Zawsze lubiłem wstawać wcześnie. Co śmieszniejsze – znajduje to też swoje odzwierciedlenie w paru wierszach, które napisałem. Tak, można zatem powiedzieć, że należę do rannych ptaszków. Lubię też wcześnie chodzić spać. Mimo to, zwykle jednak nie wstawałem przed 5:00. Dlaczego od paru dni wstaję o 4:30 i wciąż mi się to podoba? Poczytajcie, bo być może to też propozycja dla Was!

Wprowadzenie

Gdy ogłosiłem swój zamiar, Janek – mój stały i dawny Czytelnik – napisał, że widać, że Jocko nieźle wszedł mi do łba. Chodzi oczywiście o Jocko Willinka, autora Ekstremalnego przywództwa, o którym pisałem jakiś czas temu w tym wpisie (który niezmiennie polecam):

W tym wpisie prześledzę jakimi drogami dochodziłem do tej 4:30, by ukazać, że to nie jakaś przejściowa zajawka po przeczytaniu książki amerykańskiego specjalisty od gadania i pisania książek (bez względu na to, czy Jocko jest intelektualistą, czy nie – na pewno zna się na dwóch rzeczach: dowodzeniu i zabijaniu, a to przecież ważne kompetencje).

Rozsiądźcie się, bo nie będzie krótko.

Nawrócenie

O swoim nawróceniu pisałem już jakiś czas temu na blogu, dlatego nie będę się tu za bardzo powtarzał, a odeślę chętnych do wpisu:

W tamtym czasie marzyłem o życiu zakonnym (nawet i dziś, gdy jestem zmęczony dziećmi, z sentymentem powracam do myśli z tamtego okresu), dużo czytałem zarówno pism mistyków, jak i ich biografii. To zresztą wzmocniły moje boje ze Świadkami Jehowy, dzięki którym musiałem głębiej poszukać odpowiedzi na pytanie o to dlaczego jestem i chcę być katolikiem.

Tak, czy inaczej – na poważnie wziąłem do siebie wezwanie do pokuty i zacząłem się zastanawiać dlaczego niby miałbym nie przyjąć za swoje paru praktyk zakonnych. Dzięki tej refleksji doszedłem do kilku pomysłów, które wdrożyłem, choć nie były proste. Jednym z nich, była pobudka w piątki o 3:00, by odprawić Drogę Krzyżową. Pamiętam tę błogą ciszę w domu i za oknem – zawsze mi się podobała.

Zróbmy takie coś dla hardkorów

Minęło kilka lat, a życie stało się tak intensywne, że nie byłem w stanie utrzymać tego rytmu. Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że jeśli dzisiaj ten i ów twierdzi, że robię 300% normy, to to samo można było o mnie powiedzieć przed 5, 10 i 15 laty 🙂 Skąd wiem? Bo to sformułowanie słyszę od dawna 😀

Zarzuciwszy więc swoje piątkowe praktyki nocne, i tak wcześnie wstawałem, by dotrzeć do liceum, tym bardziej, że jak dziś na żołędzie, rzuciłem się na zajęcia kółka filozoficznego, które spotykało się o 7:00.

Parę lat później, pod koniec studiów, gdy chwilę wcześniej założyłem Towarzystwa Biznesowe, miałem bardzo fajną rozmowę z Markiem Bernaciakiem, naszym pierwszym w historii Członkiem. Pan Marek mnie zainspirował słowami:

Panie Maćku, śniadania o 7:00 są za mało wymagające. Zróbmy coś dla prawdziwych hardkorów. Nie wiem. Spotkania o 4:00 i abonament 20 000, a nie 2 000 zł? Wtedy zgromadzilibyśmy najbardziej zdeterminowanych ludzi! Niech Pan coś pomyśli.

Mija 8. rok od tej rozmowy i ze zdziwieniem zauważam, że oba kierunki stały się ciałem. No bo jeśli teraz zainicjuję tworzenie społeczności ludzi wstających o 4:30, to będzie to realizacja pierwszego postulatu. Tymczasem Klub Towarzystw Biznesowych, do którego dołączenie kosztuje 25 000 zł netto, czym jest, jeśli nie realizacją drugiego postulatu? 😀

Żelazo się wykuwa

No, ale wróćmy do chronologii. Parę miesięcy po założeniu Towarzystw zakładam rodzinę i nieco ponad rok później rodzi się pierwszy spadkobierca 🙂 Od samego początku do firmy podchodziłem poważnie, dlatego w biurze najczęściej byłem już o 7:00, jeśli nie wcześniej (zresztą cały czas pracę zaczynam o 7:00). Ma to też swoje uzasadnienie praktyczne – by dojechać o tej porze do Warszawy, nie muszę tracić czasu w korku, a dojazd trwa tyle samo, co pociągiem, a nawet krócej.

Można więc powiedzieć, że od 2010 r. w pracy i biznesie kojarzę się z wczesnym wstawaniem 🙂

Tomek zaczyna wstawać o 5:00

W pewnym momencie Tomek Ciosek, mój wspólnik z Pracowni Synergii, a zarazem partner z którym prowadzę nasz warsztat Masterclass Entrepreneur, ogłosił na swoim blogu, że zacznie wstawać o 5:00 rano. Nie tylko ogłosił, ale zaczął (swoją drogą ciekaw jestem jak mu idzie teraz) o czym fajnie opowiada w naszej rozmowie z serii #GnyszkaLive:

Czy te oczy mogą kłamać?

Swoją drogą, polecaną przez Tomka książkę Tima Ferrissa pt. Narzędzia tytanów już mam, nie zabrałem się jeszcze do lektury 😉

To był kolejny impuls na drodze.

Jocko’s here

Istotnym punktem w tej historii było jednak przeczytanie Ektstremalnego przywództwa Jocko Willinka, o którym już pisałem. Jocko stał mi się bliski z wielu powodów. Najśmieszniejsze jest to, że przypomina mi mojego dowódcę z wojska, którego bardzo lubiłem (wyrazy uznania dla mł. chor. szt. Piotra Klepackiego uważam za wyrażone) 🙂

Gdy zacząłem go śledzić w mediach społecznościowych, to z jednej strony się zawiodłem – Jocko publikuje mało i monotonnie. Z drugiej zaś – nie mogłem przeoczyć głównego przekazu, który streściłbym dwiema myślami:

  • codziennie wstaję rano, bo o 4:30,
  • codziennie daję sobie wycisk fizyczny.

I faktycznie niewiele więcej. Codziennie zdjęcie zegarka z godziną w okolicach 4:30, codziennie zdjęcie kettlebelli, albo sztangi, co jakiś czas jakieś krótkie video ze spoconym Jocko po treningu 😀 No kurka, nawet ja nie jestem tak jednostajny!

Szybki pomysł i paru wariatów

Wtedy zrodził mi się w głowie pomysł, który zebrał do kupy kilka myśli, które rozwinąłem w poprzednich latach. Była niedziela, gdy postanowiłem wpuścić ten pomysł w internet i sprawdzić, czy znajdę choć jednego naśladowcę. O dziwo, znalazłem! Był nim Tomek Porra, czyli tak naprawdę Jarek 😉 To było na Twitterze:

https://twitter.com/MaciejGnyszka/status/1160611216101974016
Wystarczył jeden sprawiedliwy 😉

Kurczę, skoro mam już jedną osobę, która b będzie chciała mi towarzyszyć, to już raźniej, nie?

Co robimy

I rzeczywiście, od pierwszego dnia, czyli poniedziałku 12 sierpnia, Tomek codziennie jest na lajwie. Nawet dziś, gdy to piszę, czyli w święto 15 sierpnia – co jest tym bardziej imponujące, że Tomek bardzo dużo podróżuje i to po całym świecie.

Co zatem na robimy? Zanim powiem, możecie sami sprawdzić, oglądając zapis pierwszego lajwa. Każdy kolejny znajdziecie pod hasztagiem #LiveHardkora (przynajmniej dopóty, dopóki nie znajdę lepszej nazwy):

Jednym słowem, program jest bardzo prosty:

  • lektura duchowa (gdy skończymy Pisma św. Maksymiliana, wybiorę kolejną),
  • lektura biznesowa (gdy skończymy Doktrynę jakości Bliklego, wybiorę kolejną),
  • pożegnanie i zachęta do pobiegania, albo innej aktywności fizycznej (ja na razie wybieram bieganie, jak się zrobi zimniej, pewnie będzie co innego)

Ważne założenie:

  • zero kaznodziejstwa, pseudocoachingu i biedamotywacji.

To rzeczy, na które sam jestem uczulony i nie po to dzielę się bardzo wartościowymi lekturami, myślami wybitnych ludzi, żeby potem silić się na tanią homiletykę. I tak już zostanie.

Kim nie jestem

Pierwsze reakcje znajomych śmieszków były dwojakie. Po pierwsze – skojarzenie z biedakołczingiem (piszę tak, żeby odróżnić karykaturę od pierwowzoru, czyli biedakołczing od coachingu). Skomentowałem wyżej. Po drugie – skojarzenie z niejakim Fryderykiem Karzełkiem, który prowadzi transmisje o 5:55 prowadząc Klub 555. Z ciekawości aż obejrzałem. No cóż, nie moja estetyka i co do treści, to chyba jednak też się różnimy 🙂 No dobra, okulary mamy podobne 🙂 Pozdrowienia dla Klubu 555!

Jest jednak jedna rzecz, która nikomu się nie skojarzyła, a mogła. Instagram pełen jest młodych byczków, którzy na przemian prężą muskuły na siłowniach i piszą natchnione posty o biznesie. Tworzy się wokół tego taki trochę kult tężyzny i chciwości zarazem. Trochę mnie to śmieszy, trochę żenuje, bo jednak jeśli spojrzeć na ludzi, którzy osiągnęli gigantyczne sukcesy w biznesie, a nie w gadaniu o biznesie, nie znajdziemy tam wielu kulturystów 😉 Moje przesłanki dla dbania o kondycję są bardziej wojskowe i wyraziłem je przed laty tutaj:

I rodzinne, które bardzo fajnie kilkukrotnie wyraził Krzysiek Filarski na Forum Ojców Tato.Net, który uzasadnia swoją dbałość o formę troską o to, by samego siebie na starość ofiarować Córce w jak najlepszym stanie.

Dlaczego w ramach całego przedsięwzięcia jest lektura duchowa, lektura biznesowa i sport? Bo duch, intelekt i ciało to podstawowe składniki człowieka 🙂

Co dalej?

Nie wiem 🙂 Zamierzam codziennie oprócz niedziel budzić się o 4:30 i prowadzić transmisję na fb. Zamierzam też rozwijać zamkniętą grupę na facebooku dotyczącą tego tematu. Znajdziecie ją tutaj: Jestem hardkorem – wstaję o 4:30.

Czego możecie mi życzyć? Czego tam chcecie, by mi się przytrafiło 🙂 Jeśli chcecie pomóc, udostępnijcie ten post w swoich kanałach społecznościowych!

Wejdź do niezwykłego świata Macieja Gnyszki
i zobacz, jak 
robić networking w jego stylu!

Zapisz się na mój e-dziennik
Maciej Gnyszka Daily