwestycyjne i emerytalne… jednak przypomnij sobie choćby casus GetBack SA 🙂 Pamiętasz tego czempiona rynku windykacji? Jeśli dobrze pamiętam, jego sprawozdania finansowe nie były do końca rzetelne, choć podpisywali się pod nimi znani audytorzy, w radzie nadzorczej siedziały znane nazwiska, a wśród akcjonariuszy było mnóstwo profesjonalnych podmiotów.

Dlatego zawsze musisz wiedzieć dlaczego inwestujesz akurat w tę spółkę, a nie inną.

I jeszcze jedna rzecz – nie mylmy inwestowania przed giełdą z inwestowaniem w startupy. Oczywiście startupy najczęściej są na etapie przed giełdą… ale nie zawsze 🙂 Pisząc o inwestowaniu przed giełdą mam na myśli inwestowanie zarówno w dojrzałe przedsięwzięcia, które zaczynają iść w kierunku rozwoju kapitałowego, jak i w startupy. W szczególności zaś w te pierwsze – bo wówczas ryzyko jest o wiele mniejsze. Przyznaj, że inwestycja w uczciwą spółkę, która istnieje kilkadziesiąt lat, ma wypracowany model biznesowy i konkretne plany na przyszłość i dopiero przekształca się w przedsięwzięcie otwarte na nowych współwłaścicieli, to idealny cel inwestycji 🙂

Czy na giełdzie nie warto kupować?

Na giełdzie też warto inwestować, niech nikt mnie nie zrozumie jako wroga giełdy 🙂 Jestem aktywnym inwestorem od kilkunastu lat i tę formę inwestowania lubię i polecam. Zwracam jednak uwagę na to, że z grona najbogatszych ludzi na świecie tylko Warren Buffet – i to spektakularnie – zbudował swój majątek w oparciu o handel akcjami na giełdzie (choć nie tylko, w spółki niepuliczne też inwestuje).

Trzeba jednak zauważyć, że caaaała reszta najbogatszych stała się bogata dzięki zbudowaniu biznesu, albo biznesów i później upublicznieniu ich na giełdzie 🙂 Ci, którzy inwestowali wraz z nimi między powstaniem ich firm, a ich debiutami na giełdach świata też porządnie zarobiło.

Czy można kupić akcje Towarzystw Biznesowych SA?

Jasne, że można – dla chcącego nic trudnego. Odezwij się do mnie 🙂 Dane masz w zakładce kontakt.

Lektury obowiązkowe i inne źródła wiedzy

Książki

Polecę trzy, za to fundamentalne. I – co ciekawe – radzę czytać odwrotnie do chronologii ich powstania.

Po pierwsze, genialną książkę Przemka Gerschmanna i Tomka Jaroszka o Warrenie Buffetcie, którą opisałem w poniższym wpisie:

Kolejne dwie pozycje, to dwie ulubione lektury inwestycyjne Warrena Buffetta, czyli:

Uprzedzę Twoje zdziwienie – to nie przypadek, że polecam książki na temat inwestycji giełdowych. Jeśli planujesz inwestycje na giełdzie, to przydadzą Ci się wprost. Jeśli przed giełdą – to przydadzą Ci się per analogiam. Na przykład większość zasad Fischera wprost da się zaaplikować do przedsięwzięć przedgiełdowych.

Szkolenia online

Tutaj polecę swoje produkcje, ale bardziej dla twórcy firmy, niż dla inwestora 🙂 Chociaż jeśli zrozumiesz perspektywę twórcy, to będziesz lepszym inwestorem, więc może ma sens, żeby i inwestor posłuchał?

Szkolenia offline

To propozycja zarówno dla inwestora, jak i twórcy biznesu. Bo wbrew pozorom to zamienne role (napiszę o tym kiedyś osobny wpis). Chodzi oczywiście o seminarium Miracles of Capital, które przynajmniej raz do roku prowadzi dr Jeh Shyan Wong. Zobacz co sam o nim mówi:

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily